Boniek: Znowu wierzymy w piłkarskie szklane domy
"Normalnej, głębokiej analizy stanu polskiej piłki nie zrobił prawie nikt, a to, że nasza reprezentacja grała 'piach' już nikogo nie interesuje. Za chwilę będzie nowy selekcjoner, nowe nadzieje, nowy obiecany szklany dom, nowa wizja kolorowej i przyjaznej przyszłości. A jak się to skończy, to już wszyscy wiemy. Tak jak zawsze od 26 lat" - pisze w swym kolejnym felietonie Zbigniew Boniek.

Włosi chyba po raz ósmy z rzędu pokonali "La Grande Germania" w meczu o stawkę. To nie przypadek. Są inteligentniejsi, potrafią improwizować, zmieniać taktykę, przeszkadzać przeciwnikowi.
Niemcy to mocna drużyna, ale taktyka "cały czas naprzód" jest dobra na wielu, ale nie na Włochów.
Dziwna drużyna ci chłopcy z Półwyspu Apenińskiego. W pomocy nie ma żadnego teoretycznie defensywnego zawodnika. Specjalisty od przecięcia akcji, kopnięcia przeciwnika, typowego fachowcy od destrukcji. Na tej pozycji od lat we Włoszech gra Pirlo i robi to ciągle dobrze, używając zupełnie innych narzędzi niż konkurenci.
De Rossi jest także znakomity, a Marchisio i Mointolivo na pewno nie należą do pomocników, których można zdefiniować: "specjaliści od obrony".
Włoskie miasta już przygotowują się na wielki finał. Telebimy instaluje się na słynnych i dużych placach, improwizuje się fanzony, by wspólnie obejrzeć wielki mecz. Jednak nikt na razie nie oszalał ze szczęścia. Tutaj niestety trzeba wygrać, aby być kimś. Czy się to Włochom uda? Trudno powiedzieć. Siły są - według mnie - bardzo wyrównane. Na tym poziomie każdy potrafi zadać decydujący cios.
Gdy Hiszpania i Italia przygotowują się na niedzielną, ostatnią batalię, u nas jest już dawno wszystko posprzątane. Wywiady ze Smudą, który zapewniał, że wyjdziemy z grupy i że przebacza wszystkim którzy negatywnie są nastawieni do reprezentacji, jakie czytałem przed rozpoczęciem rozgrywek, wydają mi się tak odległe, jakby dzieliły mnie od nich lata świetlne.
Prezesowi związku ktoś mądrze podpowiedział, że trzeba szybko zatrzymać falę krytyki, która zaczynała sypać się na PZPN, a najlepszym wyjściem byłoby natychmiast podziękować Smudzie i zająć media problemem wyboru nowego selekcjonera. Tak też się stało. Haczyk połknęli wszyscy. Mamy zatem gorący okres spekulacji, analiz, kto pasuje, a kto nie na selekcjonera, za ile i z jaką koncepcją. Strzela się nazwiskami na prawo i lewo, chaos był i jest totalny, każdy ma swoje własne przemyślenia i o to przecież chodziło!
Normalnej, głębokiej analizy nie zrobił prawie nikt, a to, że nasza reprezentacja grała "piach" już nikogo nie interesuje. Za chwilę będzie nowy selekcjoner, nowe nadzieje, nowy obiecany szklany dom, nowa wizja kolorowej i przyjaznej przyszłości, a jak się to skończy, to już wszyscy wiemy. Tak jak zawsze od 26 lat.
Aby coś zmienić, to potrzeba nam piłkarzy, szkolenia, ciekawych rozgrywek już na poziomie dzieci i młodzieży. Wielkiej rywalizacji na najniższym już szczeblu, dobrych trenerów i wielu młodych adeptów, którym śni się po nocach, aby zostać wybitnym piłkarzem. Bo to oni za chwilę będą decydowali o sile naszej piłki i reprezentacji.
Póki co, musimy zadowolić się Obraniakiem. Gra on na jednej z najbardziej newralgicznych pozycji, od której zależy cała gra ofensywna drużyny. A co on pokazał? Aż żal go krytykować, ale tak słabego zawodnika na tej pozycji polska reprezentacja nie miała nigdy! To, co mnie najbardziej uderzyło, to kompletny brak powrotu po stracie piłki. Totalny brak zainteresowania, totalny brak chęci odebrania jej przeciwnikowi. Ma chłopak szczęście, że nie gra dzisiaj w reprezentacji obecny prezes PZPN-u.
Lato, oprócz tego, że jako piłkarz był fantastyczny (jako prezes jest "piach"), miał jeszcze jedną wielką zaletę - jak krzyknął: "Kur...! Wracaj!", to człowiek na boisku aż się trząsł ze strachu! Bo brzmiało to jak rozkaz. Pamiętam, jak wiele razy wracało się na "dopalaczach" słysząc latowy ryk: "Co stoisz! Do tyłu kur...!"
Obraniak, przy Lacie na boisku dostałby choroby nerwowej, stresu, bałby się grać i pewnie zakończyłoby się to szpitalem. Ale co będziemy dołować Ludovica, skoro inni podobno są jeszcze gorsi, a polska piłka zawodników o takich charakterystykach nie kształci już prawie w ogóle co najmniej od 15 lat. Może więc ktoś zrozumie, że potrzeba nam piłkarzy, szkolenia, wizji a nie kolejnych selekcjonerów. Ich los jest prawie zawsze taki sam. Wybitni, to są piłkarze i oni razem mogą stworzyć wielki zespół i wykreować trenera.
Nasz, polski sposób myślenia "dawać nowego, świeżego i będzie lepiej" jest tak samo naiwny, jak my wszyscy.
***
Zbigniew Boniek współpracuje z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!
Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje