Reklama

Reklama

Henryk Kasperczak walczy o awans do Pucharu Narodów Afryki

Prowadzona przez trenera Henryka Kasperczaka reprezentacja Tunezji gra jutro w Monastyrze mecz o być albo nie być w eliminacjach Pucharu Narodów Afryki. "Orły Kartaginy" podejmują Togo. - Jesteśmy w środku eliminacji. To jednak kluczowe spotkanie dla losów naszej grupy. Wiemy, że musimy wygrać - mówi Interii doświadczony szkoleniowiec.

Na początku stycznia trener Kasperczak przeszedł w Tunezji poważną operację po ataku woreczka żółciowego. Zabiegł trwał kilka godzin. Z powodu kłopotów zdrowotnych "Henri" nie pojechał z Tunezyjczykami na Mistrzostwa Narodów Afryki do Rwandy, turniej dla zawodników grających w krajowych klubach. 

Reklama

Teraz jednak wszystko jest już w porządku. Na zgrupowaniu w Susie trener Kasperczak tryska humorem i przygotowuje swoją reprezentację do bardzo ważnych spotkań z Togo. 

- Ze zdrowiem wszystko jest w porządku. Zabieg był bardzo skuteczny, a organizm dobrze zareagował. Nasze przygotowania przebiegają tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Widać motywację, widać zaangażowanie - tłumaczy "Henri". 

Po dwóch seriach gier w eliminacjach PNA, który w styczniu i lutym przyszłego roku zorganizowany zostanie w Gabonie, Tunezyjczycy są na drugim miejscu w grupie A za Togo. Do rywala z Afryki Zachodniej tracą trzy punkty, bo we wrześniu przegrali wyjazdowe spotkanie z Liberią. Teraz grają spotkania o być albo nie być z "Jastrzębiami". Pierwsze spotkanie jutro u siebie, rewanż w Lome już we wtorek. 

- Jesteśmy w środku eliminacji i wiemy jaka jest sytuacja. Ten mecz w piątek, to spotkanie, które musimy wygrać, żeby mieć sytuację pod swoją kontrolą. Wiadomo, jak uda się wygrać oba mecze, to będzie idealnie, jak zdobędziemy cztery punkty, to też będzie dobrze. Łatwo jednak nie będzie. Rywal ma w swoim zespole graczy, którzy na co dzień występują w zagranicznych klubach, jak doświadczony bramkarz Agassa czy zawodnicy z pola Akakpo, Ayite, Romao czy Dossevi. To doświadczenie może w tak ważnych meczach procentować. Do tego my mamy kilka kontuzji zawodników ze środka pola. Jesteśmy jednak dobrej myśli - zaznacza trener Kasperczak. 

Co ciekawe jutrzejsze spotkanie odbędzie się nie na reprezentacyjnym stadionie Rades pod Tunisem, który pomieści 60 tysięcy kibiców, a na kameralnym obiekcie Stade Mustapha Ben Jannet w pięknej nadmorskiej miejscowości Monastyr, gdzie w lutym 2004 roku rozegrano mecze o 3 miejsce Pucharu Narodów. Zaraz potem mecze sparingowe rozgrywała tam prowadzona wtedy przez trenera Kasperczaka Wisła Kraków, która była tam na zimowym obozie.  

- Na mecze reprezentacji w Tunisie przychodziło po 4-5 tysięcy kibiców. Ginęli oni na tym dużym stadionie. Kibice w Tunezji przychodzą teraz bardziej na mecze swoich klubów, niż drużyny narodowej. W Monastyrze będzie zaś komplet 10 tysięcy fanów i świetna atmosfera na trybunach. Czego mi życzyć przed mecze? Wiadomo, zwycięstwa. Otwierałoby nam ono drogę do awansu - podkreśla polski trener. Początek meczu Tunezja - Togo jutro o godzinie 18. 

Dodajmy, że eliminacje Pucharu Narodów rozpoczęły się już wczoraj. W jednym z meczów doszło do dużej niespodzianki. Notowana na 174 miejscu w rankingu FIFA reprezentacja Wysp Świętego Tomasza i Książęcych, pokonała u siebie znacznie wyżej notowaną Libię 2-1. Do finałów PNA awansują zwycięzcy z 13 grup i dwie drużyny z najlepszym bilansem z drugich miejsc.  

Michał Zichlarz

Dowiedz się więcej na temat: Henryk Kasperczak | Puchar Narodów Afryki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje