Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (0 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (0 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (0 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (0 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (0 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (0 pkt.)
  • 7 .Podbeskidzie B.-B. (0 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (0 pkt.)

Wisła Kraków. Maciej Żurawski: Wiśle nie wypada schodzić poniżej tego poziomu

Zrobili 10 transferów, zatrudnili trenera z Hiszpanii i… zaczęli wychodzić z dołka. Wisła Kraków odradza się w Ekstraklasie i realnie walczy o grę w pierwszej ósemce. - Potencjał został jeszcze bardziej zwiększony. Teraz nie wypada wręcz schodzić poniżej poziomu, na który weszli – twierdzi w rozmowie z Interią były napastnik Wisły Maciej Żurawski.

Adrianna Kmak, Interia: Był pan zaskoczony decyzją Wisły o zatrudnieniu Kiko Ramireza?

Reklama

Maciej Żurawski, były piłkarz Wisły, dwukrotny król strzelców Ekstraklasy: - W tamtym momencie myślałem, że zostanie para trenerska Kmiecik-Sobolewski. Każdy zespół ma jednak prawo do własnej filozofii. Z góry nie można było też skreślać trenera Ramireza, mimo że jego wcześniejszy dorobek nie był jakiś powalający. Jak pokazał czas, to wszystko w jakiś sposób zdało egzamin, bo Wisła jest w zwyżkowym momencie. Oby tak dalej.  Celem przede wszystkim jest teraz utrzymanie się w mistrzowskiej grupie, a po podziale punktów wszystko jest możliwe. Jeśli Wisła zostanie w ósemce, można się pokusić już o walkę o europejskie puchary.

Jak pan ocenia te dosyć mocne ruchy transferowe, jakie poczyniła Wisła w zimowym okienku? Pojawiło się sporo zawodników hiszpańskojęzycznych.

- Na pewno duże znaczenie ma tutaj osoba dyrektora sportowego, który jest związany z tym środowiskiem.

Manuel Junco.

- Dokładnie. Te ruchy na pewno było poczynione w konsultacji z trenerem. Jak na razie widać, że z dobrym skutkiem. Teraz doszła jeszcze dwójka zawodników z Kolumbii, która będzie dopiero miała szanse pokazać się na boiskach Ekstraklasy. Na razie zdążyli jedynie zagrać w meczu sparingowym. To kolejni piłkarze, którzy mają zrobić różnicę w zespole, jeśli chodzi o ten potencjał, który rzeczywiście Wisła ma teraz spory. Tych transferów było dużo, ale to dobrze. Kadra jest na tyle szeroka, że trener ma w kim wybierać przy ewentualnych absencjach zawodników z powodu kontuzji czy kartek.

Po zimowym okresie przygotowawczym jakiś zawodnik rzucił się panu szczególnie w oczy?

- W większości meczów prym wiedzie tak naprawdę ta stara gwardia Wisły. W wielu meczach Patryk Małecki był taką postacią, która napędzała drużynę w ofensywie. Rafał Boguski też dobrze grał. Zwłaszcza bramkami zaznaczał swoją obecność. Całą defensywę trzyma natomiast Arek Głowacki. Dobrze wkomponował się w zespół ten nowy obrońca z Hiszpanii.

Ivan Gonzalez.

- Tak. Z Arkiem tworzą naprawdę dobry duet.

Kiko Ramirez twierdzi, że ta stara gwardia przeżywa teraz w Wiśle drugą młodość.

- Dokładnie. Ja tutaj nie wspomniałem o Pawle Brożku, ale to jest zawodnik, którego zawsze stać na stworzenie sytuacji i zdobycie bramki. Tym, co mu w tym przeszkadza, główną rolę myślę, że odgrywają jakieś tam urazy i absencje w meczach. To na pewno nie pomaga w ustabilizowaniu wysokiej formy, ale to piłkarz, który zawsze jest bardzo niebezpieczny. Jego zawsze stać na to, żeby to swoje konto bramkowe powiększyć. Nie zapominajmy też, że cały czas wszyscy liczą, iż Semir Stilić odnajdzie dyspozycję sprzed odejścia z klubu. Był to piłkarz, jak nie najważniejszy, to przynajmniej ważny w szeregach Wisły, szczególnie jeśli chodzi o ofensywę. On miał dosyć długą przerwę i rozbrat z futbolem, jeśli chodzi o mecze, dlatego mu trochę tego czasu potrzeba. Jeśli dojdzie do swojej dyspozycji, będzie na pewno silnym punktem drużyny. Do końca sezonu myślę, że to wszystko powinno się u niego unormować.

Jak pan ocenia szanse Wisły w meczu z Lechem? "Kolejorz" w tym roku jeszcze nie przegrał. 

- Lech świetnie rozpoczął nowy rok. Te wyniki mogą robić wrażenie. W poznańskiej ekipie jest też wielu młodych zawodników. Widać, że to przede wszystkim poukładany zespół. Ci zawodnicy tworzą kolektyw, ale te ich mecze też pokazały, że są drużyną, która pozwala przeciwnikowi na stwarzanie sytuacji. Patrząc na Wisłę, będąc w tej dyspozycji w jakiej jest i grającą na własnym stadionie, nie stawiałabym Lecha jako faworyta.

To, że Wisła gra u siebie może mieć kluczowe znaczenie?

- Wisła jako gospodarz na pewno zdaje sobie sprawę z własnego potencjału. Ciężko tu jednoznacznie stwierdzić, kto ma większe szanse. Wiadomo, Lech jest w jakiś sposób na fali, ale jemu też przytrafiają się słabsze występy i okresy w meczu. Wisła na pewno zrobi wszystko, żeby już od pierwszej minuty pokazać, że to oni będą dyktować warunki gry.

Wisła ostatni raz wygrała przy Reymonta z Lechem w sierpniu 2015 roku, więc trochę na zwycięstwo u siebie z tym rywalem kibice czekają.

- Na pewno, ale to są tylko statystyki. Można się oczywiście nimi w jakiś sposób kierować, ale tak naprawdę to nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia. W głowach zawodników Wisły mogłoby to "siedzieć", gdyby z Lechem przegrywali regularnie od kilku lat. Natomiast tutaj takie rzeczy nie mają miejsca. To, że ostatnie zwycięstwo z Lechem u siebie było w 2015 roku, nie ma większego znaczenia. Ta wygrana może nadejść już w tym zbliżającym się meczu.

Myśli pan, że ten kryzys z początku sezonu Wisła zostawiła już definitywnie za sobą?

- Najważniejsze to się pozbierać po takich porażkach, wygrać spotkanie. To napędza, sprawia, że zaczyna się znowu wierzyć we własne umiejętności, że można wygrywać i się tym cieszyć. Myślę, że tutaj aż takiego wielkiego kryzysu nie będzie. Natomiast trzeba cały czas pracować nad formą i przede wszystkim starać się nie doprowadzać do takich sytuacji, że będzie można wejść na pochyłą drogę. Wiadomo, jak jest u nas w lidze. Wszystko jest dobrze, jak się wygrywa. Potem się przegra dwa mecze i nagle się robi sytuacja trudniejsza. Trudno jest potem znowu grać ze spokojem. Kiedy Wisła miała ten kryzys, nikt nie oczekiwał od niej gry np. w europejskich pucharach. Trudno wtedy o takich rzeczach mówić. Myśli się głównie o wydostaniu z dołka. To był cel, który został osiągnięty. Jak się udało już wejść do tej ósemki, trzeba pracować nad tym, żeby nawet na chwilę, z tej pozycji już niżej nie spaść.

Zawodnicy otwarcie mówili w czasie tego kryzysu, że ta drużyna ma potencjał na ósemkę, ale problem siedział w głowach. Myśli pan, że te zawirowania w klubie związane z odejściem Bogusława Cupiała mogły mieć duży wpływ na wyniki Wisły?

- Wszystkie takie małe rzeczy łączą się w jedną całość i mają negatywny wpływ na postawę zawodników. Można mówić, że trzeba to wszystko oddzielić w głowie, ale do końca tego się nigdy nie da zrobić. To już jest jednak za nimi. Powinni się skupić na tym, co jest teraz. Ten zespół nawet przed tymi zimowymi wzmocnieniami, to już była drużyna, która spokojnie mogła rywalizować w pierwszej ósemce. Ten potencjał został jeszcze bardziej zwiększony. Teraz nie wypada wręcz schodzić poniżej poziomu, na który weszli.

Co według pana jest teraz największą siłą Wisły?

- Różnorodność, jeśli chodzi o grę. To nie jest już taka gra, do której się kiedyś przyzwyczailiśmy, czyli tylko i wyłącznie krótkimi podaniami na jeden, dwa kontakty. Teraz do tego doszły inne elementy, jak gra dłuższym podaniem kierowanym od obrońców, przede wszystkim od dwójki środkowych obrońców, takim rozrzucającym na lewą, na prawą stronę, uruchamiającym bezpośrednio skrzydłowych czy napastników. Kiedyś tego było mało. Tych wariantów jest teraz dużo więcej. Przez to też przeciwnik ma większe problemy z rozszyfrowaniem tego, jak Wisła będzie przeciwko niemu grała.

Nie brakuje panu tej krakowskiej piłki w wykonaniu Wisły, z której słynęła?

- Każdy trener ma jakąś filozofię gry i widzi, jak chce, żeby jego zespół grał. Trener Ramirez ma taką filozofię. Jeśli ona jest skuteczna, nie powinno być powodów do zmartwień. Chodzi przede wszystkim o to, żeby wygrywać, zbierać punkty i realizować założone cele. Każdy by chciał, żeby Wisła grała, mówię tu w cudzysłowie, jak Barcelona. Za czasów Kazimierza Moskala drużyna grała bardzo często tymi krótkimi podaniami, ale to się nie przekładało na zwycięstwa. Tej gry było dużo, ale sytuacji do zdobycia bramki niewiele. To też nie jest do końca klucz, żeby wygrywać. Gra krótką piłką jest możliwa, ale czasami trzeba coś zmienić i zastosować inny wariant, czyli np. grę dłuższym podaniem. To też wielokrotnie zdawało egzamin.

Pokusi się pan o wytypowanie wyniku piątkowego meczu?

- Absolutnie nie.

A powie pan chociaż komu bardziej kibicuje? Serce chyba trochę rozdarte.

- Spotykają się dwa bardzo dobre zespoły. I w jednym i w drugim grałem. To były zupełnie inne etapy w moim życiu. Ja zawsze szanuję i Lecha i Wisłę. Na pewno czeka nas emocjonujące spotkanie.

Wybiera się pan na stadion?

- Nie wiem jeszcze, bo aktualnie nie przebywam w Krakowie. Zobaczymy. Oglądać na pewno będę. 

Rozmawiała: Adrianna Kmak

Początek meczu Wisła Kraków - Lech Poznań w piątek o godz. 20.30. Transmisja: Canal+ Sport. 

Ekstraklasa: wyniki, terminarz, strzelcy, gole


Dowiedz się więcej na temat: Wisła Kraków | Lech Poznań | Maciej Żurawski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje