Reklama

Reklama

Norweskie media: Kowalczyk zaimponowała niespożytą energią

Justyna Kowalczyk, zajmując drugie miejsce w narciarskim biegu na 30 kilometrów techniką dowolną w niedzielę podczas zawodów Pucharu Świata w Oslo, zaimponowała Norwegom "niespożytą energią".

Natomiast zwycięstwo Norweżki Therese Johaug określono jako "bieg na autopilocie".

Reklama

"Jestem bardzo zadowolona z tego biegu i mojego drugiego miejsca. Warunki były dzisiaj bardzo dobre, a zwłaszcza gorąca atmosfera stworzona przez publiczność. Tutaj na Holmenkollen zawsze się przyjemnie biega ze względu na wspaniały doping, a zwłaszcza dzisiaj, gdy było tu bardzo dużo Polaków" - powiedziała Kowalczyk po biegu.

Oceniając bieg Johaug stwierdziła: "Czy była dzisiaj mocna? To chyba było widać, w jakiej była dyspozycji".

Kowalczyk podczas konferencji prasowej podkreśliła, że decydując się na start w Oslo, jako swój cel określiła miejsce w pierwszej szóstce. "Okazało się, że był to bardzo dobry dzień, lepszy niż zakładałam. Zwłaszcza, że w "łyżwie" nie jestem w tym roku zbyt dobra. To był dzień Therese. 30 kilometrów techniką dowolną jest po prostu jej dystansem" - stwierdziła.

Kowalczyk była przyjmowana z honorami należnymi zwyciężczyni PŚ w punktacji generalnej i w studiu kanału telewizji NRK transmitującego zawody na mecie biegu była pierwszym gościem, przed Johaug.

"Jako zdobywczyni kolejnej Kryształowej Kuli czuję się po prostu świetnie i chyba nie ma co zbyt dużo mówić, jakie jest to uczucie. Wszyscy mnie o to pytają" - powiedział Kowalczyk.

Na pytanie norweskich dziennikarzy, czy zdobywając kolejny PŚ znacznie przed czasem, posiada jeszcze motywacje do rywalizacji, Polka odpowiedziała: "kocham narty i to co robię, więc na brak motywacji nie mogę narzekać".

Bieg Johaug dziennikarze ocenili jako "jazdę na autopilocie". Norweska biegaczka powiedziała, że bardzo dobrze przygotowała się taktycznie do biegu, który miał być dla niej powtórką jej zwycięstwa na tym samym dystansie przed dwoma laty podczas MŚ w Oslo.

"Założyłam sobie, że narzucę silne tempo przez pięć pierwszych kilometrów, a później zobaczę. Wyszło lepiej niż się spodziewałam i biegnąc samotnie, co bardzo lubię, koncentrowałam się na rytmie i technice. Dopiero po wjeździe na stadion, gdy dostałam do ręki norweską flagę, poczułam jak jestem zmęczona. Z trudem ją mogłam utrzymać do mety" - przyznała zwyciężczyni biegu.

Norwescy dziennikarze podkreślili z kolei "niespożyte siły" polskiej biegaczki. "Po siedmiu kilometrach Kowalczyk zaczęła, naszym zdaniem, wyraźnie sztywnieć i słabnąć, w efekcie Johaug jej uciekła. Byliśmy pewni, że Polkę zaraz dopadną pozostałe biegaczki i zakończy bieg na dalekim miejscu. W pewnym momencie odzyskała jednak siły i wygrała bardzo zdecydowanie z całą grupą pościgową" - powiedział ekspert od biegów narciarskich kanału telewizji TV2 Ernst A. Lersveen.

"Kowalczyk po prostu nam bardzo imponuje swoja niezniszczalnością. W tym sezonie startowała przecież najczęściej ze wszystkich rywalek, a w Oslo pokazała nam ponownie jaka jest silna. To wielka osobistość sportowa, która jest ważniejsza dla biegów narciarskich  niż nasz Petter Northug" - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | Therese Johaug | aleksander wierietielny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje