Reklama

Reklama

Marek Jóźwiak o finiszu Ekstraklasy: Piast może stracić punkty tylko w Szczecinie

- Cechy wolicjonalne, cechy charakteru, chęć zwycięstwa za wszelką cenę: to jest w tej chwili zdecydowanie po stronie Piasta Gliwice – podkreśla Marek Jóźwiak. Były piłkarz i dyrektor sportowy Legii Warszawa, później również szef skautingu Lechii Gdańsk, w rozmowie z Interią opowiada o rywalizacji Piasta i Legii o triumf w rozgrywkach Ekstraklasy.

Damian Gołąb: Komu daje pan przewagę w wyścigu po mistrzostwo Polski?

Marek Jóźwiak: - Przed ostatnią kolejką wszystko było w głowach i rękach piłkarzy Legii, ale teraz karty rozdaje Piast. Ma punkt przewagi i jeśli wygra dwa mecze, będzie mistrzem Polski niezależnie od tego, co zrobi Legia. Zespół z Warszawy musi liczyć, że gliwiczanie stracą punkty w Szczecinie. To chyba jedyne miejsce, gdzie jeszcze może im się to przydarzyć.

Trudno sobie wyobrazić, by Lech Poznań w ostatniej kolejce zabrał mistrzostwo Polski Piastowi i podarował Legii?

Reklama

- Sam odpowiedział pan sobie na to pytanie (śmiech).

Po 30 kolejkach Piast tracił siedem punktów do Lechii i Legii, niemal nikt nie brał go poważnie pod uwagę w wyścigu po mistrzostwo. Atakował z drugiego szeregu. Teraz jest liderem, pewnie więc pojawi się presja?

- Było ją już chyba widać w ostatnim spotkaniu przeciwko Jagiellonii Białystok. Aleksandar Sedlar jest jednym z najlepszych zawodników zespołu, a nerwy i ambicja przesłoniły mu logiczne myślenie - dwa razy spowodował rzut karny. Trener Waldemar Fornalik jest jednak człowiekiem bardzo spokojnym i być może przeniesie ten spokój na swoją drużynę. Chcąc zdobyć mistrzostwo Polski, trzeba sobie radzić z presją.

- Mam nadzieję, że sprostają jej piłkarze Legii, którzy wiedzą już, co z tym fantem robić. Piast wygrał natomiast pięć meczów z rzędu, to superseria. Piłkarze z Gliwic wyraźnie dobrze się czują razem. Po każdej zdobytej bramce widać u nich bardzo dużą radość. Przede wszystkim widziałem jednak w ich oczach chęć udowodnienia każdemu, że w tym sezonie to oni będą na pierwszym miejscu. I wiarę, że to może się stać. Ona napędza ich do gry kreatywnej, ale też bardzo spokojnej i wyważonej. Z niczym się nie spieszą, a to bardzo pozytywna cecha.

Czy na niekorzyść Piasta nie przemawia, paradoksalnie, statystyka? W tak nieprzewidywalnej lidze jak Ekstraklasa trudno wyobrazić sobie, by jakaś drużyna wygrała wszystkie spotkania rundy finałowej.

- Tak się może zdarzyć. Nasza liga jest tak nieprzewidywalna, że nie zdziwię się, jeśli Piast wygra wszystkie mecze. Jak powiedziałem, jedynym miejscem, gdzie jeszcze może stracić punkty, będzie Szczecin. Drużyna z Gliwic gra jednak bardzo ofensywnie, kluczowe role odgrywa kilku zawodników. To obaj bramkarze - Jakub Szmatuła wchodzi za Frantiszka Placha i też broni kapitalnie. Mam również na myśli Sedlara i Jakuba Czerwińskiego, Patryka Dziczka, a przede wszystkim Gerarda Badię i Joela Valencię. Jest trochę zawodników, którzy mogą rozstrzygnąć losy meczu. Ostatnio udowodnił to Tomasz Jodłowiec, który zdobył kapitalną bramkę w meczu z Jagiellonią Białystok.

Wymienił pan sporo nazwisk z Piasta, ale w Legii też znaleźlibyśmy wielu piłkarzy, którzy teoretycznie mogą decydować o losach spotkania. Iuri Medeiros, Carlitos, Sebastian Szymański...

- Widział pan Medeirosa w ostatnim spotkaniu? Cechy wolicjonalne, cechy charakteru, chęć zwycięstwa za wszelką cenę: to jest w tej chwili zdecydowanie po stronie Piasta. Jeśli piłkarze Legii nie zmienią podejścia do meczu, zwłaszcza do pierwszych minut na boisku, ich ostatnie spotkania mogą skończyć się tak jak niedzielne z Pogonią.

Po ostatnich wynikach w Legii może pojawić się strach, negatywna presja? Brak mistrzostwa zostanie chyba w Warszawie uznany za porażkę?

- Nie stawiałbym tak sprawy i nie nazywałbym tego porażką. Na pewno będzie to ogromny ból głowy w kontekście finansów na następny sezon i procesu budowania drużyny, o których mówi prezes Dariusz Mioduski. Lepiej dla klubu, by Legia dwa ostatnie mecze wygrała, to będzie jakaś podbudowa pod przyszły sezon. Może agresja, ambicja i charakter wróci na mecz z Jagiellonią? Piast to samo prezentuje jednak od pięciu spotkań, a do tego dokłada dobrą grę.

Zmiana trenera w Legii przed końcem sezonu przyniosła tylko krótkotrwałe skutki. Słynny "efekt nowej miotły" to za mało, by zdobyć mistrzostwo?

- "Nowa miotła" działa raz dłużej, raz krócej. Na dziś, na już, a właściwie na wczoraj trzeba zrobić coś, by obudzić drużynę do podjęcia walki o komplet punktów w dwóch ostatnich spotkaniach. Nie ma co się oglądać na Piasta. "Aco" Vuković zna ten klub i drużynę. Oby pozostał trenerem na następny rok, co zapowiada prezes Mioduski.

Jeszcze przed chwilą o mistrzostwo walczyła również Lechia. Czego zabrakło gdańszczanom na finiszu rozgrywek?

- Sukces, którym było zdobycie Pucharu Polski, w jakiś sposób rozluźnił zawodników. Lechia posiada taką, a nie inną kadrę, ostatnie mecze kosztowały drużynę dużo zdrowia, emocji i energii. Do tego doszła jeszcze kontuzja Artura Sobiecha. To wszystko spowodowało, że Lechia na finiszu już nie będzie się liczyła. Cały sezon był jednak jak najbardziej pozytywny, zdobycie Pucharu Polski to duży sukces drużyny i trenera Piotra Stokowca.

W poprzednich latach o tytuł z Legią walczyły głównie Jagiellonia i Lech, w tym roku w ich miejsce wskoczyły Piast i Lechia. To może być trwała zmiana warty czy raczej jednorazowy wyskok?

- Na pewno bardzo fajnie, gdy w walkę o mistrzostwo angażuje się więcej drużyn niż stałe firmy. Inne zespoły widzą, że jeśli dobrze się zorganizują i przepracują okres przygotowawczy, znajdą fajnego trenera i stworzą kolektyw w szatni, mogą powalczyć o tytuł mistrza Polski. W naszej Ekstraklasie wszystko jest możliwe. To dobre dla ligi, trochę gorzej jest jednak w europejskich pucharach. Tam wszystkie drużyny, o których pan wspomniał, muszą postarać się, byśmy mieli przedstawiciela przynajmniej w fazie grupowej Ligi Europy. A do tego droga bardzo daleka.

Piast czy Lechia będą w stanie o to powalczyć?

- Oby przeszły jak najwięcej rund w eliminacjach. Nie mówię o Lidze Mistrzów, bo tam awans do fazy grupowej jest nierealny, ale o Lidze Europy. Zobaczymy, jak te zespoły będą wyglądały po okresie przygotowawczym, jak zostaną wzmocnione. To, co wystarcza na polską Ekstraklasę, jest zbyt mało konkretne na europejskie puchary. Pokazał to zwłaszcza ubiegły sezon.

Rozmawiał Damian Gołąb

Program 36. kolejki Ekstraklasy w grupie mistrzowskiej (mecze w środę):

Jagiellonia Białystok - Legia Warszawa, godz. 20.30
Pogoń Szczecin - Piast Gliwice, godz. 20.30
Lech Poznań - Lechia Gdańsk, godz. 20.30
Zagłębie Lubin - Cracovia, godz. 20.30

Grupa mistrzowska Ekstraklasy: wyniki, tabela i terminarz

Grupa spadkowa Ekstraklasy: wyniki, tabela i terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL