Kosmiczna seria Pajor, potrzebowała tylko 6 minut. Koszmarny błąd i 6 goli w meczu Barcelony
W ostatnim czasie Ewa Pajor notowała genialną serię w barwach kobiecej Barcelony. W 5 ostatnich spotkaniach polska snajperka konsekwentnie wpisywała się bowiem na listę strzelczyń. 13 grudnia 29-latka otrzymała szansę na utrzymanie strzeleckiej passy. W ramach hiszpańskiej La Ligi "Duma Katalonii" podejmowała bowiem Badalonę. Zapewne kibice tej drużyny liczyli na to, że celownik Pajor zdążył się już rozregulować. Polka rozwiała ich wątpliwości w... 6 minut. Drużyna przeciwna nie poddawała się jednak, serwując zebranym kibicom dobre widowisko. Zakończyło się ono jednak wynikiem 5:1 dla Barcelony.

Kobieca drużyna Barcelony to istny dominator w świecie damskiego futbolu. Na krajowym podwórku zespół ten okupuje 1. miejsce w ligowej tabeli, mając 4 "oczka" przewagi oraz jeden mecz zaległy względem piłkarek Realu Madryt. Taką samą lokatę zawodniczki Pere Romeu zajmują również w fazie ligowej Ligi Mistrzyń.
Jedną z kreatorek tego spektakularnego sukcesu jest nie kto inny jak Ewa Pajor. Polska napastniczka notuje obecnie kolejny fenomenalny sezon i mimo długiej pauzy, wymuszonej urazem, wciąż znajduje się na szczycie listy strzelczyń katalońskiej drużyny. Warto przypomnieć, że w każdym z ostatnich 5 spotkań Pajor mogła pochwalić się minimum jednym trafieniem, co w konsekwencji powiększyło jej dorobek strzelecki o dodatkowe 6 bramek.
Swoje niesamowite umiejętności strzeleckie Pajor mogła ponownie przetestować już 13 grudnia. To bowiem tego dnia Barcelona rozegrała spotkanie ligowe z kobiecą drużyną Badalony, a więc ekipą z 9. miejsca kobiecej La Ligi. Na papierze faworyt znany był już na długo przed pierwszym gwizdkiem arbiter.
Pajor potrzebowała raptem 6 minut. Świetna seria trwa w najlepsze
Fani Badalony zapewne liczyli na gorszą dyspozycję strzelczyni z kraju nad Wisłą. Ta jednak rozczarowała ich już w... 6. minucie meczu. Polak bezbłędnie wykorzystała sytuację, wykreowaną przez koleżanki z drużyny. Był to tym samym jej 7 gol na przestrzeni 6 ostatnich spotkań.
Gospodynie nie zamierzały jednak składać broni. Raptem 7 minut później wykorzystały one fatalny błąd defensywy "Blaugrany", ekspresowo doprowadzając do stanu równowagi.
Po tym trafieniu w szeregach Barcelony wkradł się widoczny niepokój. Ten zaowocował dość chaotycznymi próbami ponownego wyjścia na prowadzenie. Dekoncentracja, podsycana brakiem ważnych ogniw składu, jak zasiadające na ławce Irena Paredes czy Alexia Putellas, przekuł się na dość niespodziewane przejmowanie inicjatywy przez zawodniczki Badalony. W pierwszej połowie meczu to one częściej przebywały bowiem pod bramką rywalek.
W okolicy 30. minuty Ewa Pajor miała idealną szansę na odwrócenie losów tej części spotkania. Polka dostała bowiem świetne podanie ze skrzydła, które wymagało jedynie dobrego wykończenia. Polka próbowała uderzać "z pierwszej piłki", co w tej sytuacji nie było dobrym zachowaniem. Jej strzał nie znalazł drogi do bramki.
Fani kobiecej "Blaugrany" zapewne zaczęli już odczuwać narastające zdenerwowanie, związane z utrzymywaniem się niekorzystnego z ich perspektywy remisu. Ich nastroje poprawiła jednak Claudia Pina, która w efektownym stylu pokonała bramkarkę rywalek. Od 38. minuty Barcelona ponownie prowadziła w meczu z Badaloną. Wynik 2:1 utrzymał się do końca pierwszej połowy.
Druga połowa niemal bez Pajor. Polka musiała zadowolić się "tylko" jednym golem
Piłkarki Barcelony weszły w drugą odsłonę spotkania z Badaloną znacznie lepiej. Tym razem nie pozwoliły się zdominować i mimo drobnych błędów to głównie one dyktowały dalszy przebieg gry.
Niestety w początkowej fazie drugiej połowy urazu doznała ofiarnie interweniująca Maria Leon. W 55. minucie została ona zastąpiona przez Aichę Camarę. Trener "Blaugrany" wykorzystał przy tej okazji jeszcze jedną zmianę, ściągając z boiska Ewę Pajor. Miejsce Polki zajęła Kika Nazareth.
Nieobecność polskiej napastniczki nie zakończyła strzeleckiej passy "Blaugrany". W 59. minucie wspomniana wyżej Camara posłała świetną piłkę prosto na głowę Carli Julii Martinez. Hiszpanka już cieszyła się ze zdobytego gola, lecz do akcji szybko wkroczył VAR, analizując ewentualną pozycję spaloną podającej zawodniczki. Ostatecznie bramka została uznana, a spełniona strzelczyni chwilę później opuściła plac gry. W jej miejscu pojawiła się natomiast Esmee Brugts.
Gol Martinez nie był ostatnim aktem tego spotkania. W 76. minucie bramkarka Badalony ponownie skapitulowała, tym razem po strzale Vicky Lopez. Trafienie 19-latki ostatecznie odebrało nadzieje rywalkom, które po pierwszej połowie mogły jeszcze czuć przysłowiowy wiatr w żaglach. Mimo bezpiecznej przewagi koleżanki Ewy Pajor nie zamierzały okazywać litości. Jeszcze jedną bramkę zdobyła tego dnia Martine Fender. Tym razem VAR zadziałał jednak na korzyść zawodniczek Badalony, anulując trafienie Norweżki. Powodem tej decyzji było wcześniejsze zagranie piłki ręką.
Mimo tego Barcelona zdołała zdobyć swoje piąte trafienie tego dnia. W doliczonym czasie gry na listę strzelczyń wpisała się bowiem wspomniana wcześniej Esmee Brugts.
Mimo pewnych problemów w pierwszej połowie FC Barcelona dopięła swego. Ewa Pajor i spółka mogły cieszyć się z kolejnego ligowego zwycięstwa, które umocniło ich pozycję w tabeli kobiecej La Ligi. Po meczu z Badaloną ich przewaga nad Realem Madryt wynosi bowiem 7 punktów.











