Szykują się zmiany w Pucharze Polski? Wszystko przez rosnącą Ekstraklasę
Nie jest wykluczone, że kolejne rozgrywki Pucharu Polski odbędą się w nieco innej formule, niż ta znana od lat. Dyskusję - która być może doprowadzi do zmian regulaminu, choć równie dobrze może z niej wyjść, by zostawić wszystko, jak jest - w pewnym sensie wymusiło rosnące znaczenie Ekstraklasy na arenie europejskiej, udział pięciu polskich zespołów w rozgrywkach europejskich i fakt, że w przypadku awansu na 12. miejsce w rankingu UEFA zwycięzca krajowego pucharu z pewnością zagra w głównej fazie europejskich pucharów.

Przez fakt, jak wyglądają wczesne rundy Pucharu Polski, jego prestiż jest tematem od lat. Przy frekwencyjnej eksplozji na polskich stadionach i nieustannie rosnącemu zainteresowaniu meczami Ekstraklasy i 1. ligi, mecze pucharowe wyglądają nieco jak ubogi krewny. W wielu przypadkach wiążą się z pustymi trybunami, co z kolei wynika z terminów spotkań - Śląsk Wrocław swój mecz grał w tym tygodniu we wtorek o 13:30. Wisła Kraków - w środę o 13. Lech Poznań - w czwartek o 12. Bilety na mecz Miedź Legnica - Jagiellonia Białystok można było nabyć do ostatniej chwili, bo nawet przyjazd czołowego klubu Ekstraklasy nie wygra u kibica I-ligowca z problemem logistycznym, jakim jest wizyta na stadionie wczesnym popołudniem w środku tygodnia.
Granie Pucharu Polski w weekend nie jest możliwe. Dlaczego?
Jakub Kwiatkowski, szef TVP Sport, nadawcy rozgrywek: - Zgodnie z umową musimy w tej rundzie pokazać dziewięć meczów w trzy dni. Niektóre stadiony nie mają oświetlenia, więc nie da się tego rozegrać w inny sposób.
Nie jest to nic odkrywczego, bo Puchar Polski i prawa rządzące transmisjami, są znane od lat. A gdyby tak rozgrywać te mecze w weekend, wzorem Anglii? Wolnych terminów nie ma, jednak - czysto teoretycznie - da się przecież kolejkę ligową podmienić z pucharową. Ekstraklasa siłą rozpędu (a także faktem, że na sezon składają się aż 34 kolejki) sobie poradzi, a Puchar tylko by zyskał.
Jeszcze raz Jakub Kwiatkowski: - Z naszej strony nie byłoby większego problemu, bo weekend byłby wtedy zwolniony z grania w 1. lidze, do której też mamy prawa. Żebyśmy wywiązali się z umowy, i tak trzeba by dzień pucharowy zacząć bardzo wcześnie, ale Ekstraklasa pierwsze mecze w weekend również gra w okolicach południa. Dla nas byłoby to być może nawet korzystniejsze i oglądalność byłaby wyższa, ale my w tej sprawie nie decydujemy - to musiałoby zapaść na poziomie PZPN-u i Ekstraklasy. Ja jestem świadomy, że zawsze jest kłopot z terminami.
W PZPN słyszymy, że chętnie przygarnęliby pomysł z Pucharem Polskim granym w weekend, ale też nie wierzą, by to było możliwe. Kierują z tą sprawą do Ekstraklasy, gdzie słyszymy jasno: dodatkowe terminy w weekend są nierealne, bo ich po prostu w kalendarzu nie ma, a podmianka terminów pucharowych z tymi weekendowymi z Ekstraklasy również nie wchodzi z grę.
- W sytuacji, gdy gramy tak wiele rund kwalifikacyjnych w wakacje oraz mamy przerwę zimową (mimo iż skrócona, nadal trwa 50 dni) musimy zacząć ligę wcześniej. Nie mamy tego luksusu jak Niemcy i Anglicy, którzy z przyczyn pogodowych mają do dyspozycji co najmniej 6 weekendów więcej. Dodatkowo granie późniejszych etapów w weekendy wiązałoby się z zablokowaniem całej ligi. Co w weekend miałyby robić kluby, które już nie grają w Pucharze Polski? Na poziomie ćwierćfinałów byłoby to co najmniej dziesięć drużyn. W półfinałach: co najmniej czternaście - rozwiewa wątpliwości Marcin Stefański, dyrektor operacyjny w Ekstraklasa SA.
Jednocześnie okazuje się, że to wcale nie oznacza, że żadne zmiany nie są możliwe.
- Myślę, że w związku ze zmianą od 2026 roku terminów FIFA dla reprezentacji, mecze 1. rundy Pucharu, gdzie grają np. wszyscy zdobywcy wojewódzkich Pucharów Polski, będą mogły być rozegrane na początku września, zamiast jak do tej pory prawie miesiąc później. Jest wtedy i lepsza pogoda i po prostu dłuższy dzień, więc nawet tam, gdzie nie ma świateł, będzie można zagrać po 17, zamiast w samo południe - dodał Stefański.
Puchar Polski. Będzie dyskusja o rozstawieniach i gospodarzach
W ostatnich sezonach Polska zanotowała gigantyczny skok w rankingu krajowym UEFA. Jeszcze trzy lata temu kręciliśmy się w dolnych okolicach trzeciej dziesiątki, tymczasem obecne rozgrywki niemal na pewno zakończymy w czołowej dwunastce - przy obecnym układzie sił w europejskich pucharach trudniejsze będzie spadnięcie z niej, niż utrzymanie aktualnej, 12. pozycji (abstrahując, że wciąż otwarta jest droga nawet do dziesiątki). Jest to miejsce gwarantujące pewną przepustkę do fazy ligowej rozgrywek UEFA zdobywcy krajowego pucharu - drużyna, która w maju wywalczy trofeum, europejskie zmagania zacznie od ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy. Zwycięstwo w jedynym eliminacyjnym dwumeczu będzie oznaczać awans, porażka - grę w Lidze Konferencji. - Z tego powodu musimy zastanowić się, w jaki sposób możemy stworzyć zdobywcy Pucharu Polski jak najkorzystniejsze środowisko - mówi Stefański.
Sprawa będzie poruszana w nowopowstałej Komisji Piłki Profesjonalnej, w składzie której znaleźli się również przedstawiciele piłki klubowej - między innymi Karol Klimczak, Marcin Janicki, Wojciech Cygan, Tomasz Lisiński, Wojciech Pertkiewicz, Seweryn Siemianowski, Sławomir Stempniewski, Michał Rydz, Piotr Sadczuk czy Tan Kesler. Dyskusja może doprowadzić do konkluzji, że aktualny system rozgrywek Pucharu Polski jest optymalny, jednak jest zapotrzebowanie na dialog w tym temacie. A z niego może zrodzić się potrzeba zmian.
Rozwiązania mogą być różne - słyszymy choćby o pomyśle znanym z niemieckich boisk, gdzie gospodarzami I rundy są kluby z niższych szczebli drabinek ligowych, ale później gospodarzy każdorazowo wskazuje już losowanie. Słyszymy również, że przedmiotem dyskusji miałaby być kwestia rozstawień - aktualnie nie ma żadnych i nic nie stoi na przeszkodzie, by w tej samej rundzie Pucharu Polski grały Zawisza Bydgoszcz z GKS-em Wikielec oraz Legia Warszawa z Pogonią Szczecin. Przy rozstawieniach by się to zmieniło. Decyzje zapadną wiosną 2026 roku.
Ostateczna decyzja będzie w rękach PZPN-u. Nic w tej sprawie nie jest na dziś przesądzone, tym bardziej, że trudno jednoznacznie wskazać idealne rozwiązanie. Pierwszy raz od lat tak istotne zmiany wyglądają jednak na możliwe do przeprowadzenia.












