Polska siatkarka zastąpiła legendę kadry. Wszystko już jasne, wielkie wyzwanie
Katarzyna Wenerska już w poprzednich sezonach udowodniła, że reprezentacja Polski siatkarek może na niej polegać. W tym sezonie niesie jednak na barkach większą odpowiedzialność - po rezygnacji Joanny Wołosz została podstawową rozgrywającą kadry. "Nie nakładam sobie dodatkowej presji, że coś muszę, bo teoretycznie jestem teraz jedynką. Po prostu staram się podchodzić do tego na luzie" - podkreśla Wenerska przed meczem Polska - Chiny w Lidze Narodów. O turnieju finałowym mówi jednak jasno: kadra chce zdobyć w Łodzi medal.

Polskie siatkarki dwa razy w historii kończyły Ligę Narodów na trzecim stopniu podium. Dwa lata temu ich sukces w Stanach Zjednoczonych był wielką niespodzianką i pierwszym krokiem w powrocie do światowej czołówki. Przed rokiem w Tajlandii potwierdzeniem statusu i dobrym znakiem przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu.
Tym razem finały Ligi Narodów wyrastają jednak na jeszcze ważniejszą imprezę - i to mimo że za miesiąc "Biało-Czerwone" wystąpią w mistrzostwach świata. Polki mają jednak szansę na sukces przed własną publicznością w Łodzi, w hali wypełnionej wspierającymi je kibicami.
"Chciałybyśmy zdobyć medal przy własnej publiczności. Dawno już czegoś takiego nie było. W kwalifikacjach olimpijskich medali nie rozdawali, chociaż dla mnie ona była ważniejsza niż medal" - podkreśla Katarzyna Wenerska.
Wieści z polskiej kadry na godziny przed hitem. "Od tego wszystko zależy"
Katarzyna Wenerska w nowej roli. Stawia sprawę jasno. "Nie nakładam dodatkowej presji"
Rozgrywająca reprezentacji Polski nawiązuje do poprzedniego wielkiego turnieju z udziałem siatkarek w Łodzi, gdy przed dwoma laty wywalczyły sobie tutaj przepustki na igrzyska. Wówczas, po świetnych występach w Lidze Narodów, Wenerska ustąpiła miejsca w składzie wracającej do kadry po kontuzji Joannie Wołosz, ale również miała swój udział w tym sukcesie.
W kolejnym sezonie wspierała kapitan reprezentacji z perspektywy rezerwowej. W tym roku jednak jej rola w drużynie się zmieniła. Została podstawową rozgrywającą po tym, jak Wołosz, najbardziej utytułowana polska siatkarka, zdecydowała się zrezygnować z występów w kadrze po igrzyskach.
"Odnajduję się dobrze. Sportowo były małe kryzysy i forma trochę faluje, ale patrząc pod względem zmian - niby jestem jedynką, ale ja tak tego nie odczuwam. Ala Grabka też fajnie odnajduje się w swojej roli, dobrze się uzupełniamy" - podkreśla Wenerska.
Trener Stefano Lavarini jasno postawił na nią w podstawowej szóstce kadry - może nie deklaracjami, bo takich unikał, ale decyzjami na boisku. 32-letnia zawodniczka dała zresztą ku temu powody nie tylko w kadrze, ale i w klubie. Ma za sobą udany sezon w DevelopResie Rzeszów, z którym po serii srebrnych medali w końcu sięgnęła po mistrzostwo Polski.
Teraz Wenerska będzie reżyserką gry "Biało-Czerwonych" w najważniejszym jak dotąd momencie sezonu. Na pytanie wysłannika Interia Sport o odpowiedzialność w nowej roli, siatkarka podkreśla, że nie zamierza dodatkowo obciążać się takimi myślami.
"Asia to jedna z najlepszych rozgrywających na świecie, bardzo dużo wnosiła do zespołu. My, jako rozgrywające, musimy się odnaleźć w nowej roli. Walczymy, myślę, że rywalizacja jest otwarta. Gdyby Marlena Kowalewska była w pełni zdrowa, pewnie byłaby jeszcze większa. Odpowiedzialność? Tak do tego nie podchodzę. Na każdym treningu i meczu staram się dawać z siebie maksa. Nie nakładam sobie dodatkowej presji, że coś muszę, bo teoretycznie jestem teraz jedynką. Po prostu staram się podchodzić do tego na luzie. Wiadomo, że w głowie pojawiają się różne myśli, ale staram się je od razu odrzucać. Mam wsparcie w dziewczynach i w sztabie" - opisuje Wenerska.
Polska - Chiny w Lidze Narodów siatkarek. Nie ma miejsca na błąd. "Mam ciarki"
By spełnić marzenia w Łodzi, polskie siatkarki muszą przede wszystkim zwyciężyć w dzisiejszym ćwierćfinale Polska - Chiny. To od tego meczu zależy, czy kibice będą mogli do końca turnieju emocjonować się występami gospodyń i obejrzeć je w niedzielę w walce o złoty lub brązowy medal.
Kiedy przed dwoma laty drużyna Lavariniego walczyła w Łodzi o kwalifikację olimpijską, było inaczej - turniej był rozgrywany w systemie "każdy z każdym" i jedna porażka jeszcze wszystkiego nie przekreślała. Tym razem nie ma miejsca na błąd. "Biało-Czerwone" podchodzą jednak do rywalizacji z dużym optymizmem i liczą na wsparcie publiczności.
"Już się nie mogę doczekać. Dzień przed meczem strasznie się dłużył. Mam ciarki na samą myśl, że zagramy w dużej hali, mam nadzieję przy pełnej publiczności. Nasi kibice są najlepsi, tutaj gra się naprawdę fajnie i liczę, że to nas poniesie" - zapowiada Wenerska.
Mecz Polska - Chiny dziś o godz. 20. Wcześniej na boisku pojawią się reprezentacje USA i Włoch. To właśnie zwycięzca tego meczu będzie potencjalnym rywalem drużyny Lavariniego w półfinale.
Z Łodzi Damian Gołąb
Dwie gwiazdy kadry dzielą się grą. Polska siatkarka jasno ocenia. "Trener zawsze trafił"











![Walka o finał Wimbledonu na najwyższym poziomie "Kapitalna wymiana" [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1B6F7AUGO294-C401.webp)
![Mundial: Norwegia - Anglia. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N17NWB71II3TY-C401.webp)