Reklama

Reklama

Był jedną nogą na emeryturze. Klub spadł mu z nieba

Życie bywa przewrotne. Doskonale w ostatnim czasie przekonał się o tym Marcin Jędrzejewski. 34-latek właściwie szykował się już na emeryturę, jednak w listopadzie rzutem na taśmę podpisał kontrakt z odradzającą się Polonią Piła. - To już chyba taka moja ostatnia szansa – mówi zawodnik.

Marcin Jędrzejewski nigdy nie należał do czołowych polskich żużlowców, jednak śmiało można nazwać go solidnym ligowcem. 34-latek co prawda nie zagrzał zbyt długo miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale w pierwszej i drugiej lidze kilkakrotnie potrafił ukończyć zmagania w gronie najlepszych. Ostatni dobry sezon wychowanek Polonii Bydgoszcz zaliczył w 2019 roku w swoim macierzystym klubie, z którym awansował na zaplecze PGE Ekstraligi, wykręcając przy tym średnią 2,039 punktu na bieg.

Początkowo wydawało się, że Polak pójdzie za ciosem i spróbuje sił w eWinner 1. Lidze. Nic bardziej mylnego. Co gorsza, na najniższym szczeblu otrzymywał on coraz mniej szans, a to przyczyniało się do systematycznego spadku formy. Efekt? Niedawno zakończony sezon w barwach Wolfe Wittstock doświadczony żużlowiec ukończył dopiero na 56. miejscu w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników. Ba, nad 34-latkiem wisiała realna groźba zakończenia kariery, z racji nikłego zainteresowania ze strony innych zespołów.

Reklama

Polonia Piła uratowała karierę Marcina Jędrzejewskiego

Marcinowi Jędrzejewskiemu jak z nieba spadła jednak odradzająca się Polonia Piła, która rzutem na taśmę zdecydowała się powrócić na ligową mapę Polski już od sezonu 2022. - Jest to bardziej taki kontrakt motywacyjny. To znaczy, że muszę robić sporo punktów, żeby to wszystko miało sens. Ale ja się tego podjąłem i nie boję się takiego wyzwania. To już chyba taka moja ostatnia szansa, żeby zostać przy żużlu i udowodnić, że się do tego nadaję. W przyszłym sezonie już nie wystarczy jeździć na żużlu, tylko trzeba się ostro ścigać - powiedział wychowanek bydgoskiej drużyny w rozmowie z Tygodnikiem Żużlowym.

Nowy ośrodek to także wiele znaków zapytania. Żużlowcy mający w pamięci różne sytuacje z przeszłości szczególnie mogą mieć obawy o niewypłacalność i organizacyjną porażkę. Zdaniem 34-latka do przykrych scen w klubie z Wielkopolski na pewno nie dojdzie. - Każdy miałby pewnie jakieś wątpliwości i to jest chyba normalne. Ale my też nie jesteśmy zawodnikami, którzy przez całe życie startowali w jednym klubie. W jednym jest tak, w innym było inaczej. Każdy z nas ma tego świadomość i wie na co się zdecydował. Środowisko żużlowe jest małe, każdy z nas, lepiej lub gorzej zna się z ludźmi z innych klubów i dla nas ci ludzie nie są całkiem anonimowi - zakończył zawodnik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama