Reklama

Reklama

Boks. Zmarł Jimmy Thunder

Jimmy Thunder (35-14, 28 KO) w połowie lat 90. ubiegłego wieku należał do szerokiej czołówki wagi ciężkiej. Nie grzeszył może techniką, za to bił jak koń i potrafił też przyjąć mocny cios. Zmarł dziesięć dni po swoich 54. urodzinach. Był autorem najszybszego nokautu w historii.

Lekarze wykryli guza na mózgu byłego wojownika. W czwartek nad ranem zmarł po operacji w szpitalu w Auckland.

James Senio Peau - tak naprawdę nazywał się Nowozelandczyk, a w zasadzie Samoańczyk Jimmy Thunder. Co ciekawe, był kuzynem sławnego Dwayne'a "The Rock" Johnsona. Pod koniec stycznia 1999 roku miał zmierzyć się z Andrzejem Gołotą na antenie stacji HBO, jednak na samym finiszu przygotowań doznał kontuzji i ostatecznie naprzeciw Andrzeja stanął Jesse Ferguson.

Thunder wypłynął niespodziewanie na szersze wody w 1986 roku, zdobywając złoty medal Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej. W finale efektownie i ciężko znokautował dużo bardziej doświadczonego Douglasa Younga. Trafił prawym sierpowym, poprawił prawym podbródkiem i było po wszystkim.

Reklama

Jako zawodowiec pokonał na przykład trzech byłych mistrzów świata wagi ciężkiej - Tima Witherspoona, Tony'ego Tubbsa oraz Trevora Berbicka. Dopiero porażka niejednogłośną decyzją sędziów z przyszłym mistrzem Johnem Ruizem, zatrzymała poważną karierę Thundera. Z sześciu ostatnich walk w karierze przegrał pięć. Rękawice na kołku zawiesił pod koniec 2002 roku. W swojej karierze sięgał po pasy mniej prestiżowych federacji IBO i WBF.

Z osobą tego wojownika na zawsze będzie związany rekord z najszybszym nokautem w historii. Bo to właśnie Jimmy Thunder piastuje ten rekord i raczej nikt mu go nie odbierze. Crawford Grimsley (20-1), który wcześniej wytrzymał pełny dystans z Georgem Foremanem, padł niczym rażony prądem już po pierwszym ciosie Thundera.

Dowiedz się więcej na temat: boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje