Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (27 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (24 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (23 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (22 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (20 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (17 pkt.)
  • 7 .Cracovia (17 pkt.)
  • 8 .Radomiak (16 pkt.)

Wisła Kraków. Peter Hyballa dla Interii: Nie jestem małym dzieckiem

- Dla zawodników mam być nie tylko trenerem od taktyki, motoryki, czy motywacji, ale mam też wypełniać rolę ojca. W Wiśle wielu zawodników jest z zagranicy. Są młodzi i samotni, potrzebują zaufać szkoleniowcowi - mówi w wywiadzie dla Interii Peter Hyballa, trener Wisły Kraków.

Piotr Jawor, Interia: Po derbach szybko przekonał się pan, jak wygląda krakowskie piekiełko. Pewnie słyszał pan już o pretensjach do sędziego i niecenzuralnych słowach z ust członków zarządu Cracovii.

Peter Hyballa, trener Wisły: - Piłka nożna to nie jest sport dla grzecznych dziewczynek, ostre słowa zawsze padały. Bardzo ważne jednak, żeby piłkarze, trenerzy i prezesi mieli szacunek do sędziów. Nie znam języka polskiego, więc nie wiem, co krzyczano na trybunach, choć nazajutrz trochę o tym czytałem. Starałem się jednak skupić na swojej pracy. Uważam, że Cracovia też miała trochę szczęścia, bo przy golu na 1-1 jej zawodnik faulował.

Reklama

Podczas derbów krzyczał pan: "press, press", ale część zawodników nie miała już kompletnie sił biegać. Czuł pan bezsilność?

- Bardzo ważne, by myśleć pozytywnie, dlatego uważam, że przez godzinę bardzo dobrze pressowaliśmy. Później graliśmy w osłabieniu i było nam znacznie trudniej. Siła i kondycja nadejdą. Teraz nie jesteśmy optymalnie przygotowani, ale zawodnicy codziennie bardzo ciężko pracują i - mam nadzieję - w styczniu lub lutym, będziemy świetnie wyglądali. Liczę jednak, że już w sobotę z Legią zobaczymy lepszą Wisłę.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl! Kliknij!

W tym meczu zagra pan nie tylko o punkty, ale także zaufanie zawodników i kibiców.

- Absolutnie się z tym zgadzam, dlatego właśnie żałuję, że nie wygraliśmy z Cracovią. Ale remis też był OK. Teraz jednak czas na Legię. Chcemy pokazać progres i fajny styl, ale nie jest małym dzieckiem - wiem, że na końcu zawsze będzie liczył się wynik. Mogę teraz mówić wiele o posiadaniu i pressingu, ale na końcu rozliczony będę z punktów.

Skoro chce pan rozmawiać o pozytywach, to jaki jest największy po pierwszym tygodniu pobytu w Polsce?

- Zaangażowanie zawodników. Są bardzo skoncentrowani i zdyscyplinowani. Chcą słuchać i pracować. Zrobiliśmy wiele nowych rzeczy, a piłkarze są na nie otwarci. To bardzo lubię! Wszędzie, na całym świecie, szkoleniowiec ma być dla zawodników nie tylko trenerem od taktyki, motoryki, czy motywacji, ale ma także wypełniać rolę ojca. Np. w Wiśle wielu zawodników jest z zagranicy. Są młodzi i samotni, potrzebują zaufać trenerowi.

Pana poprzednim klubem był NAC Breda. Musiał pan odejść, bo nie mogliście dogadać się z dyrektorem sportowym.

- To  fantastyczny klub, z fantastycznymi kibicami. Kocham ich. Miałem jednak problemy z dyrektorem sportowym, ponieważ ten, który mnie zatrudniał, został zwolniony, a nowy nie do końca darzył mnie zaufaniem.

W Bredzie poznał pan Roberta Maaskanta, byłego trenera Wisły.

- Tak, był moim sąsiadem. Mieszkaliśmy od siebie 50 metrów.

Nie wyobrażam sobie, żebyście się nie zaprzyjaźnili, bo to bardzo otwarty człowiek.

- Przyjaźń, to może za dużo słowo, ale parę razy wyskoczyliśmy na wino, bo Breda to jedno z najlepszych miejsc pod względem barów i restauracji. Coś jak Kraków. Gdy podpisałem kontrakt, to Robert zadzwonił i pogratulował. O Wiśle i Polakach wypowiadał się tylko pozytywnie. Życzył mi powodzenia.

Podobno Maaskant skończył z futbolem.

- Tak i nie (śmiech). Jest zwariowany na punkcie piłki i jak tylko dostanie ofertę, to na pewno się zdecyduje (śmiech).

 W Wiśle czeka na pana specyficzna sytuacja, bo Jakub Błaszczykowski z jednej strony będzie pana piłkarzem, a z drugiej szefem.

- Każdy, ale to dosłownie każdy dziennikarz mnie o to pyta. Myślałem, że pan będzie tym jedynym, ale nic z tego (śmiech). Cóż, powtórzę odpowiedź - nie mam z tym absolutnie żadnego problemu i na pewno się tego nie obawiam. Lubię rozmawiać z piłkarzami, ale na końcu jestem trenerem, który w szatni dominuje. Dla zawodników jestem zawsze fair i przyjaźnie nastawiony...

Dobrze, proszę na to popatrzeć w ten sposób - Wisła zaoferowała mi pracę , bo wiedzieli, kim jest Peter Hyballa, a dodatkowo Kuba znał mnie jeszcze z Borussii Dortmund. Jeśli miałbym obawy przed takim układem, to nigdy by nawet o mnie nie pomyśleli! Chcieli mnie, chcieli moją osobowość i nie ma z tym absolutnie żadnego problemu. Kuba w szatni i na boisku jest moim zawodnikiem. Ale OK, jeśli będziemy mieli rozmawiać o innych rzeczach, to zamienimy się rolami i wtedy on stanie się właścicielem. Tyle, kropka.

Rozmawiał Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje