Reklama

Reklama

Wisła Kraków. Michal Frydrych: Cieszę się, że jestem w Wiśle

Michal Frydrych zdradził, jak czuje się w Krakowie oraz dlaczego zdecydował się przejść do Wisły.- Ludzie z klubu dzwonili do mnie codziennie – przyznał.

Frydrych przyszedł do Wisły ze Slavii Praga pod koniec okienka transferowego. Zdążył zagrać w czterech meczach. Wisła straciła w nich tylko trzy bramki - wszystkie w ostatnim meczu z Lechią Gdańsk, przegranym 1-3.

Od momentu, kiedy Czech dołączył do "Białej Gwiazdy" jakość gry obronnej znacznie się poprawiła. On sam też dobrze prezentuje. W wygranym 6-0 meczu ze Stalą Mielec zdobył nawet bramkę. Frydrych podkreśla, że dobrze czuje się w Krakowie i daje z siebie wszystko.

-  Cieszę się, że jestem w Wiśle i chcę pomóc zespołowi wspinać się w górę tabeli. Kiedy przyjechałem, mieliśmy tylko dwa punkty, potem nie straciliśmy gola w trzech meczach i zdobyliśmy siedem punktów. Szkoda ostatniej porażki z Lechią. Prowadziliśmy, ale nie zaryzykowaliśmy kolejnej szansy, a przeciwnik pokazał jakość i doświadczenie. Ale zdecydowanie czuję, że możemy być jeszcze lepsi - powiedział Frydrych w rozmowie z czeskim portalem "iSport".

Reklama

Frydrych jasno ocenił też cele, jakie ma w Krakowie. Chce przede wszystkim regularnie grać i dawać radość kibicom.

- Przyjechałem tutaj mówiąc, że chcę grać regularnie i być ważnym członkiem zespołu, który w każdy weekend jest na boisku i nie musi czekać miesiąca na swoją szansę. Zespół miał problemy w defensywie, więc cieszę się, że jest widoczna poprawa - przyznał.

Wiśle od początku bardzo zależało na sprowadzeniu Frydrycha. Czech przyznał, że chciał zmienić otoczenie, bo w Slavii nie mógł liczyć na regularną grę. Widział zaangażowanie osób z klubu w jego transfer i dlatego zdecydował się dołączyć do "Białej Gwiazdy".

- Było kilka możliwości, ale nikt nie okazał tak wielkiego zainteresowania jak Wisła. Ludzie z klubu dzwonili do mnie codziennie, przedstawiali mi swoją wizję i spodobała mi się - powiedział.

Frydrych opowiedział też o Kubie Błaszczykowskim. Przyznał, że ma status legendy klubu, ale w szatni jest normalnym kolegą.

- To wielka osobowość nie tylko w Krakowie, ale w całej Polsce. Jednak wcale tego nie okazuje, jest zupełnie normalnym facetem, który wciąż żartuje. Wspiera też wszystkich na boisku i doradza młodym zawodnikom. Po prostu wspaniała osoba, która cieszy się naszym wielkim szacunkiem - zdradził Czech.

MP

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę PKO Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL