Partner merytoryczny: Eleven Sports

Asy i Cieniasy 35. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij

35. kolejka Ekstraklasy przyniosła najważniejsze rozstrzygnięcia w sezonie 2013/14. Tytuł mistrza Polski obroniła Legia Warszawa, a z ligi spadły KGHM Zagłębie Lubin i Widzew Łódź.

Podopieczni Henninga Berga o triumfie dowiedzieli się dzień przed swoim meczem, co nie wpłynęło na nich pozytywnie i przegrali przy Łazienkowskiej, na oczach przygotowujących się do fety kibiców, z walczącym o europejskie puchary Ruchem Chorzów 1-2.

Już w czwartek i piątek poznaliśmy natomiast spadkowiczów. Najpierw z ligą pożegnał się Widzew, co nie jest niespodzianką, natomiast dzień później przesądził się los Zagłębia, które mając bogatego sponsora przed sezonem było typowane raczej do walki o czołowe miejsca, ale rzeczywistość okazała się mniej przyjemna.

Asy

Damian Chmiel (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Zwycięstwem nad Widzewem Łódź 3-0 Podbeskidzie przypieczętowało utrzymanie w T-Mobile Ekstraklasie. Jedną z bramek dla gospodarzy zdobył Chmiel efektownym strzałem z dystansu. 27-letni zawodnik był bardzo zadowolony z pierwszego trafienia w sezonie, gdyż, jak sam mówił, wcześniej "obijał" słupki i poprzeczki.

Adam Danch (Górnik Zabrze)

Kto był Asem 35. kolejki T-Mobile Ekstraklasy?

Kapitan Górnika nie mógł wymarzyć sobie lepszego jubileuszu. Rozgrywając 200. mecz w barwach tego klubu strzelił dwa gole i odwrócił losy spotkania z Wisłą Kraków. Pierwszą bramkę zdobył po uderzeniu z narożnika pola karnego, a druga to był jego prawdziwy popis. Danch rozpoczął kontrę pod własną bramką, by zakończyć ją w polu karnym rywala, ogrywając jak dziecko Michała Czekaja. Takiego zachowania nie powstydziłby się rasowy snajper, a przecież mówimy o obrońcy.

Damian Dąbrowski (Cracovia)

Środek pomocy to jest jego pozycja. Grając na niej nie notuje katastrofalnych występów, jak zdarzało mu się, gdy z konieczności był ustawiany na środku obrony. W spotkaniu z Koroną do swoich nominalnych obowiązków ukierunkowanych bardziej na defensywę, które wykonywał dobrze, dołożył gola, choć tutaj musi podziękować też bramkarzowi rywali.

Michał Janota (Korona Kielce)

W pierwszej połowie meczu z Cracovią kielczanie prezentowali się słabo, w drugiej to oni przejęli inicjatywę. Zaowocowało to golem Janoty, który popisał się świetnym strzałem z pola karnego, a wcześniej, przyjmując piłkę, "zgubił" atakującego go obrońcę Pawła Jaroszyńskiego.

Radosław Janukiewicz (Pogoń Szczecin)

Być może Lech nie zaprezentował się jakoś szczególnie w ofensywie, być może Janukiewiczowi pomagało mu szczęście, jak trafienie piłką w poprzeczkę przez Szymona Pawłowskiego, ale w innych wypadkach zagrożenia bramkarz "Portowców" spisywał się bez zarzutu.

Krzysztof Kotorowski (Lech Poznań)

Choć Lech remisując bezbramkowo z Pogonią stracił szanse na mistrzostwo Polski, to "Kotor" może zapisać sobie ten mecz na plus. Szczególnie za interwencję w 51. minucie, gdy oko w oko stanął z nim Marcin Robak. Najlepszy snajper T-Mobile Ekstraklasy chciał minąć bramkarza Lecha, ale ten wybił mu piłkę spod nóg, zażegnując niebezpieczeństwo.

Flavio Paixao (Śląsk Wrocław)

Przeważnie gdy w kontekście Śląska pada nazwisko Paixao, wszyscy od razu wskazują na Marco, który od niedawna jest nawet kapitanem zespołu. W meczu z Jagiellonią od Portugalczyka lepszy był... bliźniak Flavio. Pomocnik swoją dobrą grę w Białymstoku potwierdził golem strzelonym "podcinką", w stylu bohatera Jagi, czyli Tomasza Frankowskiego.

Tomasz Podgórski (Piast Gliwice)

Kapitan Piasta zaliczył dobre spotkanie. Był aktywny, a przede wszystkim popisał się kapitalną asystą przy golu Rubena Jurado na 1-0. Miękko wrzucił piłkę na głowę Hiszpana, który musiał to dośrodkowanie zamienić na bramkę.

Adam Danch (w środku) poprowadził zabrzan do zwycięstwa/Joanna Żmijewska/INTERIA.PL

Filip Starzyński (Ruch Chorzów)

Dyrygent środkowej linii "Niebieskich, który pewnie wykorzystał też rzut karny podyktowany za zagranie ręką Bartosza Bereszyńskiego. Duszan Kuciak w jednym rogu, piłka w drugim - tak zaczęło się nieszczęście Legii.

Piotr Stawarczyk (Ruch Chorzów)

150. mecz w koszulce Ruchu był bardzo szczęśliwy dla Stawarczyka. Bardzo dobry w defensywie, potrafił znaleźć się też w ataku, wykańczając dośrodkowanie Marka Zieńczuka, a "Niebiescy" zepsuli Legii mistrzowską fetę.

Dalibor Stevanović (Śląsk Wrocław)

Stacja pokazująca mecze T-Mobile Ekstraklasy zachęca kibiców, aby po każdym spotkaniu wybierali najlepszego zawodnika. W pojedynkach z udziałem Śląska zawsze zostawał nim Słoweniec, niezależnie od postawy na murawie. W Białymstoku zasłużył jednak naprawdę na pochwałę m.in. za to, że on dał gościom prowadzenie, odbierając piłkę rywalowi, wpadając w pole karne i strzelając nie do obrony.

Semir Stilić (Wisła Kraków)

Potrafi zdobywać piękne bramki. W meczu z Górnikiem otrzymawszy podanie od Pawła Brożka przymierzył lewą nogą z około 20 metrów. Choć Pavels Szteinbors wyciągnął się jak struna, nie miał nic do powiedzenia.

Dariusz Trela (Piast Gliwice)

Popełnił jeden błąd, gdy na początku drugiej połowy fatalnie wybił piłkę, ale oprócz tego spisywał się znakomicie. Szczególnie zapamięta go Manuel Curto, którego przynajmniej dwa strzały mogły znaleźć się w siatce, gdyby nie bramkarz Piasta.

Mateusz Zachara (Górnik Zabrze)

Ponad pół roku czekał napastnik Górnika na kolejne trafienie w T-Mobile Ekstraklasie. Po kontuzji miał problem ze skutecznością, ale golem w Krakowie być może się odblokował. Zachara świetnie przymierzył z woleja z okolic linii pola karnego, nie pozostawiając szans na skuteczną interwencję Michałowi Miśkiewiczowi.

Cieniasy

Michał Czekaj (Wisła Kraków)

Brak Arkadiusza Głowackiego cały czas odbija się czkawką "Białej Gwieździe". Wiśle brakuje stabilności w obronie, a jej piłkarze czasami zachowują się, jak "dzieci we mgle". Czekaj przy golu Adama Dancha na 2-3 dał się ograć obrońcy Górnika niczym początkujący junior, choć może jest to porównanie obraźliwe dla... juniora.

Ondrzej Duda (Legia Warszawa)

Kto był Cieniasem 35. kolejki T-Mobile Ekstraklasy?

Po remisie Lecha już w sobotę było wiadomo, że Legia obroniła tytuł. Na niedzielę przygotowano w Warszawie mistrzowską fetę, która miała się zacząć po spotkaniu z Ruchem. Piłkarze Legii jednak popsuli sobie święto przegrywając z Ruchem 1-2. Jednym z zawodników, który zawiódł najbardziej w ekipie gospodarzy był Duda. Młody Słowak był nieobecny na boisku i jako pierwszy z podstawowego składu "Wojskowych" został odesłany do przez Henninga Berga na ławkę rezerwowych.

Elvedin Dżinić (Zagłębie Lubin)

Tomasz Podgórski odnalazł dobrym dośrodkowanie Rubena Jurado w polu karnym, ale nie stało się to po szybkim rozegraniu piłki przez zawodników Piasta. Ich kapitan miał czas, by spokojnie przygotować się do centry, a Dżinić przez cały ten czas "gubił" krycie Hiszpana, co spowodowało stratę pierwszego gola przez Zagłębie.

Jorge Kadu (Zawisza Bydgoszcz)

Zawisza nie ma kim straszyć. Po kontuzjach Michał Masłowskiego i Bernarda Vasconcelosa, szansę w ataku dostaje Jorge Kadu. W meczu z Lechią na pewno jej nie wykorzystał.

Aleksander Kwiek (Zagłębie Lubin)

Być może nie byłoby dwóch goli dla Piast i porażki Zagłębia, która przypieczętowała spadek lubinian, gdyby na początku drugiej połowy Kwiek wykorzystał błąd Treli. Bramkarz gliwiczan fatalnie wybił piłkę, przejął ją gracz Zagłębia, ale popisowo zmarnował okazję, nieudolnie lobując golkipera.

Piotr Mroziński (Widzew Łódź)

- Po raz kolejny gole tracimy po indywidualnych błędach - tłumaczył porażkę z Podbeskidziem 0-3 Marcin Kaczmarek, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Widzewa. Ponieważ stało się to po raz kolejny, nic dziwnego, że łodzianie w przyszłym sezonie będą grali w I lidze. A Mroziński? Wyprowadzając piłkę podał ją wprost do Dariusza Łatki, ten znalazł Damiana Chmiela, który podciągnął do linii pola karnego i oddał mocny strzał pod poprzeczkę.

Dani Quintana (Jagiellonia Białystok)

Jagiellonia gola straciła już w 13. minucie, a winnym tego nieszczęścia był nieoczekiwanie Dani Quintana, chyba najlepiej technicznie wyszkolony jej piłkarz. Hiszpan przyjął piłkę na trzy metry i dał ją sobie odebrać przed własnym polem karnym. Przejął ją Dalibor Stevanović i sfinalizował akcję celnym strzałem.

Marcin Robak (Pogoń Szczecin)

Najlepszy snajper T-Mobile Ekstraklasy miał okazje do poprawienia dorobku strzeleckiego. W pierwszej połowie po wygranej fizycznej walce z Paulusem Arajuurim trafił w boczną siatkę, a na początku drugiej stanął oko w oko z Krzysztofem Kotorowskim i postanowił go mijać, ale bramkarz Lecha wybił piłkę efektownym wślizgiem.

Bartosz Rymaniak (Zagłębie Lubin)

Obrońca Zagłębia nie przypilnował Csaby Horvatha, który przejął piłkę odbitą przez Silvia Rodicia po strzale Gerarda Badii. Gapiostwo Rymaniaka zakończyło się stratą przez "Miedziowych" drugiego gola, a przede wszystkim utratą nadziei na zwycięstwo w Gliwicach.

Ołeksij Szlakotin (Korona Kielce)

Bramkarz Korony zrobił dużo, aby to Cracovia wygrała. W 37. minucie przepuścił pod ręką strzał z blisko 30 metrów Damiana Dąbrowskiego, a w końcówce parę razy źle zachował się po dośrodkowaniu piłki w pole karne, ale na swoje szczęcie rywale nie umieli wykorzystać w większym stopniu jego słabego dnia.

Sebastian Steblecki, Deniss Rakels i Saidi Ntibazonkiza (Cracovia)

“Pasy" prowadziły do przerwy z Koroną 1-0 spisując się przyzwoicie. W drugiej połowie była to już inna drużyna, zupełnie nie sprawdzili się wprowadzeni Steblecki i Rakels, a gdy w końcówce Cracovia przycisnęła to zawiódł Ntibazonkiza, który po wybiciu piłki przez Ołeksija Szlakotina przed siebie, nie potrafił pokonać bramkarza rywali.

Łukasz Teodorczyk (Lech Poznań)

Miał walczyć o koronę króla strzelców, a przede wszystkim o przedłużenie szans Lecha na mistrzostwo Polski. Nie zrealizował żadnego z tych celów, głównie dlatego, że w meczu z Pogonią nie miał okazji do strzelenia gola.

Jakub Tosik (Jagiellonia Białystok)

Najsłabszy w ekipie z Białegostoku w meczu ze Śląskiem. Do takiego samego wniosku musiał dojść trener Michał Probierz i w przerwie zostawił go w szatni, ale niewiele to jego drużynie pomogło.

Patryk Tuszyński (Lechia Gdańsk)

Z powodu absencji Zaura Sadajewa napastnik, który ostatnio był tylko rezerwowym, mógł wystąpić od pierwszej minuty. Niewidoczny przez większość spotkania, tuż przed jego końcem miał jednak wspaniałą okazję, by przechylić szalę na korzyść Lechii. Będąc nieobstawionym w polu karnym uderzył piłkę głową jednak w środek bramki, gdzie najmniejszych problemów z jej złapaniem nie miał Wojciech Kaczmarek.

INTERIA.PL

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij
Masz sugestie, uwagi albo widzisz na stronie błąd?Napisz do nas
Dołącz do nas na:
instagram
  • Polecane
  • Dziś w Interii
  • Rekomendacje