Reklama

Reklama

​Kiedy cudowne dziecko Barcelony wróci do gry?

Rehabilitacja po operacji łąkotki w kolanie nie przebiega pomyślnie. 18-letni Ansu Fati miał wrócić na mecze z PSG w 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale jest to absolutnie wykluczone.

Może za miesiąc, może za dwa, a może dopiero w przyszłym sezonie - nie wiadomo dokładnie, kiedy młody piłkarz będzie gotowy do gry. 8 listopada przeszedł operację łąkotki. Wtedy lekarze uważali, że trzy miesiące powinny wystarczyć, by znów biegał jak źrebak. Na początku lutego wrócił do treningów, ale szybko operowane kolano zaczęło boleć. Przy zwiększeniu obciążeń ból stał się nieznośny. W stawie pojawił się płyn, trzeba było go usunąć. Niektóre hiszpańskie źródła podają nawet sensacyjną informację, że Ansu był w tajemnicy operowany ponownie. I, że jeśli ból nie ustąpi, konieczny będzie jeszcze jeden zabieg chirurgiczny.

Reklama

Dzieciak między mężczyznami

18-latek zszedł z boiska i został skierowany na basen. Okazało się, że rehabilitacja musi potrwać znacznie dłużej. Nikt nie wie do kiedy. Może wróci w marcu, może w kwietniu? Ansu jest najmłodszym strzelcem gola w Barcelonie i reprezentacji Hiszpanii. Selekcjoner Luis Enrique chciał go zabrać na Euro 2021. Wtedy straszyłby swoim talentem reprezentację Polski. Nie wiadomo jednak, czy jeden z najzdolniejszych graczy młodego pokolenia zdoła dojść do siebie i odzyskać formę do czerwca.

Fati był rewelacją już rok temu. W poprzednim sezonie został najmłodszym graczem, który zagrał w Barcelonie i najmłodszym, który zdobył dla niej bramkę. Manchester United zaoferował za niego 150 mln euro. Barca odrzuciła propozycję. Miał być kimś takim jak Leo Messi.

- Dzieciaku, a ty nie powinieneś być o tej porze w szkole? - żartował Luis Searez, gdy Ansu pojawiał się na treningu pierwszej drużyny. Latem dwa razy młodszy napastnik zajął miejsce Urugwajczyka odesłanego do Atletico Madryt. I błyszczał od startu, w pierwszym meczu ligowym z Villarreal zdobył dwa gole.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

"Gdzie jest kres twoich możliwości" - pytał wtedy reporter hiszpańskiej telewizji. 17-latek opowiadał o tym jak krok po kroku urzeczywistnia swój sen, by grać u boku Messiego. - Kiedyś patrzyłem na niego w zachwycie, dziś on mi doradza: tłumaczy co muszę poprawić, by nie stać w miejscu. W ogóle w Barcelonie otaczają mnie sami wielcy piłkarze, więc robię wszystko, by im dorównać - mówił.

Do niedawna doradcą Ansu był starszy brat Messiego Rodrigo. Gdyby nie on, być może Fati byłby już w Londynie. Już półtora roku temu Chelsea zaoferowała mu 1,5 mln euro. To kwota astronomiczna dla rodziny emigrantów z Afryki. Rodrigo Messi przekonał Ansu i jego ojca, by za jedną trzecią tej kwoty zostali w Barcelonie, bo tak będzie lepiej dla piłkarskiego rozwoju nastolatka.

Talent pierwszej wody

Ojciec Ansu - Bori sam był piłkarzem, toteż gdy w Gwinei Bissau wybuchła wojna domowa, wyjechał w poszukiwaniu lepszego życia do Portugalii. Kariery nie zrobił, więc pracował na kolei w Hiszpanii, a potem został zwolniony i tylko pomoc mieszkańców andaluzyjskiej Herrery - gminy oddalonej o 100 km od Sewilli pozwoliła mu przetrwać. Burmistrz pobliskiej Marinaledy pomógł załatwić papiery 5000 imigrantów. A w 2009 roku Bori mógł sprowadzić do Hiszpanii żonę i dwóch synów.

Ansu właściwie nie znał. Kiedy na ulicach Bissau jego młodszy syn uganiał się za piłką, Bori był na emigracji. Do klubiku w Herrerze zaciągnęli dzieciaka koledzy, w szkole szybko go polubili, bo najlepiej grał w piłkę.

O talencie syna Bori usłyszał od sąsiadów kiedy jego drużyna wybrała się na mecz z juniorami FC Sevilli i wygrała 5:2. Ansu zdobył wszystkie gole. Sevilla z miejsca przyjęła go do siebie, a z czasem pogłoski o nim dotarły aż do Barcelony. Ansu był zawieszony na rok za to, że opuścił klub z Andaluzji, by zamieszkać w La Masia. Razem ze starszym bratem Braimą. Trenerzy wspominają, że Ansu był poważny ponad swój wiek i bardzo przykładał się do nauki. Do tego stopnia, że ojciec pobiegł na skargę do trenerów, by oderwali syna od książek, bo zaprzepaści talent.

Szokiem dla Ansu był moment jak ze szkółki Barcelony odesłano brata. Zrozumiał, że musi być naprawdę dobry, by nie spotkało go to samo. Kiedy w grudniu 2012 roku 10-latkowi nie wyszedł mecz w kadetach napisał list do trenera obiecując, że to się więcej nie powtórzy. Słowa dotrzymał. Zespół Alevin A Barcelony wygrał sześć z siedmiu turniejów, które mu zostały.

Bori nie należy do tych ojców, którzy chcieliby jak najszybciej spieniężyć zdolności syna. Nigdy nie wtrącał się w pracę trenerów, pozwolił, by Ansu prowadził Rodrigo Messi. Nastoletni Fati przeskakiwał kolejne roczniki. Był w juniorach, w drużynie rezerw, a już ówczesny trener Ernesto Valverde powołał go do pierwszej drużyny. Mówił, że Fati jest za poważny jak na swój wiek. Uważał, by nie eksploatować młodego organizmu. Ansu był już po ciężkiej kontuzji - w grudniu 2015 roku złamał kość piszczelową i strzałkową.

W ubiegłym sezonie Fati jeszcze bez profesjonalnego kontraktu grał u boku Messiego, ale wciąż biegał na mecze swoich kolegów z juniorów. Dla pierwszej drużyny zdobył 8 goli w 33 meczach, ale nie mógł uchronić jej od porażek na wszystkich frontach. Latem w klubie nastała rewolucja. Ronald Koeman pozbył się Suareza, a Fatiego - już jako reprezentanta Hiszpanii - wstawił do podstawowej jedenastki.

Sprawami Ansu zajął się Jorge Mendes - agent Cristiano Ronaldo. Klauzula odejścia w nowym kontrakcie z Barceloną wzrosła do 400 mln euro. I nagle świetnie rozwijająca się kariera została zahamowana przez uraz kolana. Teraz pojawiły się komplikacje. Lekarze są ostrożni, bo chodzi o bardzo młodego piłkarza.

"Jego talent jest w głowie, nie w nogach" - mówił jeden z trenerów barcelońskiej szkółki La Masia. Jeśli tak, to Ansu powinno starczyć cierpliwości. Nie zostanie jednak gwiazdą Barcelony już w tym sezonie. 

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama