Reklama

Reklama

Stefański odpiera zarzuty Kołtonia

W swoim ostatnim felietonie na łamach INTERIA.PL Roman Kołtoń skrytykował terminarz nowego sezonu Ekstraklasy przygotowany przez Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA. Szef departamentu Marcin Stefański odpowiedział na zarzuty Romana Kołtonia.

"Szanowni Państwo,

Reklama

Odnosząc się to felietonu p. Romana Kołtonia, jednocześnie nie chcąc wdawać się w zbędną polemikę z zaślepionym obcą mi nienawiścią autorem, chciałbym Czytelnikom Interii przedstawić kilka podstawowych informacji, odnoszących się do poszczególnych spraw poruszonych w tekście.

Po spotkaniu prezesów klubów Ekstraklasy w dniu 1 czerwca 2010 roku decyzją Zarządu Ekstraklasy SA Departament Logistyki Rozgrywek został upoważniony do zmiany terminu meczu o mistrzostwo Ekstraklasy w przypadku, gdy pierwotnie zaplanowany termin pokrywa się z datą otwarcia nowego stadionu klubu, a na mocy odrębnego porozumienia w tym terminie ma być zorganizowane międzynarodowe spotkanie mające uświetnić uroczystość otwarcia nowego stadionu i jednocześnie promować polską piłkę nożną. Pragnę podkreślić, iż otwarcie stadionu jest jedyną przyczyną zmiany terminu zawodów - nie będzie nią wyjazd na zagraniczny turniej towarzyski. Zwracam uwagę na fakt, iż na takim rozwiązaniu zależy samym klubom, które w obecnej sytuacji nie mają zbyt wielu możliwości zapewnienia swoim kibicom spotkań z absolutną czołówką europejską. Panu Romanowi może się ten fakt nie podobać, trudno, ma do tego prawo, podobnie jak i zapewne połowa kibiców, którzy pomstowaliby na decyzję Ekstraklasy, odmawiającej Legii gry z Arsenalem.

Pomysł p. Romana Kołtonia na rozegranie na jednym stadionie dwóch meczów bezpośrednio dzień po dniu jest niemożliwy do realizacji ze względów prozaicznych chociażby takich jak stan murawy i warunki dotyczące gwarancji danego wykonawcy nawierzchni. Pomijam także fakt, iż zważywszy na zamówienia biletów poszczególnych klubów na mecz o Superpuchar zbliżone do dziesięciu tysięcy, koszt wynajęcia obiektu Legii Warszawa przekroczyłby wpływy Ekstraklasy SA z imprezy, które mają być przekazane w całości na cel charytatywny.

Ekstraklasa SA organizowała szereg konferencji prasowych, poświęconych sprawom terminarza, regulacjom UEFA itp. Ponieważ na żadnej z nich nie zauważyłem p. Romana Kołtonia, toteż przypuszczam, iż po prostu nie wie on o szeregu zobowiązań i wymogów, leżących po stronie Ekstraklasy i innych lig zawodowych.

Zgodnie z porozumieniem UEFA z EPFL (Stowarzyszeniem Europejskich Lig Zawodowych), którego członkiem jest Ekstraklasa SA, w sezonie 2010/2011 żaden mecz ligowy nie może być rozgrywany w dniu, kiedy odbywają się rozgrywki Ligi Mistrzów czy Ligi Europejskiej. Jedynym wyjątkiem jest siła wyższa (np. powódź, czy żałoba narodowa), gdzie UEFA dopuszcza nakładanie się terminów. Liga zakończy rozgrywki dzień po finale Ligi Mistrzów, tj w niedzielę 29 maja 2011 roku, na pewno nie w sobotę, gdyż jest to zabronione. Takie rozwiązanie było korzystniejsze od przerzucania dodatkowej kolejki na 19 lutego i na pewno nie będzie kolidowało z zainteresowaniem meczem finałowym Champions League. Uprzedzając pytania informuję, iż oczywiście, że w terminarzu jest pozostawiony termin rezerwowy na wypadek gry Lecha Poznań w finale Ligi Mistrzów.

Terminarz polskich rozgrywek ligowych jest wypadkową następujących elementów: kalendarza FIFA, UEFA, warunków umowy z partnerem medialnym oraz warunkami klimatycznymi. Zgodnie z kalendarzem UEFA ligi zawodowe powinny kończyć wszystkie swoje rozgrywki w maju ze względu na konieczność zachowania terminów zgłoszeń do europejskich pucharów oraz czerwcowych terminów reprezentacyjnych FIFA. To rozwiązanie oraz fakt, iż nasze drużyny rozpoczynają mecze w rozgrywkach pucharowych już w lipcu, powodują, iż z kalendarza ligowego w Polsce wypada cały czerwiec, co jest negatywną koniecznością dostosowania się do zaleceń UEFA. Jak wiadomo kalendarz rozgrywek UEFA uwzględnia przede wszystkim uwarunkowania pięciu najsilniejszych lig Europy, z których cztery w całości, a częściowo jedna mogą sobie pozwolić na rozgrywanie meczów ligowych w grudniu, styczniu oraz lutym. W Polsce praktycznie takich możliwości nie ma lub są bardzo ograniczone - problemem nie są stadiony, których stan się dopiero poprawia, ale ogólny komfort rozgrywania i oglądania meczów w zimowych warunkach; wystarczy tylko sobie przypomnieć tegoroczną zimę i trzydziestostopniowe mrozy.

Ekstraklasa SA jest stroną umowy z kilkoma partnerami medialnymi, dotyczącej rozgrywek ligowych. Kontrakt wiążący polskie kluby zakłada transmitowanie wszystkich meczów ligowych, co może być zapewnione tylko w weekendy. Środek tygodnia - odpada, gdyż albo są to terminy zarezerwowane na mecze Pucharu Polski albo na rozgrywki europejskich pucharów, kiedy grać ligi nie wolno, o czym była mowa powyżej. Gdy dodatkowo zwrócimy uwagę na fakt, iż stacje telewizyjne w Polsce bardzo niechętnie patrzą na rozgrywanie meczów w wakacje (oglądalność!), stąd też rozgrywanie meczów ligowych w lipcu jest ograniczone do minimum.

Te wszystkie czynniki powodują, iż kalendarz ligowy i pucharowy w Polsce przedstawia się asymetrycznie - jesienią mamy do dyspozycji pięć i pół miesiąca na grę, zaś wiosną - ograniczeni zimowymi warunkami i zobowiązaniami UEFA - możemy grać tylko trzy, maksymalnie trzy i pół miesiąca. To jest powodem, dla którego od kilku lat nie gramy systemem 15/15. Co więcej, zapewne w sezonie 2011/12 będziemy musieli grać jeszcze więcej meczów jesienią, gdyż UEFA każe przed Euro 2012 oddać do jej dyspozycji wszystkie stadiony już na początku maja, co oznacza, iż liga zakończy rozgrywki rekordowo szybko.

Patrząc na szereg artykułów, które ukazują się na temat terminarza dostrzegam, jak mało osób wie o mechanizmach, mających wpływ na powstanie siatki rozgrywek. Gdy ktoś mnie spyta, czy jestem zadowolony z przyjętych rozwiązań odpowiem, że nie! Nie podoba mi się, iż w Polsce nie możemy grać w czerwcu, a w latach parzystych nawet od połowy maja, niezależnie od tego, czy zakwalifikujemy się do finałów ME czy MŚ czy nie. Nie podoba mi się, iż polskie kluby muszą grać swoje mecze w czasie trwania mistrzostw świata, a sztywne ramy kalendarza międzynarodowego wymuszają rozwiązania, które łamią tradycyjny porządek rozgrywek lub wymuszałyby granie - przy obecnej infrastrukturze - od 5 lutego.

Mam nadzieję, że systematyczna poprawa infrastruktury oraz nieodzowna poprawa poziomu sportowego pozwoli na rozciągnięcie sezonu. Jak sądzę, najdalej za kilka lat będziemy zaczynać ligę w drugiej połowie lipca, grać co najmniej do połowy grudnia i wznawiać rozgrywki od połowy lutego. O czerwcu jednak zapomnijmy - czasy gdy graliśmy do początku wakacji się skończyły, czy nam się to podoba czy nie.

Pozdrawiam Czytelników Interii.

Marcin Stefański, Dyrektor Logistyki Rozgrywek."

Czytaj również:

Kołtoń: Naprawiamy polską piłkę? Młotkiem!

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa SA | Ekstraklasa | mecze | rozgrywki | zarzuty | UEFA | Kołtoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje