Reklama

Reklama

Górnik Łęczna - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1-2 w 10. kolejce Ekstraklasy

Górnik Łęczna przegrał 1-2 (1-1) z Podbeskidziem Bielsko-Biała w pierwszym sobotnim spotkaniu 10. kolejki Ekstraklasy. Gospodarze kończyli mecz w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Bartosza Śpiączki i Łukasza Tymińskiego i bez trenera, którego sędzia odesłał na trybuny.

W sobotnie popołudnie w Łęcznej spotkały się dwa zespoły, o których w mediach głośno było za sprawą trenerów. Jurij Szatałow przed dwoma tygodniami był niemal pewny zwolnienia, ale po dwóch zwycięstwach ligowych z rzędu, temat upadł.

Z ekipą "Górali" po ostatnim meczu w Ekstraklasie (porażka 0-6 z Wisłą Kraków) pożegnał się z kolei Dariusz Kubicki. Już w środowym meczu Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław drużynę prowadził Robert Podoliński.

Trener gospodarzy dokonał zaledwie jednej zmiany w składzie Górników. W linii pomocy Paweł Sasin zastąpił Adriana Bastę, który nabawił się poważnej kontuzji. Raptem trzech roszad względem przegranego meczu z Wisłą, w wyjściowej jedenastce Podbeskidzia dokonał Podoliński. Miejsca w składzie zyskali Krystian Kolczak, Jakub Kowalski oraz Lukasz Janić.

Reklama

Po 9 minutach łęcznianie stworzyli sobie pierwszą szansę na zdobycie bramki. Po zespołowej akcji oko w oko z Emilijusem Zubasem stanął Grzegorz Bonin. Litwin wyszedł jednak obronną ręką i wybił piłkę na rzut rożny. Po jego rozegraniu, w polu karnych gości padł Łukasz Mierzejewski, a sędzia Tomasz Musiał bez wahania wskazał na "wapno", dopatrując się faulu jednego z zawodników Podbeskidzia. Do piłki podszedł Tomasz Nowak, który technicznym strzałem po ziemi zaskoczył bramkarza "Górali".

W 20. minucie, po dośrodkowaniu Janicia z lewej strony boiska, Mateusza Szczepaniaka we własnym polu karnym faulował Lukasz Bielak. Do piłki ustawionej jedenaście metrów od bramki Górnika podszedł Adrian Mójta, który silnym uderzeniem nie pozostawił szans na dobrą interwencję Silvio Rodiciowi.

Gospodarze mogli odpowiedzieć po zaledwie czterech minutach, strzałem po długim rogu z lewego skrzydła próbował Nowak. Pomocnikowi Górnika zabrakło jednak szczęścia, bo Zubas koniuszkami palców odbił piłkę na rzut rożny.

Ekstraklasa - sprawdź wyniki, terminarz oraz tabelę!

Piłkarzom obu zespołów przeszkadzały warunki atmosferyczne. W 29. minucie, jeden z podopiecznych Szatałowa poślizgnął się we własnym polu karnym, a przed szansą na zdobycie bramki stanął Kowalski. Pomocnikowi "Górali" zabrakło jednak dokładności i piłka przeleciała obok bramki.

Trzynaście minut przed przerwą łęcznianie mieli okazję, aby wyjść na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska, głową w słupek bramki gości trafił Łukasz Mierzejewski.

W doliczonym czasie gry pierwszej części spotkania na "bombę" z dystansu zdecydował się Mateusz Możdżeń, ale Rodić z najwyższym trudem interweniował, odbijając piłkę do boku.

Drugą połowę od zdobycia bramki mogli rozpocząć podopieczni Jurija Szatałowa. Po dośrodkowaniu Łukasza Tymińskiego z rzutu rożnego, strzału "szczupakiem" próbował Bartosz Śpiączka. Piłka najpierw odbiła się od poprzeczki, a następnie wyleciała poza boisko.

W 55. minucie, bielszczanie przeprowadzili podręcznikową kontrę. Prawym skrzydłem ruszył Adam Pazio, który na wysokości pola karnego zacentrował w okolicę szóstego metra. Właśnie tam pojedynek powietrzny ze Szmatiukiem wygrał Mateusz Szczepaniak, który pozwolił Podbeskidziu objąć prowadzenie w sobotnim meczu.

Pomimo niekorzystnego rezultatu łęcznianie nie rezygnowali i atakowali bramkę gości. Piłkarzom Górnika brakowało jednak szczęścia w najważniejszych momentach. Swoją szansę po strzale z dystansu miał m.in. Jakub Świerczok, który pojawił się na boisku z ławki rezerwowych.

W 73. minucie, Śpiączka za wysoko uniesioną nogą zaatakował Krystiana Nowaka, który padł na murawę. Arbiter pokazał napastnikowi Górnika drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Chwilę później, Tomasz Musiał wyrzucił na trybuny trenera gospodarzy Jurija Szatałowa.

Ci, którzy sądzili, że gorzej być nie może szybko przekonali się, że sytuacja może być jeszcze gorsza. W 76. minucie Tymiński zaatakował wyprostowaną nogą Adama Deję. Pomocnik miał już na koncie żółty kartonik i kolejne napomnienie skutkowało zejściem do szatni, przez co Górnik kończył mecz w dziewiątkę.

Końcówka meczu należała do "Górali". Po dośrodkowaniu Mójty, szansę na podwyższenie prowadzenia miał Możdżeń, ale byłego pomocnika Lecha Poznań uprzedził Silvio Rodić. Dzięki wygranej, Podbeskidzie powiększyło do pięciu punktów przewagę nad strefą spadkową.

Po meczu powiedzieli:

Robert Podoliński (trener Podbeskidzia Bielsko-Biała): - Jako trener po raz pierwszy wygrałem w Łęcznej, ale cieszę się przede wszystkim z tego, że cały mój zespół był bardzo zdeterminowany, zagrał dobrze i - najważniejsze - zwyciężył po dobrym i zaciętym meczu.

Jurij Szatałow (trener Górnika Łęczna): - Usprawiedliwienia za porażkę nie szukam w decyzjach sędziego, choć można mieć sporo uwag do jego pracy, ale krytycznie musimy spojrzeć na naszą postawę. Stworzyliśmy sobie więcej sytuacji do zdobycia bramek. Do siebie musimy mieć pretensje, że nie potrafiliśmy ich wykorzystać.

Górnik Łęczna - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1-2 (1-1)

Bramki: Tomasz Nowak (11. - k.) - Adam Mójta (21. - k.), Mateusz Szczepaniak (55.)

Górnik: Silvio Rodić - Łukasz Mierzejewski, Maciej Szmatiuk, Lukasz Bielak, Leandro - Paweł Sasin (62, Jakub Świerczok), Tomasz Nowak, Łukasz Tymiński, Grzegorz Bonin, Grzegorz Piesio (79, Jan Bednarek) - Bartosz Śpiączka

Podbeskidzie: Emilijus Zubas - Adam Pazio, Krystian Nowak, Krystian Kolczak, Adam Mójta - Jakub Kowalski (87, Fabian Hiszpański), Mateusz Możdżeń, Marek Sokołowski, Mateusz Szczepaniak, Lukasz Janic (67, Adam Deja) - Robert Demjan (82, Dariusz Kołodziej).

Sędzia: Tomasz Musiał Widzów: 3 194

Zobacz raport pomeczowy!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL