Reklama

Reklama

Piotr Małachowski: To będzie moje trzecie podejście do Zurychu

"To będzie moje trzecie podejście do Zurychu. Mam nadzieję, że - jak w przysłowiu - do trzech razy sztuka i tym razem będzie to udany występ" - powiedział Piotr Małachowski przed lekkoatletycznymi mistrzostwami Europy.

Do Zurychu, gdzie w dniach 12 do 17 sierpnia odbędzie się czempionat Starego Kontynentu, Małachowski z innymi reprezentantami kraju poleci w niedzielę. Teraz jest na zgrupowaniu w Spale, gdzie przygotowuje się do tych zawodów.  

Reklama

"Czas na ciężką pracę był pół roku temu. Teraz jest więcej rekreacji i odpoczynku. To jest moment na myślenie o tym, co trzeba zrobić w kole i na szlifowanie detali. Trenuję raz dziennie i cały czas skupiam się na technice, która jest bardzo ważna. Muszę pewne rzeczy jeszcze pozmieniać" - powiedział Małachowski.

Dodał, że do rozpoczęcia mistrzostw powinien odzyskać szybkość, która jest jego atutem.

"Jestem zawodnikiem, który rzuca z szybkości. A tej jeszcze brakuje, jeszcze nie jest tak, jak powinno być. Wydaje mi się jednak, że z dnia na dzień wszystko idzie coraz lepiej, więc jestem dobrej myśli. Mam nadzieję, że ta szybkość będzie rosła i wszystko pójdzie dobrze. Ale na potwierdzenie tych przewidywań trzeba czekać do 12 sierpnia" - wyjaśnił.

Dla aktualnego wicemistrza świata występ w Zurychu będzie trzecim w karierze. Dwóch poprzednich nie wspomina dobrze. We wrześniu 2011 r. wynikiem 64,49 m zajął szóste miejsce w zawodach Diamentowej Ligi. Jeszcze gorzej było przed rokiem, gdy rzucił 63,70 m, co dało siódmą pozycję w konkursie. Przesądziło to, że dwa punkty zabrakło mu do triumfu w całym cyklu Diamentowej Ligi.

"To będzie moje trzecie podejście do Zurychu. Mam nadzieję, że - jak w przysłowiu - do trzech razy sztuka i tym razem będzie to udany występ. 67 m tam rzucone sprawi, że będę z tego wyniku bardzo szczęśliwy" - powiedział Małachowski.

W rozmowie wrócił też do ubiegłotygodniowych mistrzostw Polski w Szczecinie, w których zwyciężył wynikiem 64,15 m. Po zawodach był jednak bardzo niezadowolony. Jego zdaniem jeśli krajowi organizatorzy imprez lekkoatletycznych nie zmienią swojego podejścia do wykonywanych obowiązków, to długo nie doczekamy się zawodów rzutu dyskiem na wysokim poziomie.

"Nie wymagam od organizatorów w Polsce Bóg wie czego, żeby ktoś zaraz nie powiedział, że Małachowski rzuca słabo i zaczyna gwiazdorzyć. Gdy jednak wiemy, że może zacząć padać, a na pytanie, czy są grzybki do przykrycia koła pan mi odpowiada, że "są trzy, ale w magazynie", to chyba coś jest nie tak. To znaczy, że organizator nie jest przygotowany i nie jesteśmy tam potrzebni. Super, że są fajni kibice, bo Szczecin jest fajnym miastem dla lekkiej atletyki, jednak organizatorzy przez niedopatrzenie takich szczególików zabierają prestiż tych zawodów i możliwość oglądania przez widzów dobrego konkursu rzutu dyskiem" - powiedział Małachowski.

Jego zdaniem takie niedociągnięcia to najprawdopodobniej wynik zwyczajnego niedopatrzenia organizatora, który "pewnie nawet nie wiedział, że takie grzybki są".

"Może zapomnieli? Różnie to bywa, choć w Polsce najczęściej spotykanym tłumaczeniem jest "zapomniałem", a później "przepraszam". Tyle tylko, że wtedy jest już po konkursie. A to są mistrzostwa Polski, w których mamy się zaprezentować kibicom z jak najlepszej strony i sami dowiedzieć się, na jakim etapie przygotowań jesteśmy. Tutaj okazuje się natomiast, że przez jeden szczegół - przez deszcz i nieprzygotowanie tych grzybków - odbieramy kibicom frajdę z oglądania rzutu dyskiem i sami nie wiemy, na co nas stać" - wyjaśnił Małachowski.

Dodał, że jeżeli organizatorzy w Polsce nie zmienią podejścia i nie zadbają też o "normalne koła - nie z jakiegoś śmiesznego materiału, tylko zwykły prosty beton" - to będziemy mieli w kraju konkursy z wynikami po 64 m.


Dowiedz się więcej na temat: piotr małachowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje