Reklama

Reklama

Legia odprawiła Lechię

Trener reprezentacji Polski Leo Beenhakker i jego asystent Rafał Ulatowski nie zobaczyli na Łazienkowskiej porywającego meczu. Legia, która w tej rundzie nie przegrała jeszcze na własnym stadionie, pokonała Lechię Gdańsk 3:0 (2:0).

Do podstawowego składu wicemistrza Polski wrócił Aleksandar Vuković, dla którego to jeden z ostatnich spotkań w barwach warszawskiego klubu. Serb zapowiedział, że w styczniu odejdzie z Legii.

Reklama

Pierwszą groźną sytuację w 10. minucie stworzyli podopieczni witanego brawami byłego obrońcy gospodarzy Jacka Zielińskiego. Defensorzy Legii wyraźnie zaspali, a Maciej Kowalczyk zobaczył świetnie ustawionego Pawła Buzałę. W sytuacji sam na sam znakomicie interweniował Jan Mucha.

Chwilę później przed polem karnym piłkę otrzymał Takesure Chinyama, który z odległości 20 metrów mocno uderzył, ale minimalnie ponad bramką.

Bardzo dobrze ustawiona obrona lechitów skutecznie utrudniała piłkarzom Jana Urbana oddawanie strzałów na bramkę Mateusza Bąka. Sami jednak też nie potrafili znaleźć recepty na pokonanie słowackiego bramkarza.

Mimo wszystko to legioniści schodzili do szatni po pierwszej połowie z przewagą. Dwukrotnie taniec radości po zdobytym golu wykonał Chinyama.

Najpierw w 37. minucie przyjął na 25. metrze długie podanie od Macieja Iwańskiego, minął obrońców Lechii, bramkarza i lekkim strzałem umieścił piłkę w siatce. Siedem minut później było już 2:0. Duet Iwański - Chinyama okazał się po raz drugi nie do zatrzymania.

Kolejne 45. minut przebiegało już wyraźnie pod dyktando warszawskich piłkarzy. Na samym początku swoją obecność na boisku zaznaczył Edson, który po przerwie zastąpił Macieja Rybusa. Brazylijczyk w 49. minucie, po zamieszaniu w polu karnym, lekkim i niedokładnym strzałem próbował oszukać Bąka. Bezskutecznie.

Legioniści nie wypuszczali gdańszczan z ich połowy, ale jednocześnie razili nieskutecznością. Strzały na bramkę rywali były albo za słabe, albo zbyt niedokładne.

Po raz pierwszy i ostatni w drugiej części spotkania w polu karnym rywala goście znaleźli się w 68. minucie. Problemów z obroną nie miał jednak Mucha. Strzały z dystansu Rybskiego i jego kolegów też nie zmieniały rezultatu.

Za każdym razem, gdy dochodziło do wykonywania rzutów wolnych, kibice skandowali nazwisko Edsona. W końcu w 79. minucie Brazylijczyk udowodnił, że nie zapomniał jak wykonuje się stałe fragmenty gry. Ustawił piłkę na 23. metrze i precyzyjnie, w swoim stylu, uderzył w samo okienko. Bąk nie miał żadnych szans, a na tablicy świetlnej pojawił się wynik 3:0.

Taki rezultat pozwolił Legii na zepchnięcie miejscowego rywala Polonii na drugie miejsce w tabeli ekstraklasy.

Po meczu powiedzieli:

Jacek Zieliński (trener Lechii) - Dostaliśmy niezłą lekcję futbolu. Legioniści byli pod każdym względem lepsi. Liczyłem na to, że lepiej zagramy w środku pomocy, ale niestety tutaj tego było mniej niż we wcześniejszych meczach. Warszawski klub okazał się znacznie silniejszym rywalem.

Ważne było, by do przerwy nie stracić bramki, potem mogłoby być bardziej nerwowo. Do szatni Legia schodziła jednak z dwubramkową przewagą. W drugiej połowie grali już na luzie, byli rozpędzeni i każdemu byłoby trudno ją zatrzymać. Liczyliśmy na kontrę, ale wicemistrz Polski nas zamęczył. Moi zawodnicy dużo się nabiegali, a gdy odzyskiwali piłkę, nie mieli już siły na rozegranie składnej akcji.

Jan Urban (trener Legii) - Zaczęło się trochę ze strachem. Później było troszeczkę lepiej, ale wynik 2:0 był za wysoki do przerwy. Nie zasłużyliśmy na niego. Druga połowa z kolei była znacznie lepsza. Brakowało jednak zakończenia akcji i strzałów na bramkę.

Kolejne dobre spotkanie rozegrał Maciej Iwański, który udowodnił, że jest bardzo wartościowym zawodnikiem. Na szczęście innym razem potrafi podać Edson, czy inny piłkarz. Dobre spotkanie rozegrał również Vukovic.

Denerwuję się tym, co dzieje się na trybunach. To jest przykre, że kibice szydzą z przeciwnika. Powinno się mieć szacunek do rywala, bo różnie w życiu bywa. Własna publiczność może wpłynąć na postawę całego zespołu, a ja trafiłem na taki okres w Legii, kiedy nie mogę się cieszyć dopingiem i atmosferą, jaka kiedyś panowała na Łazienkowskiej. Nie rozumiem również sytuacji, w której wygwizdywany jest własny zawodnik, jak to było w przypadku Piotra Gizy.

Długo już nie byliśmy liderem i zobaczymy jak to na nas wpłynie. Optymistycznie napawa mnie postawa drużyny w drugiej połowie, kiedy mimo prowadzenia 2:0 potrafiliśmy nadal atakować i grać agresywnie.

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 3:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Takesure Chinyama (37), 2:0 Takesure Chinyama (44), 3:0 Edson (80-wolny).

Żółta kartka - Lechia Gdańsk: Piotr Wiśniewski.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów 6 000.

Legia Warszawa: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Dickson Choto, Jakub Wawrzyniak - Miroslav Radović, Aleksandar Vuković, Maciej Iwański, Maciej Rybus (46. Edson ) - Bartłomiej Grzelak (73. Piotr Giza), Takesure Chinyama (82. Mikel Arruabarrena).

Lechia Gdańsk: Mateusz Bąk - Ben Starosta, Jacek Manuszewski, Hubert Wołąkiewicz, Rafał Kosznik - Piotr Wiśniewski (46. Maciej Kalkowski), Karol Piątek, Tomasz Midzierski, Maciej Rogalski (77. Arkadiusz Mysona) - Paweł Buzała (62. Andrzej Rybski), Maciej Kowalczyk.

Dowiedz się więcej na temat: Gdańsk | Lechia Gdańsk | mucha | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje