Reklama

Reklama

Biathlon nie wojskowy

Podczas gdy trener Paulo Sousa próbuje nauczyć się prawidłowej wymowy nazwisk polskich piłkarzy a ci przy trzaskających mrozach biegają po polskich i niepolskich boiskach, w słoweńskiej Pokljuce wystartowały biathlonowe mistrzostwa świata. Paralela teoretycznie żadna, bo futbol to światowa religia, a biathlon to jakieś dalekie peryferia współczesnego sportu, więc po co zawracać głowę Szanownemu Czytelnikowi. Ano dlatego, że czasami trzeba sobie zdać sprawę, iż poza futbolem jest parę ważnych dziedzin sportowego życia, które często ważą o naszym bezpieczeństwie - specjalnie dla Interii pisze dyrektor Polsatu Sport, Marian Kmita.

Zapewne nie każdy z futbolowych fanów wie, że współczesny biathlon to sport wywodzący się historycznie od tzw. wojskowego biegu patrolowego ze strzelaniem. W dwudziestoleciu międzywojennym mieliśmy nawet okazję gościć w Zakopanem w nieoficjalnych zawodach kilka europejskich reprezentacji przy MŚ FIS w 1929 i 1939 roku. Te drugie, rozgrywane na pół roku przed wybuchem II wojny światowej, miały wyraźny podtekst polityczny. Wystartowało w nich siedem reprezentacji, a wśród nich patrol  wystawiony przez hitlerowskie Niemcy. Relacje polityczne pomiędzy naszymi krajami, jak pamiętamy z historii, były już mocno napięte i wobec zwycięstwa Niemców, obserwujący zmagania żołnierzy Wojska Polskiego z rywalami, Prezydent RP Ignacy Mościcki nie mógł być zadowolony z trzeciego miejsca naszego patrolu. To symbolicznie zwiastowało kłopoty, które wkrótce miały rzeczywiście nadejść.

Reklama

Po wojnie wojskowy bieg patrolowy przekształcił się w biathlon, zimową konkurencje, w której nawet i my mieliśmy sukcesy ze srebrem Tomasza Sikory na IO w Turynie i wicemistrzostwem świata Weroniki Nowakowskiej z 2015 roku na czele. Nawet ostatnio,  na mistrzostwach Europy w Dusznikach Zdroju Monika Hojnisz-Staręga i Kamila Żuk, w tle konferencji prasowej nowego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski,  zdobyły po cichu złote medale. Ktoś mógłby pomyśleć, no niezłych żołnierzy ma to nasze polskie wojsko. Nic bardziej mylnego. W odróżnieniu, nie tylko od Niemiec, Francji czy Włoch, ale i Białorusi, i Ukrainy, procent zatrudnionych na etacie w Wojsku Polskim  zawodników biatlonu jest znikomy. Na 405 licencjonowanych zawodników, startujących w 28 klubach zaledwie 8 (słownie: ośmiu) to etatowi żołnierze Wojska Polskiego. Ba, nawet wspomniany wyżej Tomasz Sikora i Weronika Nowakowska nie byli żołnierzami WP.  Nikt ich nie potrzebował w służbie czynnej. Czy z ich doświadczenia korzysta dzisiaj, tak jak w innych krajach, polskie wojsko, straż graniczna lub policja? Nie, oboje komentują transmisje z zawodów w biathlonie w stacjach telewizyjnych. Widać mamy w służbach mundurowych lepszych fachowców od biegania na nartach i strzelania.

A propos tego ostatniego, to wyczytałem w grudniowym numerze pisma "Strzał pro liberty" ciekawą statystykę dotyczącą zestawienia europejskich krajów pod względem liczby sztuk broni w przeliczeniu na stu mieszkańców. Sklasyfikowano 20 państw, z których udało się pozyskać wiarygodne dane. Na czele jest Finlandia z liczbą 27,98 i Norwegia - 25,10 z wyraźną przewagą nad Austrią, Chorwacją, Szwajcarią, Czechami, Francją i Niemcami. A Polska?  Nasze Państwo w tym zestawieniu jest ostatnie ze wstydliwym wskaźnikiem 1,33. Jaka tego przyczyna? Któż to wie? Może złe przepisy o dostępie do broni na terytorium RP? A może brak zainteresowania obywateli RP bezpieczeństwem swoim i swoich najbliższych? A może wiara w Państwo Polskie i jego instytucje strzegące owego bezpieczeństwa. A może odwrotnie - brak wiary w owo Państwo i ostateczna rezygnacja z obywatelskich wolności, do których możliwość posiadania broni niewątpliwie należeć powinna. I właśnie w tym ostatnim, chyba coś jest, bo chociaż w Polskim Związku Strzelectwa Sportowego mamy zarejestrowanych aż 42 tysiące licencjonowanych zawodników, a czynnych myśliwych ponoć około 110 tysięcy, to nikt w naszym kraju nie traktuje tych ludzi jako potencjalnych obrońców Ojczyzny. Żaden plan obronny nie przewiduje skorzystania z byłych lub aktualnych sportowców potrafiących trzymać broń w ręku. Ba, nawet moi znajomi, byli  operatorzy słynnego "Gromu", mówią, że dla nich, na wypadek "W", Państwo Polskie  też nie ma jakiś specjalnych zadań, a to już martwi bardzo. 

W Szwajcarii, Finlandii, Norwegii i wielu innych krajach Europy i świata, państwo liczy na swoich obywateli i wie jak skorzystać z ich poczucia odpowiedzialności za siebie i innych. I w czasie pokoju, i w czasie wojny. A u nas? U nas nawet biathlon nie jest już wojskowy.

Marian Kmita

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje