Reklama

Reklama

Formuła 1. Grzegorz Gac: A teraz Kanada!

W kalendarzu Formuły 1 można wyróżnić trzy fazy. Na początek mamy część zamorską, następnie od maja do września - europejską, a w końcówce sezonu, po Singapurze i Rosji kolejne wyścigi poza Starym Kontynentem. Wyjątkiem od tej logiki jest Grand Prix Kanady, które tradycyjnie odbywa się w czerwcu, stanowiąc wyłom w części europejskiej - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

Przez kilka sezonów, gdy w kalendarzu było Grand Prix USA na torze w Indianapolis, obydwa czerwcowe wyścigi odbywały się w sąsiadujących terminach, a cały cyrk podróżował za ocean na dwie rundy. Gdy jednak w kalendarzu zagościł Circuit of the Americas w Teksasie, Grand Prix USA otrzymało termin jesienny i tak jest do tej pory, a wyścig w Montrealu pozostał osamotniony w czerwcu.

Reklama

Montreal to drugie co do wielkości miasto Kanady. Jest dużym ośrodkiem gospodarczym i kulturalnym francuskojęzycznej części kraju, a nazwa miasta pochodzi od francuskiej nazwy Mont Royal czyli Królewska Góra.

Grand Prix Kanady odbywa się w Montrealu od 1978 roku, z przerwą w 1987 i 2009. Tor nosił z początku nazwę Circuit Ile Notre Dame, ale po tragicznej śmierci bohatera kanadyjskich kibiców Gillesa Villeneuve’a, nazwano obiekt jego nazwiskiem. Ciekawostką jest, że przez szereg lat wyścig odbywał się w terminie 24 h Le Mans i nie było to przypadkiem. Bernie Ecclestone nie ukrywał specjalnie, że nie zależało mu na tym, by kierowcy Formuły 1 rozdrabniali się, startując w jakichś innych wyścigach. W końcu ugiął się pod presją ze strony FIA i ACO (Automobile Club d’Ouest) czyli organizatora dobowego klasyka na Circuit de la Sarthe i dzięki temu Nico Hülkenberg mógł świętować wygraną w Le Mans w 2015 roku w kokpicie Porsche 919 Hybrid. 

Tor w Montrealu położony jest wyjątkowo malowniczo na wyspie na rzece Świętego Wawrzyńca. Obiekt o długości 4,36 km, liczący 14 zakrętów wpisany jest idealnie w kształt wyspy. Co  ciekawe, tor jest nie tylko otoczony wodą ze wszystkich stron, ale także w środku jego obwodu znajduje się niewielkie jezioro.

Po sześciu wygranych Mercedesa tylko najodważniejsi kibice mogą typować zwycięzcę niedzielnego wyścigu z grona kierowców innych, niż Hamilton i Bottas. Dwa najmocniejsze zespoły wymieniały uprzejmości przed Grand Prix Kanady. Zdaniem Toto Wolffa tor w Montrealu może wyjątkowo sprzyjać samochodom Ferrari, a pogląd ten podziela Max Verstappen. Z kolei Mattia Binotto mówi, że owszem, szykują w Scuderii pakiety poprawek, aby zmniejszyć dystans do Mercedesa, ale na pewno nie przyniosą one jeszcze oczekiwanego postępu w najbliższy weekend. I chyba ma rację...

Jednym ze smaczków niedzielnego wyścigu może być rywalizacja pomiędzy kierowcami Ferrari. Po dramacie Charlesa Leclerca w Monako, gdy ten nie zakwalifikował się do sesji Q2 po kardynalnym błędzie zespołu, w Scuderii iskrzy jeszcze bardziej, niż wcześniej. Można oczekiwać jakiegoś gestu ze strony zespołu, aby uspokoić nieco młodego kierowcę i jego otoczenie, aby zademonstrować, że jest on traktowany na równi z Vettelem. Tylko jak to zrobić, aby nie urazić czterokrotnego mistrza świata?

Najnowsze wiadomości o Robercie Kubicy!

Grand Prix Kanady to dla nas wyścig szczególny. To tutaj w 2007 roku Robert Kubica przeżył koszmarny wypadek, po którym przez wiele godzin nie byliśmy pewni jego losu, a rok później odniósł swoje jedyne zwycięstwo w Formule 1. W tym roku, po heroicznym powrocie Kubicy do ścigania na najwyższym poziomie nasze oczekiwania są o wiele skromniejsze.

Po stosunkowo niezłym w porównaniu z poprzednimi występami starcie w Monako liczymy jednak na kolejny krok naprzód i jeszcze lepszy wyścig Roberta Kubicy i Williamsa w Montrealu. Wszyscy poważni obserwatorzy Formuły 1, także ci zagraniczni dostrzegają progres. Czy Grand Prix Monaco było przełomem, czy tylko chwilowym przebłyskiem lepszej formy, okaże się właśnie w Montrealu. Już po pierwszych sesjach treningowych powinniśmy wiedzieć nieco więcej. Warto przypomnieć, że Kubica nie weźmie udziału w pierwszym treningu, gdy będzie zastąpiony przez Kanadyjczyka Nicholasa Latifi.

Grand Prix Kanady może być ważnym momentem dla oceny możliwości Roberta Kubicy i zespołu Williamsa w kolejnych wyścigach, wręcz na resztę sezonu. Wewnętrzne pojedynki z George’em Russelem nie są wprawdzie kluczowe z punktu widzenia zespołu, ale dla nas, dla polskich kibiców mają znaczenie. Kto nie chce, by Kubica wreszcie ukończył wyścig przed młodym Anglikiem, niech podniesie rękę. Lepszy wynik, dający choćby cień nadziei na przyszłość jest nam wszystkim bardzo potrzebny.

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | Grand Prix Kanady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje