Wstrząśnięty Kliczko. Z jednej strony wieści o pokoju, z drugiej okrutna wiadomość
Świat w napięciu wyczekuje, czy Federacja Rosyjska i zbrodniarz wojenny Władimir Putin zgodzi się na pokój, w sprawie którego konsensus próbują wypracować Stany Zjednoczone i Ukraina. Słysząc takie podszepty, jak te płynące w stronę Kremla z ust dyktatora numer dwa w Europie, Alaksandra Łukaszenki z Białorusi, niepokój jest w pełni uzasadniony. Tymczasem mamy kolejny dowód tego, do czego zdolny jest reżim rosyjskiego okrutnika. Świadectwa dwóch chłopców z bólem wysłuchał Władimir Kliczko.

W ringu przez lata Władimir Kliczko dawał sobie radę z największymi mocarzami, odprawiając z kwitkiem aż 64 rywali, a przegrywając jedynie pięć pojedynków. Mistrz olimpijski z Atlanty z 1996 roku, a następnie wraz z bratem, obecnym merem Kijowa Witalijem, hegemon wagi ciężkiej, na zawodowym ringu demonstrował swoją nieprzeciętną siłą. W zderzeniu z wojenną machiną w pojedynkę niestety nawet ktoś taki stał się właściwie bezradny.
Kliczko odczuwał ból. "Powiedzieli, że mama musi iść na 'rozmowę'"
Nie ma wątpliwości, że wojnę można zatrzymać tylko na najwyższych szczytach. Putin - człowiek, do którego przemawia jedynie argument siły, a stoi za nim wielki system państwowy, boi się tylko największych światowych graczy, czyli całych państw. Największy respekt czuje przed Stanami Zjednoczonymi, stąd tak wielka nadzieja pokładana jest w mocarstwie z przeciwległej części świata.
Po fiasku rozmów w Białym Domu, strony wróciły do pertraktacji w Arabii Saudyjskiej, gdzie amerykańscy i ukraińscy dyplomaci wypracowali konsensus. Owocem pertraktacji, których w nieco dłuższej perspektywie ma być osiągnięcie pełnego pokoju w Ukrainie, jest przystanie przez broniący się kraj na propozycję 30-dniowego zawieszenia broni.
Równocześnie jednak naradza się dwóch przywódców, czyli Władimir Putin oraz goszczący u niego na Kremlu Alaksandr Łukaszenka. Białorusin wbija do głowy swojemu powiernikowi, że w tym wszystkim może chodzić o podstęp. Niestety, póki co, z Rosji płyną niepokojące sygnały... Doradca Putina, Jurij Uszakow, powiedział wprost: "Nikt nie potrzebuje kroków imitujących pokojowe działania na Ukrainie".
Optymistą jest Władimir Kliczko, który od początku wojny wraz z bratem stacjonuje w Kijowie, a także pełni rolę nieformalnego dyplomaty. Wszędzie, gdzie się da, rusza w podróż, by swoją pozycję przekuć na atuty Ukrainy. W ostatnich godzinach, działając w ramach swojej i Witalija fundacji funkcjonującej od 2003 roku, Władimir wysłuchaj wstrząsającego świadectwa dwóch chłopców.
Materiał, w formie wideo, na portalu X nadpisał takim wprowadzeniem: "609 uratowanych dzieci, tysiące wciąż przetrzymywanych przez rosyjskich agresorów. Posłuchaj tych, którzy wrócili, aby zrozumieć. Wszyscy jesteśmy Ukraińcami i wszyscy popieramy ich walkę o wolność".
Obraz z kamery na twarz Kliczko nie pozostawia wątpliwości. Słuchanie każdego kolejnego słowa, po ludzku, boli byłego pięściarza. Boli fizycznie, co widać po jego mimice, a także z pewnością krwawi jego serce. Chłopcy, których twarze nie zostały pokazane, lecz tylko sylwetki, na tym nagraniu mówią naprzemiennie...
Władimir Kliczko: Jestem taki szczęśliwy, że wróciłeś
"Pewnego dnia wojskowi FSB przyszli do naszego domu. Wszyscy mieli maski i broń. Podeszli i powiedzieli, że nasza mama musi z nimi pójść na "rozmowę". Kazali jej spakować swoje rzeczy. To był ostatni raz, kiedy mogłem ją mocno przytulić. Zrozumiałem, że mogę jej już nigdy nie zobaczyć. Minęło ponad pół roku, a my nic od niej nie słyszeliśmy. W końcu skierowali kamerę na moją mamę i pokazali mi ją - siedziała na krześle w kajdankach, które były przykute do słupka" - opowiadali.
Następnie jeden z nich powiedział, co jego spotkało: "Przesłuchali mnie brutalnie, grozili mi bronią, a gdy zobaczyłem napis "Ukraina" prawie się rozpłakałem. Emocje były przytłaczające. Nie potrafię opisać, co znaczy wolność".
Zobacz również:
Wówczas głos zabrał sam Kliczko, zwracając się łagodnym głosem: - Jestem taki szczęśliwy, że wróciłeś. Mam nadzieję i życzę, aby twoi rodzice wrócili do ciebie jak najszybciej. To nasz pierwszy kontakt, ale nie ostatni.












