Wasilewski: Wypuściliśmy zwycięstwo z garści
- Wychodząc na drugą połowę mieliśmy wszystko - wynik, atut własnego boiska, wsparcie 50 tysięcy kibiców, przewagę jednego zawodnika, ale wszystko zaprzepaściliśmy i to najbardziej boli. Mieliśmy zwycięstwo w garści, a jednak wypuściliśmy je - kręcił głową po remisie z Grecją stoper Orłów - Marcin Wasilewski.

Jaka była diagnoza "Wasyla" po inauguracji Euro 2012? - To najbardziej boli, że co innego w przerwie ustalaliśmy w szatni, a zupełnie co innego pokazaliśmy na boisku - pluł sobie w brodę Marcin. - To nie tak, że się za bardzo uspokoiliśmy, czy pomyśleliśmy, że już mecz jest wygrany.
- Jedyne, co mogło być dla nas zgubne, to fakt, że Grecy długo grali w dziesiątkę i być może to wywołało u nas pewność siebie, ale w szatni, w przerwie była pełna mobilizacja. Powtarzaliśmy sobie, że kontynuujemy to, co graliśmy w pierwszej połowie. Tymczasem drugą połowę przespaliśmy - dodał defensor Anderlechtu Bruksela.
Zapytaliśmy Marcina, czy ekipa będzie musiała się odbudować mentalnie niczym po porażce? - Przede wszystkim musimy zagrać dwie równe połowy, żeby się nie powtórzyła sytuacja z meczu z Grecją, gdy po pierwszej połowie cieszyliśmy się wszyscy. Stwarzaliśmy sytuacje, kibicom nasza gra mogła się podobać, ale w drugiej połowie, niestety, już się nic nie mogło podobać - odpowiedział nieco wymijająco.
Czy kilometry, jakie Polacy pokonali pierwsze połowie (54 km w stosunku do 50 km Greków) mogły wpłynąć na słabszą postawę Orłów po przerwie? - Z pewnością tak, wydaje mi się, że fizycznie siedliśmy - uważa "Wasyl". - Poza tym wszystko było dobre - i murawa, i stadion, i doping kibiców. Wychodząc na drugą połowę mieliśmy wszystko - wynik, atut własnego boiska, wsparcie 50 tysięcy kibiców, przewagę jednego zawodnika, ale wszystko zaprzepaściliśmy i to najbardziej boli. Mieliśmy zwycięstwo w garści, a jednak wypuściliśmy je.
Duchowy przywódca Orłów tłumaczył, dlaczego zespół w końcówce spotkania nie postawił wszystkiego na jedną kartę. - Owszem, można było zaryzykować w końcówce i powalczyć o pełną pulę, ale nie czuliśmy się na siłach, a poza tym trzeba było szanować ten jeden punkt. Mogło być przecież jeszcze gorzej - zwraca uwagę Wasilewski.
Za straconego gola trudno obwiniać Wasilewskiego. - Nie mam do siebie żadnych pretensji. Poszedłem za Gekasem, żeby go zablokować. Nie mogłem kalkulować i czekać na to, co się stanie. Czy Wojtek Szczęsny popełnił błąd? Trudno mi to oceniać. On widział dobrze tę sytuację z własnej perspektywy, chciał zareagować jak najlepiej. Z mojej wynikało jedno - za wszelką cenę muszę zablokować Gekasa, a on nam gola nie strzelił. Zrobiłem swoje - zablokowałem piłkę, po czym się odwróciłem i zobaczyłem, jak piłka wpada do naszej bramki - opowiadał wychowanek Hutnika Kraków.
- Grecy mnie niczym nie zaskoczyli. Grali tak, jak się spodziewaliśmy, mieliśmy ich dobrze rozpracowanych. Grali konsekwentnie. Nawet wtedy, gdy przegrywali byli cofnięci, przyczajeni i czekali na nasze błędy - zakończył "Wasyl".
Michał Białoński
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje