Reklama

Reklama

Maja Włoszczowska: To nie był zły rok

Maja Włoszczowska nie ocenia źle mijającego roku, mimo że kontuzja pokrzyżowała jej plany olimpijskie. Kolarka górska pod choinką chciałaby... spotkać wróżkę, która sprawiłaby, że jej stopa będzie się zginać o 20 stopni więcej.

Polska Agencja Prasowa: Kończący się rok 2012 nie może chyba pani uznać za udany. Tuż przed igrzyskami w Londynie paskudna kontuzja: złamanie kości śródstopia oraz naderwanie więzadła strzałkowo-piętowego. To był dla pani straszny cios.

Reklama

Maja Włoszczowska: - Może to zaskakujące, co powiem, ale dla mnie absolutnie to nie był zły rok. Dostałam lekcję życia. Pierwsza część sezonu rewelacyjna - wygrywałam wyścig po wyścigu, w tym zawody Pucharu Świata, co wcześniej nie zdarzało mi się na wiosnę. Zapowiadało się więc znakomicie. Potem zdarzył się ten wypadek na treningu we Włoszech. Ale nie chcę o nim pamiętać, chcę pamiętać tylko dobre rzeczy. W drugiej połowie roku przekonałam się, jak cudowni ludzie mnie otaczają i jak wspaniałych mam kibiców.

Jaki prezent pod choinką najbardziej przydałby się pani w roku 2013?

- Ucieszyłoby mnie, gdyby moja stopa mogła zgiąć się o 20 stopni więcej. Gdyby jakaś wróżka mogła to sprawić...

Rozpocznie pani nowy sezon w międzynarodowej grupie Giant, gdzie ścigają się znakomite zawodniczki, jak Francuzka Pauline Ferrand-Prevot i Szwajcarka Jolanda Neff. Co to dla pani oznacza? Nowi trenerzy, mechanicy, masażyści?

- Podczas zawodów będę miała do dyspozycji fachowców z Gianta, m.in. bardzo doświadczonego zawodnika, który startował w downhillu (zjazd) - Oscara Saiza. W trakcie sezonu zawodniczki trenują indywidualnie, np. Neff ze swoim ojcem. Z nowym zespołem spotkam się na zgrupowaniu na Cyprze na przełomie lutego i marca. Generalnie chciałabym, by wszystko funkcjonowało tak, jak do tej pory, bym mogła przygotować się do igrzysk w Rio de Janeiro pod okiem trenera kadry Marka Galińskiego. Mam nadzieję, że nic się tutaj nie zmieni. Ale to zależy od Polskiego Związku Kolarskiego, który ma nowe władze i nowego-starego prezesa Wacława Skarula. Czekam więc niecierpliwie na decyzję. Gdyby nie było takiej możliwości, będę trenować z Galińskim w mniejszym zakresie. Przypomnę tylko, że Galiński nie był związany z poprzednią moją grupą CCC Polkowice, co nie przeszkadzało mu, jako trenerowi kadry, w przygotowaniu mnie do wielkich imprez.

Gdzie spędza pani święta? Czy odpocznie pani choć trochę od ćwiczeń rehabilitacyjnych?

- Oczywiście z najbliższymi w moim rodzinnym domu w Jeleniej Górze. A co do rehabilitacji, to ćwiczę cały czas, calutkie dni. Nie mogę sobie pozwolić na przerwę, nawet w Boże Narodzenie. Z jazdą na rowerze nie mam żadnych problemów, zaczęłam już marsze pod górę, ale gorzej z nartami, bo są inne obciążenia stopy. Biegam na Polanie Jakuszyckiej. W weekendy są tam dzikie tłumy, ludzie mnie rozpoznają, zaczepiają. Na "biegówkach" spędzam nie więcej niż dwie godziny.

Na wakacje wyjeżdżała pani zwykle późną jesienią, ale w tym roku tradycji nie stało się zadość. Czy w nowym roku wygospodaruje pani czas na odpoczynek?

- Wakacje już miałam - kilka tygodni z nogą w gipsie. Chyba, że za takie uznam dwutygodniowy pobyt na Fuerteventurze, gdzie trenowałam pod okiem rehabilitanta, ale gdzie towarzyszyła mi też rodzina. Niestety, wakacje z prawdziwego zdarzenia tym razem mnie ominą.

Plany pozasportowe na rok 2013?

- Koncentruję się tylko i wyłącznie na rehabilitacji, a potem na nowym sezonie. Wszystkie inne obowiązki staram się eliminować.

Rozmawiał Artur Filipiuk

Dowiedz się więcej na temat: Londyn 2012 | Maja Włoszczowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje