Reklama

Reklama

Gołota przeraził kelnerów

Panda, spacery po Chengdu, wywiady - to tylko bardzo niewielka część tego, jak spędza wolny czas przed walką z Rayem Austinem Andrzej Gołota. Mimo, iż polski pięściarz pochłania ogromne ilości jedzenia tak, że z przerażeniem zerkają na niego kelnerzy, to jednak schudł w Chengdu już 5 kilogramów.

6.30 - 9.30 rano, pobudka. Andrzej zakłada dresy i rozpoczyna krótką przebieżkę na sportowy plac położony tuż przy głównym stadionie Chengdu. Około 20-25 minut na ćwiczenia rozluźniające i ogólnorozwojowe. Ciekawe, bo w otoczeniu zwykłych Chińczyków, którzy przychodzą tam rano albo odprawiać Tai-Chi, albo podobnie jak Andrzej, trochę poćwiczyć. Po takiej rozgrzewce Gołota biega wokół stadionu robiąc zwykle nie mniej niż 4-5 kilometrów. Powrót do hotelu, prysznic i zejście na śniadanie.

Reklama

Śniadanie w wykonaniu trenującego Andrzeja to przynajmniej 10 jajek na twardo (tylko łatwo przyswajalne białko, reszta idzie do kosza), do tego wołowina i kurczak pod różnymi postaciami, plus pojawiający się coraz częściej na jego stole makaron z warzywami. Do tego dużo wody, plus owoce - arbuz, pomarańcze, banany. Do przynajmniej godziny 13.30 Andrzej ma czas wolny, ale także wypełniony ciągłym chodzeniem czy zwiedzaniem miasta, tak więc cały czas pozostaje w ruchu.

Po takiej przerwie przychodzi czas na kolejny posiłek spożywany w czymś co muszę nazwać po imieniu - czyli olbrzymią wazą, którą zwykle w Polsce (i w innych miejscach świata) stawia się na stole dla wszystkich gości. Waza w wersji chińskiej mieści spokojnie 2 litry płynu plus w przypadku Andrzeja wołowinę i kluski oraz kurczak. Andrzej, ku przerażeniu kelnerów, spokojnie zjada dwa takie posiłki, dopychając to jeszcze olbrzymim talerzem smażonej wołowiny z ryżem. Po posiłku krótki odpoczynek, czasami masaż w wykonaniu Leszka Samitowskiego i Andrzej ponownie rusza "w miasto".

17.30 - 19.30 wieczorem. Andrzej trenuje jako ostatni z bokserów, bo już od początku powiedział, że chce być na ringu jak najbliżej godziny, kiedy wyjdzie do walki z Austinem. Ta ostatnia ma się rozpocząć dokładnie o godzinie 20.05 czasu miejscowego, ale aż tak późno nie ma sensu trenować. Przygotowania były do tej pory prowadzone w dwóch salach. Pierwsza z nich znajdowała się tuż obok głównej hali sportowej gdzie ma odbyć się walka i przypominała salę z Polski, powiedzmy z przełomu lat 50. Ciemno, parę żarówek nad ringiem, nie ma szatni, nie ma pryszniców, a za potrzebą fizjologiczną trzeba wyjść... na zewnątrz budynku. Andrzeja dosłownie zamurowało, jak weszliśmy tam pierwszy raz, ale i tak był lepszy niż Ray Austin, który tak się przestraszył braku szatni z prysznicem, że zaczął rozbierać się na środku ringu, po czym machnął ręką i wyszedł. Druga to popularny na całym świecie Powerhouse Gym, gdzie warunki są znacznie lepsze, ale nie ma ringu...

Sam ring jest twardy, można szybko zmieniać pozycje, co Gołocie wyraźnie odpowiada. Treningi rozpoczyna od 6 rund walki z cieniem, mierzonych w trzyminutowych rundach, później tyle samo rund bicia na rękawice. Nie ma takiego obserwatora, który nie zauważyłby dwóch rzeczy - tego, że Gołota wyraźnie przyspiesza z upływem rund,a przede wszystkim, że bije szybciej i celniej. Przynajmniej na treningach. Schodząc z ringu Andrzej dorzuca sobie jeszcze jedno wyzwanie - staje przed workiem i bije bez przerwy przez trzy minuty, chcąc zadać ponad 300 uderzeń na każdą z rąk - co najmniej 100 minutę! Wszystko by zachować szybkość ciosu, przed laty jedną z najsilniejszych stron Polaka. Kończy się trening, Andrzej wchodzi na wagę. Ma 110 kilogramów, schudł w Chinach prawie pięć.

Przemek Garczarczyk z Chengdu

Dowiedz się więcej na temat: plus | gołota | kelnerzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje