Reklama

Reklama

​Stefan Horngacher: Austriak, który ma odbudować polskich skoczków

Niewielu trenerów zaczyna swoją pracę z tak dużym kredytem zaufania. Austriak Stefan Horngacher ma odbudować formę m.in. dwukrotnego mistrza olimpijskiego Kamila Stocha, o planach mówi niewiele, ale w 46-letniego szkoleniowca w Polsce wierzą wszyscy.

Wybór Austriaka nie był wielkim zaskoczeniem. Już wcześniej głośno było o tym, że to właśnie Horngacher przejmie stery po Łukaszu Kruczku. Gdy ogłoszono decyzję, w kraju zapanował hurraoptymizm. Byli trenerzy, działacze, a nawet zawodnicy wypowiadali się w samych superlatywach. A Horngacher jeszcze nigdy nie prowadził kadry A i na razie nie przedstawił konkretnego planu działania.

Reklama

"Przygotowałem dla komisji konkursowej moje wyobrażenie pracy, ale dość ogólne. Skoncentrowałem się na tym, jak sobie wyobrażam najbliższą przyszłość" - powiedział.

W Polsce jest jednak znany. Przez dwa lata, od sezonu 2004/05, prowadził kadrę B, a znajdowali się w niej wówczas m.in. Stoch i Piotr Żyła. Pod jego wodzą juniorzy zdobyli srebrny medal mistrzostw świata w drużynie.

Stoch i Żyła ten okres bardzo dobrze wspominają. Obaj o pomyśle zatrudnienia Horngachera wypowiadali się pozytywnie. Żyła przyznał nawet, że jeśli Austriak zostanie trenerem kadry, on postara się zmienić swoją pozycję dojazdową. Przez lata Kruczkowi nie udało się go do tego przekonać.

Podwójny mistrz olimpijski z Soczi także dobrze wspomina okres, w którym współpracował z Horngacherem. "To najlepszy trener na ten moment" - mówił w jednym z wywiadów.

Dla Horngachera praca z pierwszą kadrą polskich skoczków będzie wyzwaniem. Do tej pory był wyłącznie asystentem - w Austrii, Polsce i Niemczech, ale także próbował pomóc wyjść z dołka Martinowi Schmittowi. W 2005/06 był jego osobistym trenerem.

"Ten czas wiele mi dał. Stefan nie jest dużo starszy ode mnie, wie, co czuje zawodnik na skoczni i poza nią. Nie tylko fizycznie i technicznie pomógł mi stanąć na nogi, ale także mentalnie. Niby znaliśmy się jeszcze ze skoczni i mogłem traktować go jak kolegę, ale jak dochodziło co do czego, to on mną dyrygował i naturalnym było, że poddawałem się jego poleceniom" - opowiadał Schmitt.

Niemiecki skoczek szanował Horngachera także za to, że zawsze brał pod uwagę jego zdanie.

"Nigdy nasze stosunki nie były napięte. Zawsze pytał mnie, jak się czuję, chciał znać moje zdanie, podchodził indywidualnie do każdej kwestii. Otwarty, przyjaźnie nastawiony i potrafiący radzić sobie z problemami" - chwalił były niemiecki skoczek, a obecnie ekspert telewizyjny.

Austriak dobrze wie, jak pracować ze skoczkami, bo sam nim był. Przez wielu określany był "człowiekiem drużyny". Indywidualnie nie zdołał się wybić. Wygrał zaledwie dwa konkursy Pucharu Świata, w tym jeden w... Zakopanem (1999). Sukcesy osiągał jednak z kolegami - dwa brązowe medale igrzysk (1994, 1998) i pięć krążków mistrzostw świata.

Karierę zakończył w 2002 roku i od razu zatrudnił go austriacki związek.

"To był dla mnie bardzo ważny okres, bo kształtowałem sie w roli trenera. Miałem ogromne szczęście, że trafiłem pod skrzydła Fina Hannu Lepistoe. To on nauczył mnie wielu rzeczy, to były intensywne dwa lata. Nauczyłem się ekstremalnie dużo i to procentuje cały czas" - mówił w jednym z wywiadów Horngacher.

Austriak w Polsce ma przed sobą bardzo trudne zadanie. Nie tylko zahamować kryzys, ale jak podkreślił prezes związku Apoloniusz Tajner chciałby, by koordynował pracę całej kadry narodowej, w której jest 18 zawodników. Obecnie podzieleni byli oni na kadrę A, B i C. Każda miała swój sztab szkoleniowy.

Zadaniem Horngachera będzie przygotowanie skoczków na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Lahti, a także do igrzysk w PyeongChang za dwa lata.

Dowiedz się więcej na temat: Stefan Horngacher | Martin Schmitt | łukasz kruczek | lepistoe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje