Reklama

Reklama

Wisła Kraków. Hugo Videmont wspomina, dlaczego trafił do "Białej Gwiazdy"

Gdy w lutym 2017 roku Hugo Videmont trafił do Wisły Kraków, wielu wiązało z grą tego pomocnika spore nadzieje. Tymczasem sprawy potoczyły się zupełnie zaskakująco i już po sześciu miesiącach Francuz opuścił Gród Kraka oraz Polskę. Teraz, z pozycji wiodącego piłkarza Żalgirisu Wilno, wspomina, w jakich okolicznościach zdecydował się na grę w "Białej Gwieździe".

Trafiając do Wisły z AC Ajaccio, Videmont podpisał z klubem półtoraroczny kontrakt z opcją przedłużenia o dwa lata.

Z planów związania się na dłużej z krakowskim klubem jednak nic nie wyszło i Francuz, w nieciekawych okolicznościach (m.in. publicznie upominał się o zaległe pieniądze, za co trener Kiko Ramirez odsunął go od zespołu), opuścił Ekstraklasę. W tym czasie zdążył rozegrać zaledwie osiem meczów i zapisał na swoim koncie trzy asysty.

Z Krakowa ten potrafiący grać obiema nogami ofensywny pomocnik nie trafił do mocnego klubu, ale przejście do AFC Tubize okazało się strzałem w dziesiątkę. Na zapleczu belgijskiej elity przez dwa sezony piłkarz się odbudował (49 występów i 5 goli), po czym przed rokiem trafił do Żalgirisu Wilno.

Wybór litewskiego klubu również był trafiony i Videmont wyrósł na czołowego gracza tamtejszej ekstraklasy. Piłkarz zewsząd zbiera pochwały i strzela coraz więcej goli. W minionym sezonie A Lyga urodzony w Marsylii 27-latek wystąpił w 18 meczach i zdobył 8 bramek.

Reklama

Okazuje się jednak, że piłkarz bardzo sympatycznie wspomina swój krótki i burzliwy okres gry w Krakowie. A przede wszystkim z rozrzewnieniem opowiada o tym, dlaczego w ogóle zdecydował się przyjąć ofertę "Białej Gwiazdy".

- Kiedy byłem w dobrej formie w Ajaccio, menedżer przesłał mi film z fanami Wisły. To mi wystarczyło i dlatego postanowiłem pojechać. Byłem tam traktowany, jako bardzo sławny gracz, z czym czułem się dziwnie. Zainteresowanie moją osobą było dla mnie nowe, a trochę mnie zszokowało, gdy moje zdjęcie, które wrzuciłem na Instagrama, ukazało się w gazecie - opowiedział Videmont w wywiadzie dla respublika.lt, który odbija się sporym echem.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL