Reklama

Reklama

Andrzej Fonfara idzie tropem Gołoty i Adamka

Czasem trafi rywala tak, że ten leży bez znaku życia... Kibicuje Legii, trzyma sztamę z Arturem Borucem i Andrzejem Gołotą. Tęskni za polskim powietrzem, ale do Chicago sprowadził całą rodzinę. Andrzej Fonfara (15-2, 6 KO) i jego droga na ... szczyt? Wierzymy, że tak.

Gdy rozmawialiśmy z Fonfarą szlifującym formę na najbliższy pojedynek, siedział akurat w swoim gymie, co nie jest dziwne, gdyż w nim, bądź w gymie swojego trenera - Sama Colonny spędza najwięcej czasu.

Reklama

- Strasznie długo trwała ta twoja ostatnia walka trwała - zagadnęliśmy naszego boksera. Gdyby ktoś nie wiedział, to zaledwie po 18 sekundach walki Andrzej znokautował groźnie wyglądającego Amerykanina Anthony'ego Dougthy'ego, który przez cztery minuty nie był w stanie podnieść się, a nawet zamknął oczy i sędzia zaglądał mu do ust, czy nie dławi się własnym językiem.

Pytanie zaskoczyło Fonfarę. Zaczął się tłumaczyć zakłopotany, jakby zrobił coś złego: - Nie, nie planowałem tego. Tak wyszło, co zrobić. To była wyćwiczona kombinacja ciosów lewy-prawy i sam się nie spodziewałem, że tak piorunujący efekt wywoła - wyznał.

W piątek (28 stycznia, w Polsce będzie już sobota, godz. 1:30) podczas gali "Chicago Fight Night" młody Polak skrzyżuje rękawice z 34-letnim Amerykaninem Adamem Jaco (9-3-1, 4 KO). Walka została zakontraktowana na osiem rund. Na trybunach zanosi się na mobilizację największego środowiska polonijnego w USA!

Gwoździem programu "Chicago Fight Night" będzie walka Davida Diaza (35-3-1, 17 KO) z Robertem Frankelem (27-9-1, 4 KO).

- Początkowo miałem w planie walkę o obronę mistrzowskiego pasa, ale uznaliśmy, że to bez sensu, bo wiek młodzieżowca skończę, jak osiągnę 23 lata i dziewięć miesięcy, a to już niebawem (za niespełna siedem miesięcy - przyp. red.). Dlatego - obok walki z Jaco - zaplanowałem na ten rok jeszcze cztery takie pojedynki rankingowe - powiedział nam Fonfara.

Gołota pomaga w boksie, Gołotowa - w kancelarii

Kariera Andrzeja nabrała tempa w maju 2010 roku, gdy został młodzieżowym mistrzem świata organizacji WBC w wadze półciężkiej, pokonując przez nokaut w czwartej rundzie Amerykanina Rogera Cantrella.

Za młodego polskiego fightera kciuki trzymał na trybunach Andrzej Gołota, który od tego momentu towarzyszy mu podczas walk.

Słynny "Endrju" wspiera rozwój kariery Fonfary. Brat młodego pięściarza, Marek wynajmuje lokal od Gołoty.

- W zamian remontujemy mu mieszkanie, bo brat prowadzi firmę. Robi wykończeniówki z granitu i marmuru, czasem mu pomagam, bo znam się nie tylko na boksie - uśmiecha się Andrzej Fonfara.

Kiedy młody bokser znalazł się w tarapatach, pomogła mu też piękniejsza połowa małżeństwa Gołotów - pani Mariola, która jest adwokatem. Nasz bohater wpadł w kłopoty, gdy odebrano mu prawo jazdy.

- Nastawiali tu tych budek mierzących prędkość. I tak złapali mnie, gdy na ograniczeniu do 30 mil na godzinę jechałem 110 (179 km/h - przyp. red.) - bije się w piersi Andrzej i chwali Mariolę Gołotę za skuteczność prawniczego działania.

Polski Książe, czy PR promotora?

W dzieciństwie Fonfara miał jednego idola, był nim właśnie "Endrju". - Oglądałem każdą jego walkę, a podczas szkolnych bijatyk czułem się jak Gołota - uśmiecha się Andrzej Fonfara.

Amerykanie lansują go jako "Polish Prince" ("Polski Książę"). Sam o sobie tak nie chce mówić. - To ludzie od mojego promotora Dominica Pescoliego tak mnie określili. Pewnie dlatego, że przywiązuję wagę do ubioru. Po prostu staram się być ogarnięty - tłumaczy. - Oponowałem, mówiłem, że nie wejdę z takim napisem na ring, z taką ksywką, ale oni się uparli i piszą sobie tak w gazetach. Może kiedyś się przyzwyczaję i wejdę między liny z napisem "Polish Prince".

Boruc = bratnia dusza

Uprawiali sport w tym samym klubie w Warszawie (Legia), ale musieli obaj pojechać do Chicago, by się spotkać. Andrzej w "Wietrznym Mieście" przebywał już ponad cztery lata. Artur Boruc przyjechał tam z reprezentacją Polski w październiku 2010 roku na mecz USA - Polska.

- Obaj z Arturem jesteśmy kibicami Legii i nasz wspólny znajomy, fan tego klubu, Irek, zapoznał nas - wspomina Fonfara.

Błyskawicznie znaleźli wspólny język, choć twarzą w twarz spotkali się tylko dwa razy: przed meczem i po meczu z USA. Bokser był również na stadionie, by śledzić interwencje swego nowego znajomego.

- Wiadomo, że to gwiazda, gra w dobrym klubie, chłopak "zarobiony" jest, a jednak nie udaje cwaniaka i można z nim spokojnie pogadać. Bardzo w porządku gość. Od tej pory mamy stały kontakt. A to sms, a to telefon, życzenia noworoczne. Fajnie znać kogoś takiego jak Artur - nie kryje młody bokser.

Między innymi za pomeczowy "wypad" z Fonfarą, a także za spożywanie alkoholu podczas powrotu zza oceanu, Boruc został wykluczony z reprezentacji Polski.

- Wiem, że szybko Artka nie zobaczę w reprezentacji, ale za to świetnie sobie radzi we Włoszech. Staram się być na bieżąco z wynikami Fiorentiny - przyznaje Andrzej.

Boruc rewanżuje się tym samym. "Rodak, legionista, młody chłopak. Trzeba mu pomóc" - tak o Fonfarze w nSporcie mówił Artur Boruc.

Dowiedz się więcej na temat: bokser | Boruc | Jackowo | gołota | USA | Chicago | Andrzej Fonfara

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje