Reklama

Reklama

  • 1 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 6 .Warta Poznań (1 pkt.)
  • 7 .Bruk-Bet Termalica (1 pkt.)
  • 8 .Cracovia (1 pkt.)

Wisła Kraków. Kamil Wojtkowski: Wszystko zależy od głowy

- Nie zmieniliśmy zbyt wielu zawodników, to są w większości ci sami ludzie, ale ze świeżym myśleniem i lepszym nastawieniem. Ważne było to, że nieustannie zachowywaliśmy pokorę. Mimo kolejnych zwycięstw w ostatnich meczach, ciągle podchodziliśmy tak samo do kolejnych spotkań. Trzy punkty sprzed tygodnia nie miały już dla nas żadnego znaczenia - tak odrodzenie Wisły Kraków opisuje w rozmowie z Interią Kamil Wojtkowski, 22-letni pomocnik "Białej Gwiazdy".

Tomasz Brożek, Interia: Co u ciebie, wszystko w porządku?

Kamil Wojtkowski, pomocnik Wisły Kraków: - Tak, wszystko dobrze, choć mam już trochę dość ciągłego siedzenia w domu.

Obecnie przebywasz w Krakowie?

- Tak, jestem w moim mieszkaniu w Krakowie.

Święta także spędzasz w mieście, czy dostaliście pozwolenie od klubu, by jechać do rodzinnych domów?

- Nie jest to jeszcze w stu procentach pewne. Ciągle czekamy na informacje od trenera, który przekaże nam jak to będzie wyglądało.

Jak dokładnie przebiegają teraz wasze treningi?

Reklama

- Dotychczas trenowaliśmy zgodnie z rozpiską przygotowaną przez sztab szkoleniowy. We wtorek odbyliśmy pierwszy trening wirtualny z całym zespołem. Połączyliśmy się za pomocą specjalnej aplikacji, a po drugiej stronie byli trenerzy. Kolejna taka jednostka ma odbyć się w czwartek. Dodatkowo zostaliśmy wyposażeni w rowerki stacjonarne, piłki gimnastyczne, gumy i wykorzystujemy to podczas ćwiczeń.

Czyli poszliście w ślady Bayernu Monachium. Jak wrażenia? Dawno nie widzieliście się twarzą w twarz, choćby wirtualnie, więc pewnie nie zabrakło wzajemnych żartów?

- Tak, fajnie było znów zobaczyć chłopaków. Było trochę żartów, ale podczas ćwiczeń trzeba już było skupić się na tym, co było do zrobienia. Można się było nawet porządnie zmęczyć.

Trener Artur Skowronek stwierdził niedawno, że na początku kwietnia będzie chciał wprowadzić do waszego harmonogramu zajęcia w parach. Rzeczywiście jest to możliwe w najbliższym czasie?

- Na początku były takie plany, aczkolwiek ze względu na zaostrzone obostrzenia wprowadzone przez rząd trudno jest to zrealizować. Trzeba się stosować do zaleceń, dlatego wciąż pracujemy w domu.

Od waszego ostatniego meczu z Lechem Poznań minął niemal dokładnie miesiąc. Czujesz, że ta przerwa od właściwych treningów, meczów i rywalizacji ma jakieś przełożenie na twoje samopoczucie i formę? Przed ewentualnym wznowieniem rozgrywek będzie wam potrzebny miniokres przygotowawczy?

- Myślę, że mimo wszystko tak. Teraz w zasadzie nie można już wyjść na zewnątrz i pobiegać, a to jest zupełnie inna praca niż zazwyczaj na treningach. Można robić w domku wszystko co tylko się da, ale nie zastąpi to zajęć typowo piłkarskich, podczas których biegamy interwałowo, posługujemy się piłką... To na pewno będzie rzutowało na to, jaka będzie nasza forma. Robimy jednak co możemy, aby się nie zastać i utrzymywać jak najlepsze przygotowanie fizyczne.

Mówiłeś, że nuda już doskwiera. Jaki jest twój sposób na to, by nie zwariować w tym trudnym czasie?

- Mam o tyle dobrze, że w Krakowie jest ze mną moja dziewczyna i dużo czasu spędzamy razem. Sporo gotujemy. Nie spodziewałem się, że może mi się to w jakikolwiek sposób spodobać, ale gdy zaczęły mi wychodzić jakieś pierwsze rzeczy, które były całkiem zjadliwe, to od razu zabierałem się za kolejne dania. To w pewien sposób urozmaica mi czas. Poza tym oglądam filmy, seriale, a gdy moja dziewczyna zajmuje się swoimi rzeczami, siadam przed konsolą i gram w Fifę. Zawsze można sobie jeszcze potrenować, a inspirację można znaleźć w internecie. Nawet trener od przygotowania fizycznego podsyłał nam filmiki różnych osób, z którymi można ćwiczyć. Da się więc jakoś zorganizować ten czas.

Wracając do wątku kulinarnego - jakie jest twoje popisowe danie?

- Makaron ze szpinakiem i kurczakiem w sosie śmietanowym.

Czyli raczej kuchnia włoska?

- Tak, zdecydowanie. Gdy wyszło za pierwszym razem, smakowało tak bardzo, że sam wziąłem dokładkę.

Czasem lepiej nie wypowiadać głośno takich słów, bo gdy reszta drużyny dowie się o tym, możesz mieć kilku niezapowiedzianych gości na obiedzie.

- W obecnej sytuacji byłoby to niemożliwe, ale gdy wszystko się uspokoi, moje drzwi dla chłopaków będą otwarte i nie będzie problemu z przygotowaniem większej porcji.

W swoich mediach społecznościowych udowodniłeś, że nawet w dobie pandemii koronariwusa można szlifować technikę, a twój filmik z piłkarskimi popisami robił furorę w internecie.

- Lubię mieć kontakt z piłką, lubię się nią pobawić. W większości nie są to umiejętności, których można potem użyć na boisku, ale takie sztuczki sprawiają sporo radości. Lubię sobie tak czasem trochę pokombinować.

Jesteś piłkarzem, który lubi korzystać z mediów społecznościowych, choć kiedyś odbiło ci się to czkawką. Mam na myśli pamiętne zdjęcie w makijażu. Ten temat jest już chyba jednak za tobą i został zamknięty?

- Myślę, że tak. Tamta sytuacja nauczyła mnie tego czym można się dzielić, a co lepiej zostawić dla siebie, choć do dzisiaj mam nieco inne zdanie na temat wspomnianego zdjęcia. Znam siebie od 22 lat. Wiem jaki jestem i jaki mam charakter. Lubię sobie pożartować na pewne tematy. Tamten post został opublikowany wyłącznie w celach humorystycznych. Niestety czasem trzeba głębiej zastanowić się nad tym, jak zostanie to odebrane przez innych i tyle. To jest już za mną. Teraz zawsze zastanawiam się dwa razy i jestem bardziej wyczulony zanim opublikuję coś w sieci. Staram się jednak w tym wszystkim nie utracić całkowicie siebie, tego jaką jestem osobą, bo tylko w taki sposób mogę być autentyczny dla ludzi, a to jest dla mnie istotne.

Jest to rzeczywiście pewien paradoks, ponieważ z jednej strony media społecznościowe pozwalają zobaczyć kibicom, że piłkarze to normalni ludzie i poznać ich prywatne życie. Z drugiej jednak strony ci sami ludzie często szukają choćby jednego drobnego szczegółu, który pozwoli wbić szpilkę danemu zawodnikowi.

- Tak właśnie jest, a gdy już przypisze ci się pewną łatkę, trudno jest się jej pozbyć, ale ciężka praca i to co robisz na murawie to rzeczy, którym nikt nie może zaprzeczyć. Jeżeli na boisku wszystko będzie okej, ludzie nie będą mieli o co się przyczepić. Najgorzej jest wtedy, gdy twoja forma sportowa pozostawia trochę do życzenia. Teraz jednak nie muszę o tym myśleć. Radzę sobie bardzo dobrze, ale tamta sytuacja wiele mnie nauczyła.

No właśnie, mam wrażenie, że te ostatnie miesiące lub nawet cały ten sezon, to twój najlepszy czas od czasu transferu do Wisły Kraków. Zgodzisz się z tym?

- Tak, w tym sezonie zdecydowanie czuję się najlepiej.

A jak przekrojowo oceniasz swój cały dotychczasowy pobyt w Wiśle? Do tej pory wielu doceniało twój potencjał, twierdząc jednak przy tym, że nie zawsze byłeś w stanie wydobyć go z siebie i pokazać na murawie. Powiedz z czego to wynikało, chyba że masz na ten temat odmienne zdanie?

- Generalnie zgadzam się z tym. Odkąd przyszedłem do klubu była to kwestia ciągłego przebijania się. Gdy wydawało się, że jestem w niezłej formie, były pewne czynniki, które wpływały na to, że nie mogłem grać. Czasami poszczególne występy nie wychodziły mi najlepiej. Regularność i dobrą grę złapałem w zasadzie dopiero w ostatnich sześciu - siedmiu meczach. Być może była to kwestia poukładania sobie pewnych spraw pozasportowych, które miały potem wpływ na to, jak sprawowałem się na treningach i podczas meczów.

Od jakiegoś czasu korzystasz z pomocy psychologa. Na czym polega praca, którą wykonujecie. Czujesz, że przynosi ona zamierzone efekty?

- Zdecydowanie. To kwestia wydobycia z siebie stu procent jeśli chodzi o treningi i mecze. To pomaga mi poukładać pewne sprawy, w pełni wykorzystać swój potencjał, panować nad stresem i tak zaplanować cały dzień, by nie "zwariować", a do głowy nie przychodziły nieodpowiednie pomysły. Jest wiele aspektów, które wpływają później na efekt końcowy. Na razie dobrze się to rozwija i myślę, że będę dowiadywał się coraz więcej nowych rzeczy, które będę mógł wykorzystać.

Czasami dobra gra to jedno, a statystyki to coś zupełnie innego. Gdy spojrzymy w twoje liczby w barwach "Białej Gwiazdy" ujrzymy 67 spotkań, cztery bramki i dwie asysty. Z tego dorobku chyba nie jesteś zadowolony? Przykuwasz w ogóle uwagę do "cyferek"?

- Jest to istotne, choć zdarzają się różne sytuacje. Czasami wykonasz dobre ostatnie podanie, ale partnerzy nie będą w stanie go wykorzystać. Zdarzały mi się także strzały w słupki i poprzeczki... Nie zawsze masz więc wpływ na to, jak prezentują się na koniec te liczby. Z drugiej strony czasem przypadkowe zagranie może zakończyć się asystą. Nie można więc skupiać się wyłącznie na tych statystykach, bo później sama gra nie jest taka, jak powinna. Najlepiej jest odnaleźć złoty środek. To następny krok do którego będę dążył.



Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale piękne gesty należy chwalić, a za taki trzeba uznać waszą zgodę na rezygnację z połowy pensji. Jak to wszystko wyglądało od środka? Kto był inicjatorem takiego działania i czy wy jako drużyna przyjęliście ten pomysł bez wahania?

- Tak. Wiemy jaka jest sytuacja. Każdy zawodnik zdaje sobie także sprawę z tego, w jakim położeniu znalazła się Wisła jeszcze nie tak dawno. Nie chcemy, żeby to się powtórzyło. Teraz jest trochę lepiej, aczkolwiek wiadomo, że w każdym momencie może się to zmienić. Gdy pojawił się taki pomysł nikt zbyt długo się nie zastanawiał, przyjęliśmy tę wiadomość do siebie. 

Oczywiście, pandemia jest ogromną tragedią dla całych społeczeństw, ale przejdźmy na chwilę do spraw stricte sportowych. Wisła może chyba najbardziej narzekać na przerwę w rozgrywkach PKO Ekstraklasy? W końcu przed zawieszeniem ligi szliście jak burza.

- Tak, rzeczywiście. Ja osobiście także bardzo tego żałowałem. Gdy dobrze idzie to chce się grać dalej, wychodzić na murawę, zdobywać - przynajmniej w moim przypadku - kolejne cenne doświadczenia. Myślę jednak, że nie będzie to robiło jakiejś wielkiej różnicy. Jesteśmy teraz poukładanym zespołem, podczas tej przerwy zapewne każdy świadomie pracuje w domu, a po powrocie do gry - jeżeli oczywiście do niego dojdzie - damy z siebie sto procent, tak jak robiliśmy to wcześniej.

Co spowodowało twoim zdaniem tak gwałtowną przemianę w ekipie Wisły? Jeszcze przed przerwą zimową zanotowaliście najgorszą w historii klubu passę 10 porażek, a w 2020 roku byliście najlepszą drużyną na boiskach PKO Ekstraklasy.

- Jednym z głównych czynników była głowa. Nie zmieniliśmy zbyt wielu zawodników, to są w większości ci sami ludzie, ale ze świeżym myśleniem i lepszym nastawieniem. Ważne było także to, że nieustannie zachowywaliśmy pokorę. Mimo kolejnych zwycięstw w ostatnich meczach, ciągle podchodziliśmy tak samo do kolejnych spotkań. Trzy punkty sprzed tygodnia nie miały już dla nas żadnego znaczenia. Wiedzieliśmy, że nadal jesteśmy w trudnej sytuacji. Twardo stąpaliśmy po ziemi.

Zmiana trenera z Macieja Stolarczyka na Artura Skowronka także dała wam dodatkowy impuls?

- Myślę, że tak. Od samego początku widać było, że trener Skowronek ma na nas konkrety plan, konkretny pomysł i musieliśmy mu po prostu zaufać, a on zaufał nam.

Trener Skowronek ma względem ciebie jakieś nowe wymagania? Czego od ciebie oczekuje i na jakiej pozycji jesteś głównie rozpatrywany?

- Zazwyczaj są to boki pomocy, przede wszystkim lewa flanka. Trener wymaga dużo przede wszystkim jeśli chodzi o pracę w obronie. Nie chodzi tu jednak tylko o mnie, a o całą drużynę. Mamy pracować jako monolit. W pressingu nie chodzi o pojedyncze zrywy, a o pracę całego zespołu. W ofensywie jest sporo elementów, w których mamy dowolność i w których możemy wykorzystać to, co potrafimy. Ja grając na boku mam przyzwolenie na wchodzenie w pojedynki i próbę stworzenia przewagi.

Potrafiłbyś porównać trenera Skowronka i trenera Stolarczyka jeśli chodzi o ich osobowość, podejście do treningów i ustawienie drużyny?

- To generalnie dwie zupełnie inne osoby. Jeśli chodzi o trzymanie szatni i tworzenie atmosfery - obaj są na wysokim poziomie, choć robią to w zupełnie inny sposób. Jeśli chodzi o treningi i przygotowanie do meczów - trudno jest wskazać jeden punkt. Teraz nasza taktyka jest zdecydowanie inna. Jest plan na grę i zawsze "do znudzenia" powtarzamy to podczas treningów. Dzięki temu w trakcie spotkań funkcjonują pewne automatyzmy. Nikt nie zastanawia się zbyt długo w jakiej pozycji na boisku teraz się znajduje i co ma robić, bo wszyscy jesteśmy tego świadomi. Moim zdaniem to nas odmieniło.

Czyli wcześniej, jeszcze za czasów trenera Stolarczyka, trochę tego brakowało i trudniej było odnaleźć się na boisku?

- Takie są moje odczucia.

Nie mogę nie spytać o to, jak klaruje się twoja przyszłość. Z końcem czerwca wygasa twój kontrakt z Wisłą. Toczą się już jakieś rozmowy dotyczące prolongaty?

- Skupiam się na tym, co dzieje się teraz. Jeśli - czysto hipotetycznie - dostałbym informację o tym, że przechodzę do innego klubu, nie wiem czy byłbym w stanie skupić się w stu procentach na grze po wznowieniu rozgrywek. Dlatego wolę stać trochę z boku i zająć się tymi sprawami, kiedy przyjdzie odpowiedni moment.

Ten czas być może nadszedł już teraz, bo rozgrywki - jeśli tylko zostaną wznowione - prawdopodobnie nie zakończą się przed 30 czerwca. FIFA sugeruje, by w sytuacji wygasających kontraktów kluby próbowały przedłużyć umowy z poszczególnymi piłkarzami do momentu zakończenia sezonu. Takich rozmów nie ma, a przynajmniej agent nic o nich nie wspominał?

- Mogę powiedzieć tylko tyle, że jestem w stałym kontakcie z menedżerem.

Jakie rozwiązanie byłoby najbardziej korzystne dla ciebie. Gdzie chciałbyś występować w przyszłym sezonie?

- Najbardziej korzystne... nie wiem... Arsenal? (śmiech)

Arsenal, czyli twój ulubiony klub. Skąd wzięła się w ogóle twoja sympatia dla "Kanonierów"?

- Nie wiem dlaczego tak się zdarzyło, ale od małego kibicuję Arsenalowi.

Pamiętam, że przed sezonem irytowały cię ciągłe pytania o to, czy status młodzieżowca stawia cię w uprzywilejowanej pozycji. Masz jednak teraz z tyłu głowy taką myśl, że trzeba się w pełni zmobilizować, gdyż w przyszłej kampanii będziesz już pełnoprawnym seniorem i o miejsce w wyjściowej jedenastce na boiskach PKO Ekstraklasy może być nieco trudniej?

- Wiem, że zawsze daję z siebie wszystko i nie dam rady wycisnąć z siebie więcej. To jaki będzie owoc moich starań i jak będzie prezentował się pierwszy skład, zależy już od kogo innego. Ja mam po prostu swoją robotę do wykonania.

Wszyscy znają cię z występów na murawie, ale jaki poza boiskiem jest Kamil Wojtkowski?

- Lubię się dużo śmiać, więc jeśli tylko jest okazja do drobnego, a czasem nawet większego żartu, to staram się ją wykorzystać. Czasami jednak wolę posiedzieć sobie w spokoju, obejrzeć coś, pograć na gitarze. Jestem rodzinną osobą, lubię spędzać czas z najbliższymi. Tak w skrócie opisałbym samego siebie.

Lubisz oglądać w domu mecze piłkarskie lub inne dyscypliny sportu, czy po treningach wolisz jednak oczyścić głowę i zrobić sobie mały reset?

- Na dobrą sprawę śledzę wszystko. Lubię oglądać zwłaszcza mecze ligi angielskiej i niemieckiej. Rzecz jasna spoglądam także na mecze Ekstraklasy. Jak chyba każdy zawodnik chcę wiedzieć, co dzieje się w innych klubach.

Jeśli chodzi o Bundesligę, to pozostał jeszcze pewien sentyment względem byłej drużyny - RB Lipsk?

- Szczerze mówiąc tak. Zawsze gdy Lipsk gra i mam czas, to staram się obejrzeć ich mecz, aczkolwiek z tego składu z którym ja jeszcze trenowałem i grałem, pozostało tam już niewiele osób.

Na zakończenie - czego można ci życzyć na najbliższy czas, ale także w dalszej perspektywie?

- Przede wszystkim zdrówka, jest to wskazane zwłaszcza w obecnej sytuacji. Może także odpowiedniego nastawienia psychicznego, by było takie jak od początku rundy wiosennej i bym nigdy nie zboczył z tej trasy, lecz wciąż kontynuował swoją podróż.

Rozmawiał: Tomasz Brożek

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Wojtkowski | Wisła Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje