Zderzenie gigantów w Madrycie. Najpierw euforia, potem podwójny odwet
Real Madryt przegrał 1:2 z Manchesterem City w 6. kolejce Ligi Mistrzów. "Los Blancos" przystąpili do spotkania bez najlepszego strzelca La Liga, Kyliana Mbappe. Mimo to objęli prowadzenie po bramce Rodrygo. Tyle że już na przerwę schodzili z niekorzystnym rezultatem, gdy na listę strzelców wpisali się Nico O'Reilly i Erling Haaland. Kryzys "Królewskich" nabiera coraz wyraźniejszych kształtów, a posada Xabiego Alonso trzeszczy już niemiłosiernie.

Na to starcie kibice w całej Europie czekali od dnia, w którym opublikowano terminarz gier w zasadniczej fazie Ligi Mistrzów. Absolutny hit jesiennej odsłony zmagań. Konfrontacja gigantów klubowego futbolu.
Fani "Królewskich" zostali zaskoczeni jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. W wyjściowym składzie ekipy z Madrytu zabrakło Kyliana Mbappe. Lider strzelców La Liga usiadł na ławce rezerwowych. To efekt kontuzji, jakiej doznał w ostatnim meczu ligowym: złamanie palca lewej dłoni.
Real - Manchester City. Uderzenie "Los Blancos" i podwójny odwet. Absencja Mbappe okazała się kosztowna
Nie minęły dwie minuty, a mieliśmy pierwszą w tym meczu kontrowersję. W okolicach linii pola karnego rywala upadł Vinicius Junior. Arbiter musiał skorzystał z systemu VAR. Ostatecznie skończyło się na rzucie wolnym, choć gospodarze już sposobili się do "jedenastki".
W początkowej fazie gry zdecydowanie korzystniej prezentowali się "Królewscy". Na efekt bramkowy musieli jednak czekać do 28. minuty. Po dograniu Jude'a Bellinghama dynamicznie w pole karne MC wpadł Rodrygo i precyzyjnym strzałem otworzył wynik spotkania.
Gospodarze z prowadzenia cieszyli się jednak tylko siedem minut. Po centrze z kornera głową uderzał Joszko Gvardiol, a niezdarną interwencją popisał się Thibaut Courtois. Do futbolówki odbitej przez belgijskiego bramkarza dopadł Nico O'Reilly i zrobiło się 1:1.
Ale to nie było ostatnie słowo "The Citizens" przed przerwą. Gra wyraźnie się zaostrzyła, a lepiej wyszli na tym właśnie goście z Anglii. Gdy w "szesnastce" doszło do starcia Antonio Rudigera z Erlingiem Halaandem, arbiter pobiegł do monitora. Werdykt: rzut karny.
Do egzekucji podszedł sam poszkodowany. Panował nad sytuacją do samego końca. Poczekał, aż Courtois zdradzi swoje zamiary i uderzył przytomnie w przeciwległy róg. 1:2!
W doliczonym czasie gry zespół Josepa Guardioli miał okazję do podwyższenia prowadzenia. Tym razem Belg spisał się jednak między słupkami wyśmienicie. Jego klasę musieli uznać Haaland i Rayan Cherki.
Po zmianie stron "Los Blancos" nie byli w stanie odwrócić losów spotkania. Mogli przegrać znacznie wyżej, ale Courtois ratował drużynę przed stratą bramki przynajmniej trzykrotnie. Mimo błędu z pierwszej połowy to on był najjaśniejszą postacią w szeregach gospodarzy.
Real też miał swoje szanse. Doskonałe okazje na wyrównanie marnowali jednak Bellingham i "Vini". Ten pierwszy uderzył piłkę nad poprzeczką w sytuacji sam na sam, ten drugi fatalnie przestrzelił z czterech metrów.
A kiedy w samej końcówce głową uderzał Endrick, futbolówka zatrzymała się na poprzeczce.
Dzięki wygranej "Obywatele" wskoczyli do czołowej ósemki tabeli i okupują obecnie 4. lokatę. Madrytczycy osunęli się na 7. pozycję. I zapewne już dzisiaj czekają na rewanż w wiosennej turze rywalizacji.













