Reklama

Reklama

Christian Hammer: Na walkę z Wachem było dla mnie za wcześnie

Christian Hammer (17-3, 10 KO) przegrał raz w życiu przez nokaut. Cztery i pół roku temu prawym podbródkiem naruszył go, a skończył potężnym prawym sierpem Mariusz Wach (29-1, 16 KO).

Teraz Rumuna z niemieckim paszportem czeka potyczka z faworyzowanym Tysonem Fury (23-0, 17 KO) i jeśli 28 lutego w Londynie uda mu się sprawić niespodziankę, tym samym zapewni sobie potyczkę o mistrzostwo świata wagi ciężkiej z Władimirem Kliczko (63-3, 53 KO).

Mariusz skosił byłego mistrza świata juniorów w szóstej rundzie. Ten długo się jeszcze nie podnosił, a potem Krzysztof Busz opowiadał nam, że jeszcze kilkanaście minut później przegrany pytał, "czy walka skończyła się na punkty i kto wygrał". Jak dziś Hammer wspomina lanie z rąk Polaka, w którego narożniku - co ciekawe, po raz pierwszy stanął wtedy Piotr Wilczewski?

"Pojedynek z takim rywalem jak Wach przyszedł stanowczo na zbyt wczesnym etapie mojej kariery. W tamtym okresie nie miałem odpowiedniego doświadczenia na ringach zawodowych. Od tamtego momentu jednak spotykałem się z zawodnikami silniejszymi niż Wach i radziłem sobie dobrze" - uważa Hammer.

W konfrontacji z Furym faworytem będzie oczywiście angielski wieżowiec, lecz Christian zapowiada sprawienie sensacji.

"W tej walce cała presja i stres będą spoczywać na barkach Fury'ego, co oczywiście mi odpowiada. Z całą pewnością mam też na tyle siły, by móc go znokautować. Czuję się mocny, w przeciwnym razie nie decydowałbym się na taki ruch. Każdy ma jakieś słabsze punkty" - dodał Hammer.

Reklama



Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Wach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje