Przełom w Bydgoszczy. Stadion zmieni się w plac budowy. O tym jednak zapomnieli
Kibice w Bydgoszczy w końcu doczekali się przełomu ws. remontu stadionu. To kluczowa inwestycja, ponieważ obiekt musi spełniać standardy PGE Ekstraligi, a poza tym prezesowi marzy się powrót cyklu Grand Prix na ulicę Sportową. - Obecna widoczność na łukach jest tragiczna. Wszyscy nas wyprzedzili - przyznaje Leszek Tillinger w rozmowie z Interia Sport. Były działacz boi się jednak o pewne niedopatrzenie. Przez to o powrocie mistrzostw świata do Bydgoszczy będzie można raczej zapomnieć.

W Abramczyk Polonii mają aspiracje nie tylko ekstraligowe, ale również w kwestii powrotu cyklu Grand Prix na ulicę Sportową w Bydgoszczy. Przecież to właśnie na tym legendarnym stadionie turnieje wygrywał Tomasz Gollob, odbierając nawet tutaj w 2010 roku złoty medal.
Przełom ws. remontu w Bydgoszczy. Stadion niczym muzealny obiekt
Wówczas stadion był jednym z lepszych w Polsce, co poskutkowało właśnie organizacją co roku jednej z rund. - W latach 90. wykonaliśmy porządną modernizację. Wtedy to był stadion, a teraz szkoda gadać. Dziś ma standardy porównywalne do Tarnowa - kręci nosem Leszek Tillinger. - Widoczność na łukach jest tragiczna - podkreśla były działacz Polonii.
Kibice wspólnie z zarządem klubu od dawna już męczyli miasto w kontekście obiecanego remontu. W 2020 roku do użytku oddano trybunę na przeciwległej prostej i nowoczesny park maszyn. Prawdziwy problem jest jednak na wspomnianych wirażach. Miesiąc temu doszło w końcu do przełomu i rozpoczęto przetarg, lecz jak wcześniej zapowiadał prezydent miasta, prace ruszą nie wcześniej, niż w 2027 roku.
Nie podoba mi się to. Ten remont będzie trwał etapami, kawałek po kawałku, zamiast zrobić jeden wielki projekt całego łuku i za kolejne półtora roku zacząć robić trybunę na następnym wirażu.
Czuli się oszukani. To dlatego Bydgoszcz zniknęła z mapy Grand Prix
Tillinger tonuje hurraoptymizm, dostrzegając ważny szczegół. - Ponadto oni się nieźle wpakowali, nie przygotowując się, że w razie gdyby udało się zorganizować środki, to można byłoby zamontować zadaszenie na przeciwległej prostej. Nie wykonano takiego kroku. Nic nie jest przygotowane w razie, gdyby te pieniądze się znalazły. Łuk też nie będzie przykryty, więc z czego tu się cieszyć, skoro wszyscy nas wyprzedzili. Chodzi mi o te ośrodki, które w przeszłości oglądały nasze plecy - burzy się.
Jak już wyżej wspomnieliśmy, Bydgoszczy marzy się powrót mistrzostw świata, ale remont jest niezbędny, żeby w ogóle tę kandydaturę złożyć. Ostatni finał GP odbył się tutaj w 2014 roku. - Kiedy jeszcze prawa miało BSI, to ich oszukiwano. Co rusz przy podpisywaniu nowej umowy obiecywano modernizację stadionu i nic takiego nie miało miejsca. Pokazywali przeróżne projekty, a na końcu nic z tego nie wychodziło - ujawnia.
Przez takie zachowanie BSI się wkurzyło i Bydgoszcz zniknęła z mapy Grand Prix. Do mnie też mieli małe pretensje, że niby to popierałem, wiedząc jak jest naprawdę. Pewnych rzeczy jednak nie wiedziałem. Skoro przedstawiano makietę, to chyba oznaczało, że mają zamiar te inwestycje wykonać. Później się okazywało, że nie ten teren, bo nie ma miejsca na parkingi, a część tego terenu należy też do uczelni, no i do widzenia
Remont może nic im nie dać. O Grand Prix mogą raczej zapomnieć, wszystko przez Łódź i Lublin
- Byłem przy czterech projektach i tylko ułamek doszedł do skutku. Miałem z BSI bliskie relacje i gdy osobiście brałem udział w tych spotkaniach, to traktowali te zapowiedzi poważnie. W końcu się wkurzyli. Nas zresztą też miasto zrobiło w konia, jeśli chodzi o Puchar Świata w 2014 roku. Miał być weekend z wielką pompą, prezentacja na Starym Rynku, a nic się nie odbyło. W ostatniej chwili się wycofali i musieliśmy z tego zrezygnować. Finalnie nawet frekwencja nie rzuciła na kolana - kontynuuje.
Teraz "abonament" na organizowanie Grand Prix w Polsce poza turniejem w Warszawie mają Wrocław, Toruń czy do niedawna Gorzów. Wszystkich łączy jedno - nowoczesny stadion i miasto, chcące wyłożyć ogromne pieniądze na zakup licencji. Teraz zamiast Gorzowa wskoczyła Łódź, także posiadająca nowoczesny stadion, a co najważniejsze zadaszenie.
Łódź i Bydgoszcz mają w tej chwili podobną pojemność, ale nawet po obiecanym remoncie centralny obiekt w Polsce będzie górował infrastrukturalnie. A przecież za chwilę do gry najpewniej wkroczy Lublin, którego pojemność ma zwiększyć się nawet dwukrotnie i poza tym w projekcie także przewidziano dach. - Gdyby było zadaszenie, można byłoby walczyć o Grand Prix. Nie mamy o czym marzyć przy takiej pojemności. Łódź nie jest wcale dużym stadionem, ale ma dach i nowszą infrastrukturę. Deszcz może padać, ale kibice nie mogą moknąć - mówi Tillinger.
- Jak przejmowałem żużel w Bydgoszczy, to było w okolicach 17 650. Następnie zabrano 350 miejsc z powodu budowy tunelu dla traktorów i polewaczek. Teraz zobaczcie, ile zlikwidowano miejsc w ramach budowy nowej trybuny. Gdy teraz przybliżymy nowe trybuny na łukach do toru i zrównamy wysokością z przeciwległą, to może będzie nadal koło 10 tysięcy. Wygląda to naprawdę biednie - kończy.
Zobacz również:











