Trener Maciej Maciusiak krzyczał w Klingenthal. Piotrem Żyłą chwiało, "jakby coś popił"
Niedzielny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle rozbudził nasze nadzieje na udany występ Polaków w Klingenthal. W piątek jednak Biało-Czerwoni nie pokazali argumentów, które przemówiłyby za tym, że mogą odegrać znaczące role w Niemczech. To jednak były tylko treningi i kwalifikacje, a jednak w zawodach może być zupełnie inaczej. To będzie nowe rozdanie, dlatego nie ma co przedwcześnie wyrokować, bo Wisła pokazała nam, że nawet po najgorszym konkursie, można odbić się od dna.

W skrócie
- Polscy skoczkowie mieli trudności podczas treningów i kwalifikacji w Klingenthal, gdzie Piotr Żyła walczył z problemami z balansem.
- Paweł Wąsek i Kamil Stoch doświadczyli wahań formy, przy czym Wąsek samokrytycznie ocenił swój występ, natomiast Stoch zauważył stopniowy progres w swoich skokach.
- Ostatni akcent należał do młodego Kacpra Tomasiaka, który jako jedyny Polak dwukrotnie znalazł się w czołowej dwudziestce treningów, a cała drużyna ma nadzieję na lepszy rezultat w konkursie głównym.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Nie były to udane kwalifikacje dla polskich skoczków w Klingenthal. Najlepszym naszym zawodnikiem był Piotr Żyła, który zajął dopiero 21. miejsce. On z kolei miał problemy w seriach treningowych. Za to nieźle w nich skakali Kacper Tomasiak i Kamil Stoch. Po piątku na Vogtland Arenie kłopoty z głosem może mieć trener kadry Maciej Maciusiak, bo musiał się trochę nakrzyczeć.
Klingenthal przywitało skoczków "typowo zimową" aurą. Temperatura oscylowała w granicach plus dwóch stopni Celsjusza, a poza śniegowym jęzorem na skoczni, dookoła było zielono. W takich warunkach organizatorom bardzo trudno było przygotować perfekcyjnie zeskok i zawodnicy nieco narzekali na niego. Przede wszystkim trzeba było bardzo uważać przy lądowaniu i odjeździe, bo widać było, że narty mocno skakały.
Maciej Maciusiak krzyczał, a Piotr Żyła miał problemy z równowagą
Do tego wszystkiego doszła mgła, która szczególnie dała się we znaki w pierwszej serii treningowej. Skoczkowie nie wiedzieli machnięcia chorągiewką trenera, więc ten na wszelki wypadek krzyczał jeszcze, że mogą jechać. To wyćwiczony znak na skoczni w takich warunkach.
Najlepszym z Polaków w kwalifikacjach był Żyła, który jednak miał problemy w treningach. Zresztą w serii punktowanej też nie błysnął, bo dobry skok wystarczył do 21. miejsca.
- W seriach treningowych miałem problemy z balansem. Chwiało mnie, jakbym coś popił, a przecież nic nie piłem. Była energia, ale pojawił się kłopot z równowagą. W kwalifikacjach też mnie "dzióbło", ale tylko raz - mówił Żyła, który w kwalifikacjach otrzymał niskie noty za styl, bo źle wylądował skok.
Gdyby nie to, byłby kilka pozycji wyżej. Skoczek z Wisły, który mieszka teraz w Ustroniu, był jednak zadowolony z pracy, jaką wykonał w Klingenthal.
Cały czas trzymam ten fajny mentalny stan na skoczni. I to mnie bardzo cieszy
Paweł Wąsek mógł śmiać się z siebie. Im dalej w las, tym było gorzej
Nieźle dzień na skoczni w Klingenthal rozpoczął Paweł Wąsek. Poleciał prawie pod punkt HS, znajdujący się na 140. metrze (uzyskał 136 m), co było 20. wynikiem pierwszej serii treningowej. Im dalej jednak w las, tym było gorzej u 26-latka, który ledwo zakwalifikował się do konkursu. Po zawodach przyznał jednak, że mógł się śmiać tylko z siebie, bo popełnił głupi błąd.
- W treningach skakałem na limicie w pozycji dojazdowej, jeśli chodzi o balans. Wiedziałem, że niewiele brakuje do tego, żeby przedobrzyć. I w kwalifikacjach właśnie do tego doszło. W przejściu całkiem straciłem balans i na moje czucie wszystko poleciało do przodu. W ogóle nie poszło to w próg. Poleciałem tylko z samej prędkości, kompletnie bez wysokości - tłumaczył Wąsek.
Maciej Kot i Piotr Żyła odbyli podróż w czasie. Wrócili do czasów Stefana Horngachera
Dobry dzień na skoczni miał Maciej Kot. Jego skoki pozwalają myśleć o kolejnych punktach PŚ w tym sezonie.
- Zadanie wykonane, bo w piątek najważniejsza jest kwalifikacje, ale też chodziło o to, by jak najszybciej złapać czucie na nowej skoczni. Zresztą przez cały poprzedni miesiąc nad tym pracowaliśmy, by zmieniając obiekt, nie zmieniać pozycji. I to dobrze zadziałało. Celem jest zatem skakanie od pierwszego skoku na swoim poziomie - mówił Kot, który zajął 28. miejsce w kwalifikacjach, a w pierwszym treningu był 24.
Zakopiańczyk wspominał o rozmowie z Piotrem Żyłą. Obaj przenieśli się nieco w czasie i wrócili myślami do czasów, gdy trenerem kadry był Stefan Horngacher.
Na razie nie ma u nas jeszcze tego, że odpuszczamy nieco treningi. To przyjdzie wraz z większą pewnością siebie i większą swobodą na skoczni. Stefan Horngacher, kiedy był naszym trenerem, to mówił, że na trening i kwalifikacje to nawet nie potrzebujemy się rozgrzewać zbytnio. Wystarczy na tyle, by przyjąć dobrą pozycję. Siłę i najlepszy kombinezon mieliśmy zostawić na zawody. To były jednak inne czasy. Teraz skoki są bardziej wyrównane
- Rozmawialiśmy z Maćkiem o tych czasach, ale stwierdziłem, że nie będę oszczędzał kombinezonu na konkurs, bo w Ruce aż zanadto go oszczędzałem. To były inne czasy. Teraz trzeba skakać, jak leci - śmiał się Żyła, nawiązując do tego, że w Finlandii za wiele nie poskakał.
Nadal nie zachwyca Dawid Kubacki, który miał okazję w tygodniu przeprowadzić trening na Wielkiej Krokwi. Nasz skoczek przyznał jednak, że klaruje się u niego przepis na dobry skok.
- Moje piątkowe skoki nie były super, ale miały zalążek dobrego skoku. Na pewno nie będę robił nic na siłę w Klingenthal, bo już wiele razy tak robiłem i potem obracało się to przeciwko mnie, kiedy chciałem przeskoczyć pewne etapy. Dlatego spokojnie do tego podchodzę, bo często siła razy błąd nie przynosi oczekiwanego efektu - zdradził nasz znakomity skoczek.
Co trapi Kamil Stocha? Kacper Tomasiak zrobił to jako jedyny z Polaków
W Klingenthal lepiej niż w Wiśle radził sobie Stoch, ale wciąż widać, że coś u tego skoczka nie gra. Nawet w rozmowach z mediami zaczyna mu już brakować luzu. To pewnie wina tego, że coś go trapi.
Na Vogtland Arenie nie błyszczał. W drugim treningu był jednak najlepszym z Polaków, zajmując 16. miejsce. W kwalifikacjach był 24.
Moje skoki były w porządku. Było zatem dobrze. A to znaczy, że było lepiej niż źle. Każdy z tych piątkowych skoków pokazał mi, że znowu zrobiłem mały krok do przodu w porównaniu do tego, co było w Wiśle. Cieszę się z tego, że czułem te skoki
Tradycyjnie już solidną dyspozycję prezentował Tomasiak. Obie serie treningowe - jako jedyny z Polaków - ukończył w "20". Był 19. i 17. W kwalifikacjach zajął z kolei 29. pozycję.
To właśnie w Klingenthal 18-latek wbił się pod koniec października do światowej czołówki.
- Myślę, że w porównaniu do tamtych konkursów, to teraz było gorzej na progu, ale z kolei o wiele lepiej w locie. Miałem w piątek lekkie problemy z odbiciem. Nie było ono takie fajne, jak w Wiśle. Myślę jednak, że w sobotę będzie już o wiele lepiej - mówił Tomasiak, który w kadrze uchodzi za śpiocha.
Sobotni konkurs (13 grudnia) w Klingenthal został zaplanowany na godz. 15.45.
Z Klingenthal - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:
















