Reklama

Reklama

Chuck Wepner, czyli prawdziwy Rocky Balboa

Wielu pięściarzy zasłynęło dzięki wywalczeniu mistrzowskiego pasa. Wielu miało siejący postrach u rywali nokautujący cios. Wielu stoczyło też ringowe boje, które na dobre zapisały się w historii sportu i w pamięci fanów. Ale tylko jeden z nich sprawił, że Sylvester Stallone z wypiekami na twarzy zasiadł przed maszyną do pisania i stworzył jeden z najbardziej popularnych filmów naszych czasów. Oto Chuck Wepner, źródło inspiracji aktora i prawdziwy Rocky Balboa.

To wydarzyło się 24 marca 1975 roku w Richfield Coliseum, w Ohio (USA). Wielki mistrz, Muhammad Ali, bronił tytułu mistrza świata w walce z Chuckiem Wepnerem. Bukmacherzy nie mieli złudzeń: za dolara postawionego na pretendenta można było wygrać 40. Pytanie brzmiało nie: "czy", tylko: "kiedy" Ali zetrze w pył skazywanego na pożarcie Wepnera. Suchej nitki na zestawieniu mistrza z białym "anonimem" nie pozostawili również dziennikarze.

Wyobrażam sobie ich zdziwienie, kiedy w 9. rundzie Ali runął na deski po potężnym prawym na korpus pretendenta (później dowodzono, że Wepner nadepnął na stopę Alego i dlatego ten stracił równowagę, ale nokdaun został oficjalnie zaliczony). Rozwścieczony mistrz natarł z podwójną mocą, Wepner przyjmował kolejne ciosy i prowokował Alego, który nie chciał już tej walki po prostu wygrać - za wszelką cenę dążył do nokautu.

Reklama

Dopiął swego na 19 sekund przed końcem ostatniej, piętnastej rundy. Sędzia przerwał jatkę i ogłosił zwycięstwo Alego przez techniczny nokaut. "Ali to wielki mistrz, zasłużenie wygrał. Jestem szczęśliwy, pokazałem wszystkim niedowiarkom, że byłem dla niego godnym przeciwnikiem. Udowodniłem, że nie jestem jakimś menelem z sąsiedztwa" - mówił tuż po walce Wepner.

Historia mało znanego pięściarza, lokalnego mistrza stanu New Jersey, który dzielnie stawił czoła królowi wagi ciężkiej, zrobiła wrażenie nie tylko na kibicach i osobach z bokserskiej branży. Pod wrażeniem walki był również Stallone. Zainspirowany tym wydarzeniem aktor na podstawie losów Wepnera napisał scenariusz filmu "Rocky". I tak, nieco ponad 1,5 roku później, w zekranizowanej wersji pojedynku Chuck został Balboą, a Ali - Apollo Creedem.

Niewiele zabrakło, a film "Rocky" nigdy by nie powstał, przynajmniej nie w wersji, jaką znamy. Stallone twierdzi, że wcześniej planował film o bokserze (jedna z wersji głosi, że filmowy Balboa to nie Wepner tylko Rocky Marciano), a Wepner tylko przyspieszył pracę nad jego realizacją. W każdym razie w czerwcu 1970 roku Chuck był bliski podjęcia decyzji o zakończeniu zawodowej kariery.

Po walce z byłym mistrzem świata Sonny Listonem, przerwanej w dziewiątej rundzie przez lekarza ringowego, Wepner był w fatalnym stanie. Miał złamany nos, a doprowadzenie jego zakrwawionej twarzy do ładu wymagało 72 szwów. Przez dwa dni leżał w łóżku z wysoką gorączką, żona i matka cały czas przy nim czuwały.

Chuck, były żołnierz i bramkarz w klubie go-go, to twardziel. Kiedy doszedł do siebie, postanowił raz jeszcze spróbować wdrapać się na szczyt królewskiej kategorii wagowej, a przynajmniej poważnie w niej namieszać.

Film przyniósł miliony dolarów producentom (cała seria - ponad miliard USD), a także zwiększył popularność Wepnera. Dziennikarze w recenzjach podkreślali jego rolę w powstaniu "Rocky’ego", a pięściarz był traktowany w swoich rodzinnych stronach jak celebryta i zapraszany na każdą poważniejszą imprezę w okolicy. To była jego nagroda za walkę z Alim i wpływ na scenariusz filmu. Wynagrodzenia od Stallone jednak nie dostał.

Aktor zamierzał inaczej odwdzięczyć się Wepnerowi. Zaproponował mu rolę sparingpartnera w drugiej części "Rocky’ego". Chuck przyjechał na casting, ale - co sam przyznał - wypadł fatalnie. Telefon długo milczał, a kiedy wreszcie zadzwonił jeden z producentów, Wepner usłyszał, że sceny z jego udziałem wykreślono ze scenariusza.

Niedawny kandydat do tytułu mistrza świata nie bał się wyzwań, dlatego przyjmował bez wahania walki z takimi tuzami wagi ciężkiej jak, Ali, Liston czy George Foreman. Walczył nawet z...niedźwiedziem. Nie przestraszył się również konfrontacji z gwiazdą wrestlingu - gigantem Andre. Mierzący 224 cm wzrostu i ważący ponad 200 kg zapaśnik nic nie robił sobie z ciosów pięściarza i w pewnym momencie złapał go i wyrzucił z ringu. Podobna scena pojawiła się później w trzeciej już części przygód Rocky’ego. W roli wyrzucającego wystąpił Hulk Hogan.

Kariera Wepnera zmierzała ku końcowi. Po raz ostatni boksował 35 lat temu przegrywając na punkty walkę ze Scottem Frankiem o mało znaczący tytuł mistrza stanu New Jersey w wadze ciężkiej. Z 51 stoczonych walk 35 wygrał (17 KO), 14 przegrał (9 KO) i dwie zremisował.

Chuck lubił się zabawić. Lubił towarzystwo pięknych i łatwych dziewczyn, lubił też kokainę. Imprezowy i beztroski styl życia kosztował go rodzinę, a także wolność. Wepner trafił za kratki za posiadanie i rozprowadzanie narkotyków. W więzieniu odwiedził go Stallone, który robił zdjęcia do nowego filmu. "Hej, oto Chuck Wepner, moja inspiracja!" - miał wykrzyczeć aktor na powitanie pięściarza.

Wepner długo łudził się, że Stallone odwdzięczy mu się za wykorzystanie wątków z jego biografii w swoich produkcjach. Tak się nie stało, dlatego w 2003 roku złożył w sądzie pozew. "Prawie 30 lat promował się na moim nazwisku, widać byłem frajerem. Mam tego dość" - powiedział Wepner w filmie dokumentalnym wyemitowanym przez ESPN.

8 sierpnia 2006 roku strony zawarły ugodę. Stallone wypłacił Wepnerowi odszkodowanie. Jego wysokość nie została ujawniona.

Autor: Dariusz Jaroń

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy