Torres chciał być jak Tsubasa
Kto nie oglądał w akcji będąc dzieckiem genialnego Tsubasy, ten nie mógł mieć szczęśliwego dzieciństwa. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Fernando Torres. Hiszpan nie zostałby jednym z najlepszych napastników świata gdyby nie postać głównego bohatera kultowej kreskówki.

Kiedy zapytacie znanych piłkarzy o to, dlaczego od najmłodszych lat postawili na futbol najczęściej usłyszycie odpowiedź, że chcieli być jak swoi idole. Po szkole gnali z piłką na boisko i udawali, że są niczym Pele, Diego Maradona, Zinedine Zidane lub Ronaldo. Ale nie Fernando Torres. On chciał być jak...kapitan Tsubasa.
“Zacząłem grać w piłkę z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że zmuszał mnie do tego mój brat, a po drugie - i to był główny powód - z powodu tej kreskówki. Wszyscy w szkole o niej mówili! Uwielbiałem ją - zdradza Torres.
Niektórym z nas za młodu również dane było oglądać popisy genialnego Tsubasy. Schemat każdej animacji był podobny. Zespół Tsubasy miał poważne kłopoty, obrywał jak Rocky przez większość walki, a następnie wracał do gry dzięki swojemu liderowi i wygrywał po jego fantastycznych akcjach.
Uroku kreskówce dodawał egzotyczny styl, charakterystyczny dla japońskich animacji. Decydujący o losach meczu strzał Tsubasy zazwyczaj zajmował pół odcinka. Wyglądało to mniej więcej tak:
Trzeba przyznać, że Torresowi blisko do Tsubasy. Co prawda równie dobrym piłkarzem nie jest (i nikt nigdy TAK dobrze grać nie będzie), ale lista jego sukcesów jest imponująca. Tytuł mistrza świata i Europy, a także zwycięstwo w Lidze Mistrzów i dziesiątki strzelonych goli w Primera Division, Premier League i reprezentacji Hiszpanii to tylko główne punkty sportowej biografii 28-letniego snajpera.
Snajpera, który nigdy nie zostałby piłkarzem, gdyby nie animowany bohater z dzieciństwa...
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje