Reklama

Reklama

Żenujący spektakl: "Eto'o, daj autograf"

- Nie znam żadnego polskiego piłkarza - powiedział przed meczem z Polską Samuel Eto'o. Nasze Orły zrewanżowały się mu i na stadionie Pogoni pokazały, że go nie znają, a na pewno o możliwościach jednego z najlepszych napastników świata nic nie wiedzą.

Gwiazdor Interu, który dwa razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów (najpierw z Barceloną, a później z ekipą z Mediolanu) grając na luzie, bez "napinki", strzelił dwa gole i przyczynił się do tego, że Polska znowu została rozgromiona.

Najpierw po rzucie rożnym Kowalski przegrał pojedynek główkowy na pierwszym słupku, Nowak wyszedł z bramki by wykonać bezsensowną paradę, a Kwiatkowski dał się w dziecinny sposób przepchnąć Eto'o (na podawanie prawdziwych nazwisk przyjdzie czas po ewentualnych porażkach podczas ME). Przy drugim golu Eto'o przyśpieszył wzdłuż pola karnego, a że był kryty na radar, to z oddaniem piekielnie mocnego strzału nie miał problemów. Do tego doszło pójście "na raz" Kwiatkowskiego i mieliśmy 0-3.

Reklama

W obronie jak dzieci we mgle, w ataku bezpłciowi - takie jawią się Orły na niewiele ponad 500 dni przed Euro 2012. Na dodatek reprezentacja Franza niebezpiecznie staje się drużyną konusów. Jedyny zawodnik o słusznych warunkach fizycznych, to Kamil Glik. Reszta przy stałych fragmentach gry może sobie i podskakiwać, ale do piłki raczej nie doskoczy.

"Brakuje rytmu, brakuje utrzymania się przy piłce" - analizował dosyć optymistycznie w TVP trener bramkarzy Andrzej Dawidziuk. Wydaje się jednak, że przede wszystkim brakuje nam klasowych piłkarzy. Jedynym zawodnikiem będącym w stanie stwarzać przewagę wygranym pojedynkiem od trzech lat pozostaje Jakub Błaszczykowski, a mając w pomocy rezerwowego Auxerre Dariusza Dudkę, w którym zakochuje się bez pamięci trzeci z rzędu selekcjoner i również mocno przeciętnego Rafała Murawskiego, nawet naszej części Europy nie zawojujemy.

Przysłuchując się konferencji po meczu z Kamerunem w Szczecinie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że po dziewięciu miesiącach pracy z Orłami Franz Smuda brzmi tak samo, jak Leo Beenhakker po fiasku operacji Euro 2008.

- Wiem, że obrońcy popełniali proste błędy, ale pokażcie mi lepszych z polskimi paszportami. Zgadnijcie, dlaczego w Lechu, Wiśle i Legii, czyli najsilniejszych polskich klubach na pozycji stopera główne role odgrywają obcokrajowcy - dowodził Leo w Bad Waltersdorfie.

- Jeżdżę po Polsce i szukam ze świeczką, ale lepszych obrońców nie mamy. Przecież w naszych klubach na czterech obrońców, trzech to obcokrajowcy. Dlatego muszę chuchać i dmuchać na tych, co mam. Glik i Sadlok mają po 20-21 lat, liczę na to, że do Euro 2012 nabiorą doświadczenia i nie będą tacy łatwi do ogrania - analizował Franciszek Smuda przyczyny porażki z Kamerunem w Szczecinie.

Różnica była jedna - Leo miał u boku Martę Alf, Franz Smuda - Agnieszkę Olejkowską, ale przekaz jest ten sam. Dlatego ci, którzy walili w Holendra, jak w bęben, powinni teraz posypać głowę popiołem. To nie Leo był całym złem polskiej piłki, tylko ona sama w sobie jest bagnem.

Nasza piłka jest słaba, skazana na porażki, ale środowisko mogłoby się przynajmniej zachowywać godnie. Tymczasem najpierw w Murcii, po sromotnym 0-6 z Hiszpanią piłkarze gonili za podopiecznymi Vicente del Bosque, by wymienić się koszulkami, a teraz w Szczecinie po konferencji z Eto'o część dziennikarzy ustawiła się w kolejce po ... autograf. Co tam analizy przyczyn porażki, trzeba wykorzystać swoje "pięć minut". Przecież Eto'o na Euro nie przyjedzie. Dzięki Orange Sport Info cała Polska widziała ten żenujący spektakl. Miałem nadzieję, że błaźnić się nie będzie chociaż Franz, ale on również wystarał się o koszulkę Eto'o z autografem. Podobno dla szwagra, byłego piłkarza Cracovii.

Dyskutuj o artykule z Michałem Białońskim!

Zobacz również:

Wołowski: Co nas czeka na Euro 2012?

Tomaszewski: Wyrzucić Smudę dyscyplinarnie!

Franz nie wpada w panikę

Polska - Kamerun 0-3

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje