Reklama

Reklama

​Wisła Kraków. Wiceprezes Bałaziński: 5,5 mln zł z transferów jest realne

- Są zapytania o naszych czterech zawodników i nie jest powiedziane, że latem jednego czy dwóch nie sprzedamy - zapowiada Maciej Bałaziński, wiceprezes Wisły Kraków.

Maciej Bałaziński, wiceprezes Wisły Kraków, spotkał się z dziennikarzami. Podczas rozmowy przedstawił sytuację finansową klubu, a także mówił:

O ewentualnych odejściach z Wisły:

- Jest kwiecień, a już mamy sygnały o zainteresowaniu naszymi czterema piłkarzami. Dwoma z nich już zimą było zainteresowanie, ale nie byliśmy chętni na sprzedaż. Jeśli jednak latem pojawią się konkretne oferty, to nie wykluczamy jednego - dwóch transferów, nawet podstawowych zawodników. 

Reklama

Zakładamy zysk z transferów na poziomie 5,5 mln złotych i jest to realne. To nie są jakieś zatrważające kwoty. Oczywiście, każdy chciałby mieć 18-latka, który strzelił 10 goli w Ekstraklasie i dlatego właśnie inwestujemy w akademię.

O zawodnikach pozyskanych zimą:

- To nie jest tak, że Davida Mawutora czy Souleymane Kone wzięliśmy na zasadzie: "a nuż się uda". Trener Peter Hyballa wymaga specyficznego profilu zawodnika. Tima Halla chcieliśmy od lata. Uważaliśmy, że ma odpowiednie predyspozycje, ale trener uznał inaczej [po kilku dniach Luksemburczyk rozwiązał kontrakt - przyp. red.]. Możemy więc prowadzić obserwacje, a na koniec trener i tak uzna, że potrzebuje kogoś innego. Dlatego musimy działać razem. 

Nie uważam, że transfer Mawutora jest złym ruchem. Z Podbeskidziem zagrał kiepsko, ale podczas wcześniejszych występów pomagał zespołowi. Jest silny i zdecydowany. Urosz Radaković przyszedł w ostatniej chwili, w związku z kontuzją Adiego Mehremicia, i jestem bardzo zadowolony, że udało się go pozyskać. Choćby ze względu na współpracę ze Slavią Praga, co w przyszłości może nam pomóc. Tam są fajni zawodnicy, na dobrym poziomie. 

Michal Frydrych przyjechał ze Slavii i od razu był gotowy do grania. Radaković podobnie. Co do Kone to jeszcze nie mieliśmy okazji, by mu się dobrze przyjrzeć, bo nie może przebić się do składu. Latem przyjdzie Alan Uryga i na pozycji stopera konkurencja będzie bardzo duża. Zastanowimy się, kto zostanie.

O tym, kto decyduje o transferach i czy zatrudniony będzie dyrektor sportowy:

- Nie wykonujemy żadnych transferów bez trenera. W grudniu nie miał dużo czasu, by ocenić Mateusza Młyńskiego. Musiał nam zaufać, że to fajny zawodnik... To nie jest tak, że transfery w Wiśle dokonywane są z minuty na minutę. Każdy transfer to godziny pracy różnych osób: od oglądania kandydata na boisku, po wywiad środowiskowy, a i tak czasem się nie udaje, co dzieje się na całym świecie. 

Wzmocnienie działu sportu miałoby na celu co innego - koordynację między akademią a pierwszym zespołem. Dziś w Wiśle zadania, które mógłby wykonywać dyrektor sportowy, realizuje sztab ludzi. 

W 2020 r. jeden transfer został oceniony negatywnie - wszyscy uważają, że nie udało się z Fatosem Becirajem. Ale jakby w debiucie strzelił bramkę, to ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Trener mówił wyraźnie, że Fatos świetnie trenował i dobrze wyglądał. Nie miał może szczupłej fizjonomii, ale budowa ciała była jak najbardziej profi. No nie wypaliło, tak się zdarza.

O tym, czy w przyszłym sezonie Felicio Brown Forbes będzie mógł zagrać przeciwko Rakowowi:

- Tak, w przyszłym sezonie może grać we wszystkich możliwych meczach. Jego transfer był dokonywany w październiku, a to rzadki przypadek. Wiedzieliśmy, że nasz atak nie działa, rozmawialiśmy z kilkoma napastnikami, ale mi Forbes pasował do tego, czego nam brakowało. Waleczny, zdecydowany napastnik, który może nie ma stuprocentowej skuteczności, ale bramki potrafi zdobywać. 

Z Rakowem umówiliśmy się, że w tym sezonie nie zagra przeciwko nim i mamy zamiar to szanować. Nie wykluczam jednak, że latem ktoś chętny do jego zakupu się zgłosi. Na całym świecie mają problemy z napastnikami.

Notował Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL