Reklama

Reklama

Lato: Na widelcu mieliśmy Ukrainę, a zjedliśmy WKS

- Jasne, że moglibyśmy teraz grać z jakąś Andorą, ale skoro chcemy osiągnąć sukces, to musimy grać z wymagającymi rywalami. Na razie daję Smudzie czas na eksperymenty, efekty już widać - deklaruje prezes PZPN Grzegorz Lato w rozmowie z reporterami INTERIA.PL.

Reklama

W środę w Poznaniu reprezentacja Polski pokonała Wybrzeże Kości Słoniowej 3-1. Prezes PZPN Grzegorz Lato nie krył po tym spotkaniu zadowolenia. Lato odpowiadał też na pytania reporterów INTERIA.PL. Mówił o Borucu, Żewłakowie i wszystkich największych problemach polskiej kadry bez owijania w bawełnę!

INTERIA.PL: Panie prezesie, Polska - Wybrzeże Kości Słoniowej 3-1! Zadowolony po zwycięstwie?

Grzegorz Lato, prezes PZPN: - A panowie?

Pewnie, że tak!

- No właśnie, ja również nie ukrywam, że ten sukces bardzo mnie cieszy. Tak, jak wiele razy już mówiłem, potrzeba wiele cierpliwości, by stworzyła się mocna drużyna. W naszej reprezentacji trener Smuda przeprowadza prawdziwą pokoleniową zmianę i nie jest możliwe, by od razu wszystko zaskoczyło. Ze "starej" kadry zostali praktycznie tylko Kuba Błaszczykowski i Rafał Murawski, a wy chcieliście, żebyśmy od razu osiągali dobre wyniki. Dziś było dobrze, a mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Mamy jeszcze półtora roku, żeby dopracować ten skład, taktykę.

Czyli teraz selekcjoner ma zwiększone zaufanie?

- Jeśli chodzi o Franciszka Smudę to z mojej strony zawsze miał i będzie miał pełne poparcie. Chciałem przypomnieć, że jak rok temu wybieraliśmy go na selekcjonera, to wszyscy się nim zachwycali, a kiedy przegrał parę meczów, domagaliście się jego zwolnienia. Od początku mówiłem: "Nie będzie łatwo, trzeba dać trenerowi czas i wiele cierpliwość". To wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.

Nie martwiło pana, że kadra przez osiem spotkań nie potrafiła wygrać meczu?

- Rzeczywiście, to było przykre, zwłaszcza że kilku rywali mieliśmy "na widelcu". Z Ukrainą powinno być ze 3-0, a z Australią pewnie wygralibyśmy, gdyby Robert Lewandowski wykorzystał karnego. Te nieudane mecze w ostatnim półroczu bolały mnie tak samo, jak każdego innego kibica reprezentacji. Dlatego dobrze się stało, że Wybrzeże Kości Słoniowej mieliśmy nie tylko "na widelcu", ale też "zjedliśmy".

Pamięta pan taką beznadziejną passę ze swojej kariery?

- Nie, zawsze jak były gorsze momenty, a ja znajdowałem się pod bramką, to gdzieś tam kątem oka widziało się róg bramki i strzelało! (śmiech).

A może problemem selekcjonera i kadry jest to, że nie ma czasu na ćwiczenie taktyki? Trener Smuda wyliczył ostatnio, że podczas pierwszego roku pracy miał zaledwie 26 treningów taktycznych. Pracując w klubie, tyle zorganizowałby w dwa miesiące. Może warto zmodyfikować kalendarz na przyszły rok i przewidzieć chociaż jedno dwutygodniowe zgrupowanie?

- Panowie! Czasy, kiedy można było spotykać się z reprezentantami na dwutygodniowe zgrupowania, skończyły się już dawno. Teraz ciężko nawet zebrać kadrę na te zgrupowania w terminach FIFA, bo kluby często nie chcą pozwalać piłkarzom grać, ze względu na ryzyko kontuzji w meczach reprezentacji. Jakimś wyjściem jest organizowanie zgrupowań piłkarzy z drużyn ligowych, ale co z tego, że ich zbierzemy, jak potem w pierwszym składzie wybiega dwóch czy trzech piłkarzy z Ekstraklasy? W dzisiejszych czasach nie możemy zrobić czegoś takiego, jak niegdyś Rosjanie (właściwie kadra ZSRR - przyp. red.), którzy brali wszystkich zawodników z Dynama Kijów, dodawali do nich paru najlepszych z innych klubów i grali. Teraz kluby sobie na to nie pozwalają, a poza tym pamiętamy, że wariant rosyjski się nie sprawdził!

Jak to jest, że polskim piłkarzom nie wiedzie się po wyjeździe z polskiej ligi na Zachód? Nawet nasz lider Kuba Błaszczykowski gra w Borussii po kilkanaście minut. Nie niepokoi to Pana?

- Kuba ma w klubie bardzo zdolnego i rozsądnego trenera (Juergena Kloppa - przyp. red.), który mądrze gospodaruje siłami zawodników. W takim zespole jak Borussia Dortmund normą są dwa mecze w tygodniu - w sobotę i środę, więc trudno, żeby cały czas grali ci sami piłkarze.

Nie ma się co przejmować tym, że Kuba nie gra, bo mecze w Bundeslidze i pucharach są bardzo męczące. Trener ściąga go z boiska, kiedy chce dać mu odpocząć. To, że w Dortmundzie jest mądry trener, który dobrze gospodaruje siłami zawodników to naprawdę nie jest w tym momencie problem kadry. Nie ma się co przejmować o Błaszczykowskiego, bo to bardzo dobry zawodnik.

Czyli dobrze się stało, że Smuda wybrał na kapitana właśnie Kubę Błaszczykowskiego?

- Oczywiście! Wiele razy rozmawiałem na ten temat z selekcjonerem i zauważyliśmy, że oprócz Błaszczykowskiego jedynym naprawdę doświadczonym piłkarzem jest Rafał Murawski. Ta dwójka przetrwała erę Leo Beenhakkera i teraz obaj ci zawodnicy są kluczowymi elementami kadry Smudy. Wybór Kuby na kapitana był oczywisty, bo choć jest młodym piłkarzem, to zawsze prezentował dobry poziom i ma wpływ na swoich kolegów. Cała nasza kadra jest teraz młoda i apeluję do wszystkich, żeby mieć dla niej trochę cierpliwości. Jak słucham czasem, co mówią dziennikarze, to mam wrażenie, że chcielibyście mieć kadrę na już! Tak się nie da, wybór jedenastki piłkarzy, którzy stworzą dobry zespół nie jest taki prosty.

Czyli teraz, na półtora roku przed startem EURO 2012, jest jeszcze czas na eksperymenty?

- Tak, nie dziwię się Frankowi Smudzie, że próbuje teraz różnych piłkarzy. Nie wszyscy się nadają do reprezentacji, czasem ktoś może być świetny w lidze, a w kadrze się spalać. Za moich czasów takimi piłkarzami byli choćby Joachim Marx, czy Andrzej Jarosik. W lidze grali super, a kiedy zakładali koszulkę reprezentacji, to czegoś brakowało, coś było nie tak. Niech teraz Franek eksperymentuje, żeby zorientować się, kto udźwignie presję.

Czy drzwi kadry są już zamknięte dla Artura Boruca i Michała Żewłakowa?

- Widziałem ostatnio taki wywiad z Borucem, w którym on miał jakieś pretensje do selekcjonera Smudy. Ja wolę prać brudy we własnym domu, a nie na łamach mediów. Swoje zdanie na ten temat już wypowiedziałem i nie będę tego więcej komentował. Usunięcie Boruca i Żewłakowa z kadry to była decyzja selekcjonera, a ja mogę tylko powiedzieć, że była to decyzja słuszna. Dodam jeszcze, że Boruc dał się wypuścić dziennikarzowi jakiejś głupiej telewizji! (telewizji nSport, zresztą w momencie, w którym padły te słowa, jeden z dziennikarzy nSportu stał za plecami prezesa, czego ten nie zauważył).

Czy Wybrzeże Kości Słoniowej to był w ogóle dobry rywal? Przecież przygotowujemy się do mistrzostw Europy, a tu na mecz towarzyski przyjechała kolejna drużyna z Afryki?

- No to proszę mi powiedzieć, z kim mamy grać! Wybrzeże Kości Słoniowej grało na mistrzostwach świata, jest czołową drużyną globu. Przyjdzie czas też na rywali z Europy - będziemy grali z Niemcami, negocjujemy też z Włochami, Anglią i Francją. Ale akurat teraz to nie było możliwe, bo nasi rywale albo grają mecze eliminacyjne do EURO 2012, albo wcześniej byli dogadani na spotkania towarzyskie. Jasne, że moglibyśmy teraz grać z jakąś Andorą, ale trzeba się uczyć od najlepszych. Założyliśmy sobie, że na EURO absolutnym minimum jest wyjście z grupy i walka o półfinał. Żeby to osiągnąć musimy uczyć się od najlepszych. To jest tak, jak z nauczycielami w szkole. Najwięcej nauczymy się od tych, którzy na lekcjach są surowi i wymagający.

Rozmawiali w Poznaniu: Michał Białoński i Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje