Wyjechał z Polski i grał w klubie Ronaldo. Polski siatkarz nie zamyka się na powrót do kadry
Grał w jednym klubie z Cristiano Ronaldo, w jego mieście odbywały się publiczne egzekucje i na pewien czas musiał się przyzwyczaić do treningów w środku nocy. Dawid Konarski, dwukrotny mistrz świata z reprezentacją Polski, w rozmowie z Interia Sport opowiada o siatkówce, sporcie, ale i życiu w Arabii Saudyjskiej. Mimo że w 2022 r. zakończył karierę w reprezentacji, zaskakuje też deklaracją na temat gry w kadrze. - Gdyby naprawdę był problem i nie będzie żadnych atakujących, z chęcią na kadrę przyjadę - zapewnia Konarski.

Damian Gołąb, Interia Sport: Za twoją nową drużyną, Al-Ahly, udany początek rywalizacji w lidze saudyjskiej. Ty sam też jesteś zadowolony z pierwszych spotkań?
Dawid Konarski, atakujący Al-Ahly, dwukrotny mistrz świata z reprezentacją Polski: Tak, ciężko nie być zadowolonym. Szczególnie biorąc pod uwagę mój start z poprzedniego sezonu, gdy dwa pierwsze spotkania przegraliśmy. Teraz jest dużo lepiej. Wygrane są cenne tym bardziej, że nie gramy tutaj fazy play-off. Przy ośmiu drużynach i 14 meczach w sezonie każde spotkanie dużo waży, każde potknięcie może się odbić na koniec ligi.
Poprzedni sezon był dość mocno rozciągnięty w czasie. Jak będzie tym razem?
- W tym roku wybrano nowy zarząd związku piłki siatkowej w Arabii Saudyjskiej, nowi ludzie wszystko układają od nowa pod względem organizacyjnym. Dużym plusem jest to, że za nami już Puchar Arabii, w zeszłym sezonie rozgrywany dopiero wiosną. Niestety moja drużyna zajęła w nim teraz drugie miejsce. Mamy na razie rozpisaną całą pierwszą rundę, gramy co tydzień do 3 stycznia, potem dostaniemy informację, co dalej. Pod względem organizacyjnym jest jednak dużo lepiej niż przed rokiem. Wtedy rozgrywaliśmy mecz i czekaliśmy, kiedy będziemy grać następny. Znienacka pojawiały się przerwy, nawet po dwa tygodnie. Teraz mamy wszystko rozpisane.
Przed rokiem trochę zaskoczyłeś kibiców kontraktem w Arabii Saudyjskiej. Co cię przekonało, by pozostać w tej lidze, choć przenosząc się z Al-Nassr do Al-Ahly?
- Czujemy się tu z rodziną bardzo dobrze. Zaaklimatyzowaliśmy się. W zeszłym roku pierwsze miesiące nie były łatwe, musiałem do wszystkiego przywyknąć. Jeszcze w trakcie tamtego sezonu dogadywałem przedłużenie umowy w Al-Nassr, ale pojawiły się tam jakieś problemy. Zastanawiano się, czy nie zamknąć sekcji siatkówki. A to działo się dość późno, ofert z innych krajów nie było już nie wiadomo ile. Stwierdziliśmy z rodziną, że dobrze się tu czujemy i warto zostać. Ja i małżonka jesteśmy trochę już zmęczeni przeprowadzkami. Na myśl o kolejnej moja żona dostaje białej gorączki, haha. Błyskawicznie pojawiła się oferta z innego klubu z Arabii Saudyjskiej, z Al-Ahly. Stworzyli tutaj naprawdę mocną ekipę, która pozwala realnie walczyć o mistrzostwo. Przenieśliśmy się do innego miasta, też nad Morzem Czerwonym - jesteśmy teraz w Dżeddzie.
Jakie wrażenie robi na tobie to miasto?
- Warunki mieszkaniowe i życiowe są jeszcze lepsze niż mieliśmy w Rijadzie. To była jednak stolica wielkiego królestwa, jeden wielki korek, mnóstwo betonu. Teraz mamy dużo więcej zieleni, morze pod nosem, cały czas fajną pogodę. To tylko plus. Po meczach, gdy jest dzień czy dwa wolnego, nie ma problemu, by podjechać sobie na plażę i odpocząć. Morze Czerwone cały czas jest cieplutkie.
Dawid Konarski o pieniądzach w Arabii Saudyjskiej. "Top PlusLigi płaci więcej"
Arabia Saudyjska kojarzy się teraz w sportowym świecie nie tylko z wysokimi temperaturami, ale przede wszystkim z ogromnymi kontraktami dla gwiazd piłki nożnej. Siatkarze pewnie aż tak obsypywani złotem nie są. Jak porównałbyś wysokość kontraktów dla obcokrajowców w Arabii do realiów z ligi polskiej, włoskiej czy tureckiej?
- Topowi zawodnicy w polskich klubach mogą teraz zarobić zdecydowanie więcej. W Turcji tak samo, trzy czy cztery kluby mają tam nielimitowane budżety. Podobnie jest w Japonii. Turcja, Japonia i top PlusLigi oraz ligi włoskiej na pewno płaci więcej niż Arabia Saudyjska. Ale patrząc z mojej perspektywy, są tu dobre pieniądze. Uznane marki mogą sobie pozwolić na jeden, dwa takie kontrakty. Reszta zespołów takich pieniędzy nie płaci. We Włoszech jest podobnie. Są może cztery kluby, które płacą bardzo dobrze, a potem jest przepaść. Przyjmujący z czwartego klubu ligi może zarobić 300 tys. euro, a w zespole z szóstego już 100 tys. euro - przy czym strzelam tu z kwotami. Ale taki to jest przeskok.
W PlusLidze czasami Asseco Resovia Rzeszów czy Aluron CMC Warta Zawiercie mogą zapłacić za jednego zawodnika dużo więcej, bo to są prywatne pieniądze. Właściciela ogranicza tylko własny pomysł na to, ile wydać pieniędzy. Natomiast kluby finansowane przez spółki skarbu państwa chyba trochę zeszły z budżetami.
Topowi zawodnicy w polskich klubach mogą teraz zarobić zdecydowanie więcej. W Turcji tak samo, trzy czy cztery kluby mają tam nielimitowane budżety. Podobnie jest w Japonii. Turcja, Japonia i top PlusLigi oraz ligi włoskiej na pewno płaci więcej niż Arabia Saudyjska.
Sporo mówiło się ostatnio na przykład o problemach finansowych JSW Jastrzębskiego Węgla.
- Z drugiej strony kontrakty poszły w górę, a te spółki skarbu państwa miały ustalone budżety. Tam nie jest tak łatwo podnieść go z 10 na 20 milionów złotych. Muszą więc oscylować wokół podobnych kwot. A kiedy na rynek wchodzi Bogdanka LUK Lublin i z prywatnym sponsorem może podpisać Wilfredo Leona poza budżetem, to wiadomo, że w klubach finansowanych przez spółki skarbu państwa nie da się tego zrobić. A kontrakty poszły w górę przez Turcję czy Japonię - kraje, które zaczęły ściągać najlepszych zawodników.
Podsumowując, Warta Zawiercie czy Resovia płacą więcej niż kluby z Arabii Saudyjskiej?
- Szóstkowym zawodnikom, topowym graczom zdecydowanie tak.
Przeniosłeś się do Al-Ahly, który jest najbardziej utytułowanym siatkarskim klubem w lidze saudyjskiej. Czy to, co zastałeś w klubie, jest podobne do warunków, jakie znałeś z Al-Nassr?
- Zmiana klubu przyniosła plus organizacyjny. W Al-Ahly mamy dostęp do odnowy biologicznej pierwszego zespołu piłkarzy, co w Al-Nassr nie było możliwe. Tam byliśmy odcięci od możliwości przebywania blisko pierwszego zespołu piłkarzy, pewnie przez liczbę gwiazd z Cristiano Ronaldo na czele. Tutaj jest inaczej. To detal, ale dość ważny, bo jacuzzi z zimną wodą, indywidualnymi ustawieniami, jest fajnym dodatkiem. Teraz otwierana jest nowa siłownia z najnowszym sprzętem. Tutaj, jak coś już robią, robią to dobrze. Trochę to trwa, często się przeciąga, ale warunki do treningów siatkarskich w nowym klubie są lepsze niż mieliśmy w Al-Nassr.
Nauczony doświadczeniem z poprzedniego klubu nie denerwujesz się już, gdy twoi koledzy spóźniają się na treningi?
- Dokładnie tak, to jedna z tych rzeczy, z którymi już się zetknąłem. Ale tutaj jednak cała drużyna jest bardziej profesjonalna. Na początku wszyscy pojawiali się 20-30 minut przed treningiem. Myślałem, że po tygodniu ten zapał zgaśnie, jest jednak duża grupa lokalnych zawodników, którzy cały czas przychodzą na treningi wcześniej. Ćwiczą z gumami, rolują się, rozciągają. W Polsce to może podstawy, ale tutaj nie we wszystkich klubach tak to wygląda. Widzę więc dużo większą profesjonalizację. Być może dlatego, że to naprawdę wielki klub, który chce wrócić do walki o mistrzostwo. Zrobił parę lokalnych transferów, a to w tej lidze bardzo ważne. Mamy wszystkie argumenty, by powalczyć o tytuł.
Ochroniarze Cristiano Ronaldo i treningi kibiców. Polski siatkarz wprost o realiach saudyjskich klubów
Jakim zainteresowaniem cieszy się liga siatkarska wśród saudyjskich kibiców?
- Największe zainteresowanie wywołują mecze z największymi markami, jak niedawno nasze spotkanie z Al-Nassr. Mieliśmy u siebie praktycznie pełną halę. Przyszedł zorganizowany klub kibica z drużyny piłkarskiej. Megafony, śpiewy przez cały mecz, cała hala żyła. Z tego, co wiem, Al-Ahly i Al-Ittihad, nasz derbowy rywal, mają największe rzesze fanów w Arabii Saudyjskiej. Na pozostałych meczach jest jednak garstka ludzi z klubu, jakaś młodzież, nasze rodziny i tyle - 20, 30 osób. Nowa federacja dokłada wszelkich starań, żeby wszystkie mecze były transmitowane w telewizji lub na kanale na YouTube. To będzie kolejny krok, by siatkówka z Arabii Saudyjskiej była bardziej dostępna dla kibica ze świata, bo z tym też jest problem. Na ostatnim Pucharze Arabii Saudyjskiej po raz pierwszy obowiązywał z kolei system challenge. Jest plan, by siatkówkę jeszcze bardziej wypromować.
Liga się więc rozwija, ale to chyba rozwój spokojny, stopniowy? Nie ma wiele wspólnego z wielkim skokiem, który zrobiła liga piłkarska? Tam wpompowano ogromne pieniądze i postawiono na sprowadzanie największych gwiazd.
- Następca tronu w Arabii Saudyjskiej nakazał, by rozwinąć sport, zaczynając od piłki nożnej. Stąd miliardy dolarów wpompowane w piłkę. Ale każdy klub jest wielosekcyjny, są tu zespoły koszykówki, piłki ręcznej. Starają się, by wszystko było na coraz wyższym poziomie. Z tego, co usłyszałem, największe zainteresowanie poza piłką nożną wzbudza jednak siatkówka. Stąd też ludzie starają się ją rozwijać, ale wszystko kręci się jednak wokół piłki nożnej. To jest główna drużyna i na nią idzie większość budżetu. Siatkarskie budżety też jednak idą w górę. Nad wszystkim czuwa ministerstwo, kluby składają tam sprawozdania, wszystko musi być rozliczone. Dlatego w topowych klubach płynność finansowa jest na tip-top, wszystko wypłaca się na czas.
Wspominałeś o obecności piłkarskich kibiców na najważniejszych meczach siatkówki. Podobno w Arabii Saudyjskiej bywa, że kibice też organizują sobie treningi w klubie.
- W nowym klubie jeszcze tego nie widziałem. Ale w Al-Nassr rzeczywiście zdarzyło się, że chwilę po naszym treningu kibice spotkali się w hali na trybunie i wspólnie trenowali jakąś nową piosenkę. Może tutaj w Al-Ahly już wszystkiego się nauczyli i nie trenują, haha. Jest tu jednak zorganizowana grupa kibiców, z wodzirejami, którzy pilnują, by wszyscy na stojąco śpiewali. To więc trochę sterowane, ale w kibicowskim klimacie, a nie przez spikera, który nie ma pojęcia o sporcie. Fajnie to wygląda. Może nie wszyscy znają zasady siatkówki, ale reakcje po ważniejszych punktach były bardzo żywiołowe. Były też gwizdy przy zagrywkach przeciwników. Wierzę, że z sezonu na sezon będą dopingować jeszcze bardziej świadomie.
Zamykając odniesienia do Al-Nassr: czy udało ci się spotkać największą gwiazdę tamtego klubu, czyli Cristiano Ronaldo?
- Na parkingu parę razy go widziałem, byliśmy jakieś 10 metrów od siebie, ale nie miałem parcia, by się z nim spotkać. Ciężko się zresztą do niego dostać, ma obok siebie dwóch ochroniarzy, jeden nie odstępuje go nawet na krok. Ronaldo to wielki profesjonalista, nie przyjeżdża do klubu chodzić i robić sobie zdjęcia, tylko przygotować się do treningu, wykonać swoją pracę. Byłem też na meczu piłkarzy, widziałem, jak bardzo ambitny to zawodnik. Teraz Al-Nassr radzi sobie w lidze fenomenalnie, więc jestem ciekaw, czy w końcu uda mu się coś wygrać w Arabii Saudyjskiej. Udało mi się też otrzymać dwie koszulki Ronaldo z podpisem. Fajna pamiątka od piłkarskiej ikony, która zapisała się w historii. Może dojdzie do tysiąca strzelonych bramek, to koszulka z jego podpisem będzie jeszcze cenniejsza.
Ciężko się zresztą do niego dostać, ma obok siebie dwóch ochroniarzy, jeden nie odstępuje go nawet na krok. Ronaldo to wielki profesjonalista, nie przyjeżdża do klubu chodzić i robić sobie zdjęcia, tylko przygotować się do treningu, wykonać swoją pracę
Tak zmienia się Arabia Saudyjska. "Rijad nie do poznania"
W poprzednim klubie, w Rijadzie, miałeś do pokonywania duże odległości, by dojechać na trening, nawet kilkadziesiąt kilometrów. W Dżeddzie wszystko jest bardziej skondensowane?
- Zdecydowanie tak. To duży plus, bo teraz jadę na trening 15 minut. Dżedda też momentami się korkuje, ale dużo łatwiej tu funkcjonować. Nie marnuję czasu na dojazd na treningi. Jedzie się tu szybko, fajnie. W mieście mieszka pięć milionów ludzi, jest centrum turystycznym - znajduje się niedaleko Mekki. Lądują tu więc samoloty z pielgrzymami, to dla muzułmanów miasto przesiadkowe. Dużo ludzi i narodowości, ale mniej tłoczno niż w Rijadzie. A plusem jest też pogoda. Niedawno temperatura pierwszy raz spadła w ciągu dnia poniżej 30 stopni, dotąd to się nie zdarzało.
W jednym z wywiadów opowiadałeś, że przepisy ruchu drogowego w Arabii Saudyjskiej pozostawiają duże pole do interpretacji. Udało ci się zakończyć pierwszy rok na saudyjskich drogach bez stłuczki?
- Tak, udało się. Na pewno trzeba być czujnym, choć znów - tutaj w Dżeddzie jest pod tym względem trochę lepiej, mniej pośpiechu. W Rijadzie są wielkie inwestycje, więc jest wielu pracowników z innych krajów. Każdy pędzi, jeżdżą tam dużo gorzej niż w Dżeddzie. Miałem stłuczkę przed sobą, były stłuczki obok i za mną, wszędzie wokół, ale sam czujność zachowywałem. Mam nadzieję, że dobrą passę bez stłuczki będę kontynuował także tutaj. Można tu też spotkać coś na kształt policji do korków ulicznych, która czasami zamyka jakiś zjazd lub wjazd do głównej ulicy, by rozładować korek. Nigdy nie wiadomo, jakie będzie natężenie ruchu - policja raz wpuszcza na daną drogę, a raz nie. Tego w Europie regularnie raczej się nie stosuje.
Ceny paliwa na stacjach na początku cię zdziwiły? Bo pod tym akurat względem w Arabii Saudyjskiej jest dużo taniej niż w Polsce.
- Tak, a w tym roku jest nawet o grosz taniej niż w zeszłym. Rial saudyjski ma kurs praktycznie taki sam, jak złotówka. W zeszłym roku tankowałem za 2,19, teraz za 2,18. Fajne jest to, że na każdej stacji benzynowej - czy w mieście, czy poza nim - ceny są takie same, nie tak jak u nas. Wszędzie zatankuję w tej samej cenie, nie będzie drożej dlatego, że jestem na autostradzie czy w kurorcie. Podobnie jest z wymianą walut. Czy na lotnisku, czy w kantorze, kurs wszędzie jest praktycznie taki sam. Czyli da się tak zrobić, by wszędzie były jednakowe ceny.
No tak, ale pytanie też, jakim kosztem. Nie wszystkie prawa człowieka są w Arabii Saudyjskiej przestrzegane, cały czas są organizowane publiczne egzekucje.
- Nie wiem, czy się od tego odchodzi, czy jest ich coraz mniej, ale o egzekucjach w Dżeddzie nie słyszałem. W Rijadzie moja żona rozmawiała z sąsiadką, która opowiadała, że to się jeszcze zdarza, ale już naprawdę rzadko. Osobiście tego oczywiście nie widziałem. Nie wiem, jak wygląda sytuacja w tym roku. Ciężko mi powiedzieć, czy są jakoś wielce łamane prawa człowieka. Moja wiedza jest zbyt mała, by się wypowiadać w tym temacie. Mogę tylko stwierdzić, że ten kraj naprawdę się rozwija przez bilionowe inwestycje w infrastrukturę. A także projekt następcy tronu "Saudi 2030", mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2034 r.
Lokalni zawodnicy opowiadali, że przez ostatnich pięć lat Rijad zmienił się nie do poznania. W kolejnych pięciu czy 10 zmieni się na pewno jeszcze bardziej. Widać tam żuraw na żurawiu, otwierają się nowe galerie, restauracje. Chcą przekształcić to państwo, by przybywało tu coraz więcej turystów. Dużo ludzi z różnych krajów przyjeżdża tu do pracy, mogą zarobić więcej niż u siebie.
Skoro zdecydowałeś się pozostać w Arabii Saudyjskiej, rozumiem, że żadnych problemów bezpieczeństwem w kraju nie miałeś?
- Naprawdę jest tu bezpiecznie, nic się nie dzieje. Pewnie też przez duże kary. Wracając do prowadzenia samochodu, ostatnio czytałem, że za przejechanie na pomarańczowym świetle będzie mandat w wysokości sześciu tysięcy złotych. To chyba dosyć solidna kara. Jazda po drogach wygląda więc coraz lepiej.
Co do bezpieczeństwa, nie słychać o kradzieżach czy dziwnych akcjach. Czujemy się z żoną bezpiecznie, wychodzi sama na spacer z synem. A w restauracjach spotykamy się z uprzejmością, pomocą. Już nieraz inne dzieci dawały naszemu synowi sok, słodycze czy zabawkę, którą mógł wziąć do domu. To miłe rzeczy, w Polsce chyba rzadko spotykane - albo ja nie miałem z nimi styczności. Takie gesty życzliwości wobec drugiego człowieka. Może dlatego, że jesteśmy wysokimi obcokrajowcami, różnimy się kolorem skóry? Tego nie wiem, ale na pewno to bardzo miłe, życzliwe.

Na czas ramadanu kraj się zatrzymuje. A siatkarze grają i trenują nocami
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jedne w Arabii Saudyjskiej już przeżyłeś. Czy w takim muzułmańskim kraju jest przestrzeń na choinki, jakiekolwiek dekoracje świąteczne znane z Polski i Europy, czy zupełnie tego nie ma?
- Ogólnie w kraju tego nie widać, ale można sobie zamówić przez internet choinkę. Do nas niedawno przyszła. Są już na niej bombki i lampki, czeka. Wszystko można sobie zorganizować. Ciężko jednak, by w kraju muzułmańskim święta Bożego Narodzenia były "reklamowane". Choć czasami jest śmiesznie, gdy zimą widać na kawiarni narysowany płatek śniegu - w mieście, w którym nigdy śnieg nie padał. My mamy choinkę, na święta małżonka pewnie zrobi jakąś rybę, zjemy na wigilię więcej potraw. Zadzwonimy do rodziny, włączymy jakieś kolędy i spędzimy święta w ciepłym klimacie. Fajnie byłoby przyjechać do Polski i spędzić święta rodzinnie, ale trzeba sobie radzić. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, tradycję można zachować, to zależy tylko od nas. I może w wigilię rano pójdziemy na basen.
W Arabii Saudyjskiej jest szansa, by dostać na wigilię karpia? Czy raczej będą u was królować ryby z Morza Czerwonego?
- Nie widziałem chyba w sklepach karpia. Ryb i owoców morza jest tutaj jednak bardzo dużo. Jakąś rybkę sobie znajdziemy. O karpia chyba będzie jednak ciężko. W zeszłym roku nie szukałem, w tym roku też jeszcze nie, ale zachęciłeś mnie i może sprawdzę, czy można tu go gdzieś dostać.
A jak w Arabii Saudyjskiej obchodzi się muzułmańskie święta? Byłeś świadkiem obchodów, których z Polski raczej nie znamy?
- Najbardziej celebrowany jest okres ramadanu. Trzy dni przed nim jest już wolne. Cały kraj staje i można odczuć, że wchodzi w święty okres. Trzy dni po zakończeniu ramadanu to również wielkie świętowanie, wspólne modlitwy na ulicach. Zatrzymuje się nawet świat sportu. W zeszłym roku w Al-Nassr mieliśmy trenera z Europy, który był zdziwiony, że mieliśmy tydzień do meczu, a w tym czasie trzy dni, w których nie można było trenować. Usłyszał, że teoretycznie może przyjść do hali, ale tam nikogo nie będzie i nikt tej hali mu nawet nie otworzy. Po prostu jest święto, czas wspólnej radości i odpoczynku.
W trakcie ramadanu rozgrywaliście mecze? Jak radzili sobie saudyjscy zawodnicy, którzy przecież wtedy poszczą i nie mogą pić nawet wody?
- W zeszłym rok w tym okresie rozgrywaliśmy trzy kolejki i nie było łatwo. Trenowaliśmy późno - o północy, czasami o pierwszej w nocy. Ciężko było mi się przestawić, musiałem się jednak dostosować. Słońce zachodziło dopiero o godz. 18. Po tym tutejsi mieszkańcy mają wspólną modlitwę, następnie muszą coś zjeść. A wiadomo, że jeśli nie jedli od rana, nie można organizować treningu zaraz po jedzeniu. Mecze też rozgrywaliśmy wtedy ok. godz. 22-23. Tylko ja wstawałem na śniadanie, które dostarczano mi do pokoju, bo nie można było jeść publicznie do zachodu słońca. Myślę, że chłopcy z zespołu są już jednak do tego przyzwyczajeni. Zresztą i tak chodzą spać ok. fodz. 2-3 nad ranem i nie widać po nich braku snu. Taka tu jest kultura, są przyzwyczajeni do życia nocnego.
Trenowaliśmy późno - o północy, czasami o pierwszej w nocy. Ciężko było mi się przestawić, musiałem się jednak dostosować.
Dla ciebie czas spędzany w Arabii Saudyjskiej jest też chyba okazją, by zobaczyć na żywo parę wielkich sportowych wydarzeń?
- W zeszłym roku byłem na finałach WTA z Igą Świątek, udało się też obejrzeć walkę Ołeksandra Usyka z Tysonem Furym. Tutaj dużo łatwiej niż w Europie dostać bilet na wielkie sportowe wydarzenia, jak Grand Prix Formuły 1. Gdyby taka walka bokserskich gigantów odbywała się na jakimś europejskim stadionie czy hali, zakup biletu w dniu wydarzenia byłby niemożliwy. Musiałbym odkupić je od jakiegoś konika za olbrzymie kwoty. A tutaj? W zeszłym roku wstałem o godz. 10, zobaczyłem, że wyścig jest o godz. 21, i stwierdziłem, że może kupię bilet. I mogłem to zrobić, w dodatku na trybunę główną, startową. Na innych torach wyścigowych to jest niemożliwe. Tydzień po Rijadzie był wyścig w Miami, gdzie ceny biletów na podobną trybunę sięgały 10 tysięcy dolarów. Przebitka była ogromna. Jeśli się uda, w przyszłym roku też skorzystam - wyścig jest akurat w Dżeddzie.
Dawid Konarski z jasną deklaracją w sprawie reprezentacji Polski. "Z chęcią przyjadę"
Wróćmy jeszcze na polskie podwórko. Dla ciebie reprezentacja to od paru sezonów temat zamknięty, ale jak oceniasz ostatni rok kadry Grbicia? Opinie o brązowym medalu MŚ były wręcz skrajne - od mocnego docenienia medalu do narzekania na brak najwyższej formy.
- Każdy medal trzeba docenić. Ale też otwarcie powiedzieć, że przy takiej drabince turniejowej od razu było widać, że na pierwszego poważnego przeciwnika trafimy w półfinale. Była nim reprezentacja Włoch i nie zagraliśmy najlepszego spotkania. Nie byliśmy w najlepszej formie, mieliśmy też dwa urazy - nie grał w tym meczu Bartek Kurek, Tomek Fornal miał problem z plecami. Brązowy medal był minimum, jakie musieliśmy zrobić. Z całym szacunkiem dla reprezentacji Czech, która zrobiła super wynik, w meczu o brąz nie trzeba było mieć wielkiego trenera na ławce, by go wygrać. Zrobiliśmy to po słabym spotkaniu półfinałowym i tyle. Nie ma euforii, ale z medalu trzeba się cieszyć. A potem wyciągnąć wnioski, dlaczego nie byliśmy w najwyższej formie i w najważniejszym momencie przytrafiły się urazy. To już praca dla sztabu i związku.
Na twojej pozycji nieubłaganie zbliża się czas po erze Bartosza Kurka - oby grał jak najdłużej, ale to kiedyś nastąpi. Uważasz, że pozycja atakującego jest w kadrze dobrze zabezpieczona? W ostatnim sezonie do reprezentacji mocno wszedł Kewin Sasak, byli próbowani młodsi zawodnicy.
- Jest jeszcze Maciek Muzaj, który również gra tutaj w Arabii Saudyjskiej.
Ale on powołania do kadry dawno nie dostał.
- To kwestia wyborów trenera. Kewin Sasak pokazał się z dobrej strony w Lidze Narodów. Później na mistrzostwach świata rola zmiennika chyba nie za bardzo mu służyła. Nie był jednak "dogrzewany" w trakcie turnieju. MŚ były strasznie powolne, z długimi przerwami, i rozumiem, że podstawowa szóstka musiała grać, by złapać rytm. Ale może potem, gdy musiał zastąpić Bartka Kurka, Kewinowi tego zabrakło. To jednak na pewno zawodnik z olbrzymim potencjałem, gra w aktualnym mistrzu Polski. Można się go spodziewać w następnym sezonie kadrowym.
Dużo mówi się o Alaksieju Nasewiczu, który trzyma ofensywę w Gdańsku. Ma 22 lata, jeszcze trochę faluje. Ma więcej dobrych meczów niż złych, ale zdarzają mu się dołki, gdy połapie trochę bloków. To kwestia do wyregulowania. Co dalej? Zobaczymy. Na igrzyskach w Paryżu był Bartek Bołądź, teraz trener postawił na Kewina. Nie wiem, kim jeszcze trener jest zainteresowany.
Wskazałeś Maćka Muzaja, z kolei z grą w kadrze pożegnał się już chyba Karol Butryn.
- Miałem okazję niedawno rozmawiać z Maćkiem. Poprzedni sezon w Japonii, dopóki grał, miał bardzo dobry. Myślę, że sportowo mógłby znaleźć się w orbicie zainteresowań trenera, aczkolwiek ten chyba widzi to trochę inaczej. W PGE Projekcie Warszawa zmiennikiem jest Bartosz Gomułka, ale nie widzimy go zbyt często na boisku. Dawid Dulski odbudowuje się we Francji po niezbyt udanym poprzednim sezonie i całkiem nieźle mu to idzie. Oby tak dalej, bo fizyczny potencjał ma spory i dalej jest młodym zawodnikiem. Na teraz jest Kewin Sasak, a także Aleks Nasewicz - do oglądania i sprawdzenia w meczu Ligi Narodów. Ciekawe, jak poradzi sobie z innym rozkładem piłek niż w klubie. Zobaczymy, to już trener musi się zastanawiać. Ja mam telefon włączony, jak będzie mnie chciał, to się jeszcze zastanowię, haha.
W takim razie trzeba podkreślić tę deklarację.
- Gdyby naprawdę był problem i nie będzie żadnych atakujących, z chęcią na kadrę przyjadę. Fizycznie czuję się dobrze, myślę, że jeszcze mógłbym parę punktów zdobyć. I to mimo że z perspektywy mainstreamu jestem na siatkarskim odludziu. Ale tutaj też trzeba grać w siatkówkę i trzymać poziom, bo bez tego szybko ci podziękują.
Gdyby naprawdę był problem i nie będzie żadnych atakujących, z chęcią na kadrę przyjadę. Fizycznie czuję się dobrze, myślę, że jeszcze mógłbym parę punktów zdobyć
Pewnie nie zdradzisz jeszcze swoich planów na kolejny sezon, ale czy można się spodziewać, że Dawid Konarski wcześniej czy później wróci do PlusLigi?
- Oj, nie wiem. Muszą być chęci z dwóch stron. Pewnie fajnie byłoby wrócić, ale cieszę się tym, gdzie jestem. A może uda się w przyszłości zahaczyć jeszcze o jakiś inny rynek. Syn ma dopiero trzy lata i dopóki nie trzeba planować jego stałego pobytu w szkole, wszystko jest otwarte. Na razie chyba nie robi mu różnicy, czy będzie się bawił w Arabii Saudyjskiej, Japonii, Chinach czy w Turcji. Jeśli ktoś w Polsce będzie chciał skorzystać z moich usług, na pewno to rozważę. Nie zamykam się, ale nie mam parcia, by wrócić do PlusLigi. Fajnie byłoby spiąć wszystko klamrą w Polsce, natomiast tę klamrę można dopiąć także w innym kraju. Byle nie za szybko.
Rozmawiał Damian Gołąb













