Polacy oszaleli na jego punkcie. O religii mówi bardzo stanowczo. "Nie dyskutuję"
W latach 90. Marek Citko był jednym z najpopularniejszych polskich sportowców. Rozpoznawalność na cały kraj przyniosły mu gole w Lidze Mistrzów oraz legendarne już trafienie na Wembley w starciu z Anglią. Citko był jednym z pierwszych piłkarzy otwarcie wyrażających swoje zdanie na temat religii. Wielokrotnie w rozmowach z mediami podkreślał wpływ wiary na jego życie prywatne oraz zawodowe.

Lata 90. XX wieku polscy kibice piłkarscy do dzisiaj wspominają jako "czarny okres". Po sukcesach z wcześniejszych dekad nagle przyszła posucha - od 1986 roku nasza reprezentacja nie potrafiła awansować na turniej mistrzowski. Promyczek nadziei dało złoto olimpijskie z Barcelony wywalczone w 1992 roku przez młodych piłkarzy prowadzonych przez Janusza Wójcika. Przełom jednak nie następował, a polscy kibice spragnieni prawdziwych idoli długo obchodzili się smakiem.
Sytuacja ta uległa znaczącej zmianie jesienią 1996 roku, gdy cała Polska oszalała na punkcie utalentowanego, lecz na pierwszy rzut oka szalenie niepozornego napastnika. Marek Citko po latach odbierania piłkarskiej edukacji w rodzinnym Białymstoku trafił do Widzewa Łódź, który dał mu możliwość gry w Lidze Mistrzów.
Popularność Citki rosła z tygodnia na tydzień. Najpierw był gol strzelony Borussii Dortmund, a dwa tygodnie później widowiskowe trafienie z połowy boiska w potyczce z Atletico Madryt. Wszystko to podkreślił legendarny już gol na Wembley w spotkaniu eliminacyjnym z reprezentacją Anglii. Kadra Antoniego Piechniczka po tym trafieniu wyszła na prowadzenie.
"Citkomania" wybuchła na dobre. Wszystko przerwał dramatyczny uraz
Co jest znamienne dla tamtych czasów, każda z tych bramek Citki nie przyniosła jego drużynom nawet remisu. Widzew z BVB przegrał 1:2, a z Atletico aż 1:4. "Biało-Czerwoni" na Wembley nie utrzymali przewagi i ostatecznie przegrali 1:2. Polacy jednak zakochali się w Citce, który na boisku przejawiał luz i pokazywał, że zawodnicy z naszego kraju są w stanie rywalizować na równi z gwiazdami europejskiego formatu. Epicentrum "Citkomanii", którą zdaniem wielu przebijała jedynie "Małyszomania" stanowił plebiscyt na Sportowca 1996 roku. Napastnik Widzewa Łódź wygrał go w cuglach, pokonując m.in. złotych medalistów z niedawnych Igrzysk Olimpijskich w Atlancie.
Wielkiej zagranicznej kariery jednak nie było. Citko tuż przed zapowiadanym transferem do Blackburn Rovers (wówczas potęga angielskiego futbolu) zerwał ścięgno Achillesa, co zabrało mu aż 16 miesięcy gry. Po takim urazie już nigdy nie nawiązał do dawnych czasów, a nasz kraj opuszczał jedynie na krótkie epizody gry w Izraelu oraz Szwajcarii. Ostatniego gola na boiskach Ekstraklasy strzelił w 2005 roku jako piłkarz Polonii Warszawa.
Citko po zakończeniu kariery pozostał blisko piłki, zajmując się reprezentowaniem poszczególnych zawodników. Wraz z Jakubem Meresińskim w pewnym momencie przez bardzo krótki czas zarządzali Wisłą Kraków. Citko ponadto był radnym Sejmiku Województwa Podlaskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.
Marek Citko w sprawie religii jest nieprzejednany. "Nie dyskutuję z dekalogiem"
Citko jeszcze będąc na szczycie, zwracał uwagę kibiców z jednego powodu. Był on wówczas jednym z nielicznych zawodników jasno deklarujących swoją głęboką wiarę w Boga. Zaznaczał to wielokrotnie w rozmowach z mediami zarówno podczas zawodowej gry w piłkę, jak i po piłkarskiej karierze.
Były napastnik nie ukrywał, że jego głęboka wiara kształtowała się z czasem, a przywiązanie do religii wywierało ogromny wpływ na jego życie. To właśnie temu zawdzięcza m.in. wyleczenie się z uzależnienia od hazardu. Do Boga odwoływał się w najtrudniejszych momentach życia. Jak sam opowiedział w rozmowie z WP SportoweFakty wraz z żoną usłyszeli dramatyczną diagnozę w sprawie zdrowia ich jeszcze nienarodzonego syna.
- Okazało się, że syn ma wadę serca - HLHS, że ma tylko pół serca. Żona usłyszała to pierwsza, gdzieś w 3-4 miesiącu ciąży, mnie wtedy nie było w kraju. Lekarz przekonywał, że nie warto się tak męczyć, że jesteśmy młodzi, że może nie przeżyć, albo będzie rośliną itd. Jestem człowiekiem wierzącym, powiedziałem, że nie ma takiej możliwości - podzielił się szczegółami z prywatnego życia Citko.
Syn Citki uporał się z problemami zdrowotnymi, a jedynie nie może zawodowo uprawiać sportu. Sam piłkarz w wyżej wymienionej rozmowie wspomniał, że taki stan rzeczy zawdzięcza codziennej modlitwie oraz chirurgowi Edwardowi Malcowi, który operował jego dziecko.
Podczas wywiadu z "Naszym Dziennikiem" były reprezentant Polski ponownie podzielił się swoim świadectwem, a zapytany o dopuszczalność dokonywania "aborcji eugenicznej" w naszym kraju nie miał najmniejszych wątpliwości.
Nie dyskutuję z Dekalogiem, w którym jest jasno napisane: „Nie zabijaj”. Pan Bóg jest Panem życia i śmierci. Nie ma „ale”, jestem przeciw aborcji. Dla człowieka wierzącego prawo Boże powinno być na pierwszym miejscu.
Zobacz również:













