Kłopoty utalentowanego polskiego boksera

Jeden z największych talentów w polskim boksie amatorskim Tomasz Jabłoński stanowczo odrzuca posądzenia o doping. Jednocześnie obawia się, że źródłem jego kłopotów jest choroba nowotworowa.

- Nie przyjmowałem żadnych zakazanych środków wspomagających, ale jednocześnie mam nadzieję, że pozytywny wynik badania antydopingowego nie oznacza nowotworu. Pierwsze informacje nie pozostawiały złudzeń - albo jedno, albo drugie. Czyli fatalne wieści. Na szczęście dowiedziałem się w czwartek, że być może chodzi o problemy hormonalne, które nie są aż tak poważną dolegliwością - powiedział 24-letni Jabłoński.

Reklama

U pięściarza Sako Gdańsk, który w lidze zawodowej World Series of Boxing występuje w barwach Hussars Poland (wcześniej był zawodnikiem klubu z Indii), wykryto hormon żeński. Natychmiast został zawieszony przez międzynarodową federację, ale już w czwartek, po zaledwie kilkudziesięciu godzinach, uchylono karę. Prowadzone jest postępowanie wyjaśniające, uzależnione od wyników badań lekarskich, jakie Jabłoński przechodzi w Warszawie.

- Nie miałem pojęcia co oznacza i jakie skutki pociąga za sobą przyjmowanie hormonu żeńskiego. Nigdy nie miałem z nim do czynienia, więc skąd miałem to wiedzieć. Sięgnąłem do internetu i dowiedziałem się, że być może produkuje go mój organizm. A to oznaczałoby raka. Załamałem się po tej informacji, bo przecież jestem zdrowym, młodym mężczyzną, który do tej pory nie narzekał na zdrowie. Owszem, ostatnio byłem jakiś przemęczony, ale sądziłem, iż wskutek treningów i zbijania wagi do kategorii 73 kg - dodał pięściarz.

W opinii trenera reprezentacji kraju i "Husarii" Huberta Migaczewa, pochodzący z Gdyni Jabłoński jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do zdobycia medalu mistrzostw Europy. Turniej odbędzie się na przełomie maja i czerwca w Mińsku na Białorusi.

- Zapewniam, że jestem czysty. Za każdym razem, gdy sięgam po jakiś lek, nawet od grypy, konsultuję się z fachowcami. Ciężką pracą doszedłem do mistrzostwa Polski i w tak głupi sposób nie zaprzepaściłbym swej szansy w boksie. Już nawet zacząłem snuć teorie spiskowe, że ktoś coś mi dosypał. Ale nie sądzę. Z drugiej strony rozumiem też trenera Migaczewa i menedżera Jarosława Kołkowskiego, że nie do końca mi ufają. Przecież nie znają mnie zbyt długo, a poza tym niedawno zawiedli się na innym zawodniku (posądzany o doping jest Michał Olaś - red.) - stwierdził Jabłoński.

Bokser czeka na wyniki kolejnych badań i szuka specjalistów w Trójmieście. - Muszę skonsultować się z różnymi lekarzami, aby mieć pewność co mi jest tak naprawdę. Jestem wyniszczony psychicznie, nie byłem w stanie w ostatniej chwili się zebrać i pojechać z Husarią do Sankt Petersburga, bo pojawiła się taka szansa. Nie dopuszczam do siebie myśli, że jestem dopingowiczem, albo ciężko chory. W ciągu tygodnia dużo powinno się wyjaśnić - przyznał sportowiec, który jest najmłodszym z rodzeństwa, ma pięć sióstr.

Jabłoński jest jednym z faworytów MP w Zawierciu (20-23 marca). "Zostałem wykreślony z listy uczestników, ale mam nadzieję, że zostanę przywrócony i wystąpię na śląskim ringu. Miałem niebawem otrzymać pierwsze w życiu stypendium od władz Gdańska, ale może zostać zatrzymane, gdybym był na dopingu" - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: boks | Tomasz Jabłoński | doping | nowotwór

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje