Reklama

Reklama

Zarzeczny: Rokita na prezydenta

Gdzie? W Warszawie. Czyj kandydat? PiS! Czyj? Kaczyńskiego!

Wódz leży wprawdzie w łóżeczku i kuruje złamany nadgarstek, ale kontuzja taka nie przeszkadza w pracy. Chyba że koszykarzom. A on nie wygląda. Za mały (choć głowa do góry malcy - Tyrone Bogues został mistrzem świata mierząc 159 centymetrów!). Więc leży sobie i tworzy nowe projekty polityczne. Takie, o jakich filozofom się nie śniło.

Reklama

Być może szalona to myśl, ale Rokita - jako polityk znikający właśnie ze sceny - paradoksalnie jest jedynym, który może wygrać powtórzone wybory w stolicy z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Mógłby go poprzeć PiS, część PO i wyborcy nie identyfikujący się z żadną partią. Nie sądzę, żeby Kaczyński już na taki pomysł nie wpadł, bo niesie on wiele korzyści. No i za mądry to człowiek.

PiS nie ma już żadnego lidera, który zaryzykowałby pewną porażkę w tym mocno skomuszałym miasteczku - niestety centralnym. Kaczyński (cały czas mowa o Jarosławie), ze swym makiawelistycznym umysłem (dla mnie jest to zaleta, oczywiście tylko w sprawowaniu władzy) szuka kandydata od ostatnich wyborów, gdy już po pierwszej turze widać było, że Marcinkiewicz poległ. Wcześniej Kaczyński dał się już poznać jako autor niekonwencjonalnych mariaży - że po piłkarsku wspomnę tylko transfery do rządu Gilowskiej i Leppera. A zatem czas na Rokitę? Why not!

O co chodzi Rokicie? - spytał ktoś ostatnio w radio, a przecież to widać. O utrzymanie się u władzy, nawet kosztem rozbicia Platformy. Jeśli skaperuje on ze 30 posłów do takiej akcji, a może ciut więcej (takich głodniaków, co źle im w opozycji) - Kaczyński zyska więcej niż Rokitę, bo i alternatywę dla Leppera! Bat na koalicjantów! Pogrąży zarazem Tuska (a na pewno zmarginalizuje) - czy nie jest to dobry interes, zwłaszcza że w innym wypadku Warszawa i tak stracona? A Rokita ma szansę z jednego powodu - może wystartować jako kandydat bezpartyjny (jak kiedyś Bierut na prezydenta, hi hi), co polskim wyborcom ostatnio zaczęło się podobać. Kandydat bezpartyjny, ale popierany przez wielkie ugrupowania. Czy nie dlatego tak się ostatnio stara, żeby Platforma sama go wyrzuciła i pozbawiła etykiety partyjniaka? Nie jest to przypuszczenie zupełnie karkołomne i pozbawione podstaw.

Poufne rozmowy Kaczyńskiego z Rokitą już się odbyły. Jan Maria w tym swoim zabawnym kapelusiku na prezydenta wprawdzie niespecjalnie się nadaje, ale jednak bardziej od pani Hanny, a i Warszawę zna przecież nieźle i to nie z okien limuzyny wyłącznie. Przy jego pomocy, tego współczesnego konia trojańskiego, dałoby się PO spolaryzować, skłócić, a może i politycznie skorumpować. Czy Kaczyński mógłby przegapić taka okazję? Człowiek, dla którego cel zawsze uświęca środki?

Nie sądzę. Ale pożyjemy, zobaczymy...

Paweł Zarzeczny

Dowiedz się więcej na temat: prezydent | kandydat | Prawo i Sprawiedliwość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje