Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: Czekając na deszcz

Układ sił czołówki w tegorocznym sezonie Formuły 1 jest klarowny: Mercedes, a potem długo nic. Dwa pierwsze wyścigi w Austrii wygrali kierowcy tego zespołu. Jedynym czynnikiem zewnętrznym, niezależnym od zespołów, czy kierowców, który mógłby to zmienić jest pogoda. Niedzielny wyścig o Grand Prix Węgier stał pod znakiem oczekiwania na deszcz. Dosłownie co kilka minut słyszeliśmy komunikaty o deszczu spodziewanym za osiem czy 12 minut albo za dziewięć okrążeń.

Ostatecznie deszcz się nie pojawił (chociaż w pewnym momencie spadło parę kropel), ale wywarł spory wpływ na strategie zespołów i przebieg wyścigu.

Max Verstappen zaliczył kuriozalny incydent w drodze na pola startowe. Wypadł z toru i uderzył w barierę, na szczęście miękką i na szczęście z niewielką już prędkością. Takie rzeczy zdarzają się, ale być może nie jest przypadkiem, że przytrafiło się to właśnie Holendrowi, który wciąż zdradza niekiedy objawy młodzieńczej "gorącej głowy". Potem jednak Verstappen zaimponował dojrzałością. Incydent nie wywarł na nim wrażenia. Po starcie Holender wystrzelił z siódmego pola i ostatecznie osiągnął metę na drugiej pozycji.

Reklama

Valtteri Bottas zepsuł start z drugiego pola i spadł na szóste miejsce, by przyjechać na metę na trzeciej pozycji, po nieudanym pościgu w końcówce za Verstappenem. Fin nie ukrywał rozczarowania tym wynikiem, podobnie jak szef zespołu Toto Wolff, który liczył na podwójne zwycięstwo. Na pocieszenie dla Wolffa, jest parę zespołów, które chciałyby mieć podobne problemy...  

Z początku wydawało się, że to może być niezły dzień dla Ferrari. W każdym razie lepszy, niż można było oczekiwać po dwóch wyścigach w Austrii. Po pierwszym okrążeniu Vettel był czwarty, a Leclerc zaraz za nim. Potem jednak było coraz gorzej. Szóste miejsce Vettela (ze stratą okrążenia!) i jedenaste (poza punktami) Leclerca mówią wiele o tym, gdzie znajduje się teraz dumna Scuderia Ferrari, piąta w punktacji zespołowej po trzech wyścigach. Jak powiedział Vettel, zespołu nie stać obecnie na więcej. Już przed wyścigiem zakładali, że zostaną zdublowani przez czołówkę.

Zespół Alfa Romeo zaliczył niestety nieudany weekend. Po beznadziejnym występie w sesji kwalifikacyjnej (dwa ostatnie miejsca), w niedzielę było niewiele lepiej. Zespół ma o czym myśleć i nad czym pracować, aby za dwa tygodnie w kolejnym wyścigu walczyć o coś więcej.  

Co ciekawe, zaledwie pięciu kierowców ukończyło wyścig na tym samym okrążeniu, co zwycięzca.

Hamilton pojechał na Węgrzech fenomenalnie. Jest kierowcą bez słabych punktów, z innego świata. W końcówce uzyskał najlepszy czas okrążenia na miękkich oponach, jadąc slalomem pomiędzy dublowanymi rywalami i zdobył dodatkowy punkt. Po zaledwie trzech wyścigach trudno sobie wyobrazić, aby ktokolwiek inny mógł zostać mistrzem świata. Może to zabrzmieć wręcz absurdalnie, ale chyba można już składać Lewisowi gratulacje z okazji zdobycia siódmego tytułu...  Słowa inżyniera wyścigowego Petera Bonningtona, które usłyszał przez radio Hamilton na mecie są najlepszym podsumowaniem wyścigu: "Absolute master class, mate".

Hamilton odniósł swoje 86. zwycięstwo w karierze, ósme na Hungaroringu, trzecie z rzędu na Węgrzech i został liderem punktacji. Jest na najlepszej drodze do siódmego tytułu mistrza świata. Brytyjczyk goni historyczne rekordy wszech czasów Michaela Schumachera (91 zwycięstw i 7 tytułów), a Max Verstappen zdominował statystyki w kategorii "najmłodszy". Jest najmłodszym uczestnikiem wyścigu,  najmłodszym zdobywcą punktów i miejsca na podium, najmłodszym zwycięzcą i liderem wyścigu oraz autorem najszybszego okrążenia. Brakuje mu najcenniejszego osiągnięcia - miana najmłodszego mistrza świata. Palma pierwszeństwa w tej kategorii należy do Sebastiana Vettela, który miał 23 lata i 134 dni, gdy zdobył swój pierwszy tytuł w 2010 roku. Za nieco ponad dwa miesiące, 30 września Verstappen skończy 23 lata. Oznacza to, że przed nim ostatnia szansa. Jeżeli nie zdobędzie tytułu w tym roku, nie zostanie już najmłodszym mistrzem świata. Chyba jednak nie zostanie...

Przed nami, po tygodniowej przerwie dwa wyścigi w dwa kolejne weekendy na Silverstone, domowym torze Hamiltona, chociaż bez kibiców. Jeżeli ktoś liczy na niespodzianki, to niech trzyma kciuki za angielską pogodę. Choć i ona daje co najwyżej szansę, że o zwycięstwo może powalczyć ktoś inny.   

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Lewis Hamilton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje