Reklama

Reklama

Wojciech Nowicki: Chciałbym zdobyć złoto na ME

Najdalej rzucający młotem w tym roku na świecie Wojciech Nowicki chce podczas ME w Berlinie walczyć o złoty medal. Podkreśla jednak, że nie nakłada na siebie presji. Zadowolony jest z tego, że kontrole odsiały ze stawki tych lekkoatletów, którzy oszukiwali. Transmisje z ME na antenach Eurosportu.

Nowicki, podobnie jak wielu innych polskich lekkoatletów, przebywa obecnie w ośrodku w Cetniewie. Ciężkie treningi już zakończył i odpoczywa poprawiając ostatnie detale w technice.

Reklama

"Do ME jest czas na regenerację. Pracujemy nad drobiazgami i nic już nie wymyślamy. Mam nadzieję, że w tym roku przyszedł moment, w którym ciężka praca wykonywana przez lata +oddaje+. Skupialiśmy się na stabilizacji formy i regularnym rzucaniu. Nasze zabiegi przynoszą zamierzone efekty.

Zdrowie dopisuje, a ono jest najważniejsze. W okresie przygotowawczym dokonaliśmy kilka korekt w technice. Rezultaty z tego sezonu pokazują, że mieliśmy rację" - wskazał młociarz.

W tabeli najlepszych tegorocznych wyników Nowicki (81,85) wyprzedza kolegę z kadry z Agrosu Zamość Pawła Fajdka (81,14) oraz Brytyjczyka Nicka Millera (80,26). Z dziesięciu najlepszych rezultatów w tym sezonie dziewięć uzyskali dwaj "biało-czerwoni".

"Rzut młotem to konkurencja, do której przygotowania są procesem.

Pewnych rzeczy nie zrobi się w rok czy dwa. Trzeba cierpliwie i często długo dążyć do celu. Nie startowałem nigdy w Berlinie, ale od innych zawodników słyszałem, że koło jest dla młociarzy dobre. Ciężko jest nam wszystkich odnaleźć się w tępym kole, bo wtedy bardzo trudno obraca się nogi. W tym roku mieliśmy jedne zawody na Słowacji i po wynikach było widać, że źle się tam kręciło" - wskazał na kulisy swojej konkurencji Nowicki.

Zawodnik Podlasia Białystok ma świadomość, że rzut młotem jest przez najważniejsze organizacje lekkoatletyczne traktowany nieco po macoszemu, m.in. zmagań w tej konkurencji nie ma w prestiżowym cyklu Diamentowej Ligi.

"Nie wiem z czego to wynika, że nasza konkurencja nie jest brana pod uwagę przy ustalaniu programów takich zawodów. To prawda, że jesteśmy troszeczkę na uboczu. Może się to za jakiś czas zmieni. Nie mamy na to jednak wielkiego wpływu jako zawodnicy" - podkreślił.

Dodał, że podczas ubiegłotygodniowych mistrzostw Polski startował "z marszu", a pomimo tego udało mu się rzucić ponad 80 metrów i wygrać.

"Liczę na to, że gdy przyjdzie świeżość, wyniki będą jeszcze lepsze. Oby właśnie w Berlinie. Nastawiam się na walkę. Na siłowni nie dokładamy z roku na rok obciążeń, a jeżeli to robimy, to minimalnie. Zależy nam na tym, żeby te same kilogramy dźwigać szybciej, z większą swobodą. Dzięki temu jestem mocny, ale nie zatracam szybkości. Pełny przysiad ze swobodą wykonuję z obciążeniem 200 kg. Dwa lata temu musiałem się spiąć, żeby to podnieść. To chyba efekt wzrostu siły" - ocenił Nowicki.

Przyznał, że rywalizacja z Fajdkiem go nakręca. Jego zdaniem przez kilka lat musiał gonić najbardziej utytułowanego zawodnika na świecie w ostatnich sezonach, a teraz może z nim rywalizować jak równy z równym.

"To fajne, bo dzięki temu jest widowisko. Było to widać chociażby na MP w Lublinie. Widziałem, że ludziom bardzo podobała się zacięta walka. Nie sądzę jednak, że jesteśmy blisko pobicia rekordu Polski Pawła, który wynosi 83,93. Ktoś powie, że to tylko dwa metry, ale przy tym poziomie to aż dwa metry. Może w przyszłości o tym pomyślimy. Trzeba dochodzić do tego małymi krokami, bo nie jest to takie proste, jak się wydaje. Zawsze podchodzę do najważniejszych zawodów tak, że zakładam jak najlepsze przygotowanie rywali. W Berlinie wszyscy będą chcieli się pokazać.

Oczekuję od siebie tego samego. Trzeba tam pojechać i zrobić swoje.

Troszkę się pozmieniała stawka, bo chyba kontrole antydopingowe swoje zrobiły" - dodał Nowicki.

Przyznał jednak, że nikogo z rywali nie lekceważy. Sam kontrolowany jest

- poza zawodami - przynajmniej raz w miesiącu.

"To jest aspekt mojej pracy i trzeba było się do tego przyzwyczaić. To jest dobre, bo dzięki temu wiem, że ci co oszukują będą złapani" - podkreślił w rozmowie z PAP reprezentant Polski.

Nowicki jest jednym z tych polskich lekkoatletów, którzy w ostatnich latach medale z najważniejszych imprez przywożą z dużą regularnością. W jego przypadku są to brązowe krążki z igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata (dwa) oraz mistrzostw Europy.

"Każdy medal jest sukcesem. Oczywiście, chciałbym zdobyć złoty w Berlinie i będę o to walczył. Nie nakładam na siebie jednak dodatkowej presji. Nie myślę o tym czy jestem faworytem, czy jest nim ktoś inny" - powiedział.

Będąc na zgrupowaniu Nowicki nie zapomina o rodzinie i często kontaktuje się z żoną i córką Amelią.

"Czasami coś poczytam, obejrzę film, pogram w gry komputerowe. W większej grupie oglądamy też inne dyscypliny sportu. Śledziliśmy np.

mundial. Mam małe dziecko i rodzinę, więc teraz jestem trochę na bakier z innymi dyscyplinami sportu. Pod tym względem trochę się zaniedbałem.

Chciałbym, żeby córka była aktywna. Na pewno będę ją zachęcać do uprawiania sportu, ale najlepiej, żeby wyszło to od niej" - wskazał Nowicki.

Kwalifikacje młociarzy zaplanowano pierwszego dnia berlińskich mistrzostw Europy - 6 sierpnia. Dzień później najlepsi powalczą o medale w finale. Europejski czempionat potrwa do 12 sierpnia.



Dowiedz się więcej na temat: wojciech nowicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje