Reklama

Reklama

Grzegorz Gac: Koronawirus i co dalej?

Zagrożenie koronawirusem paraliżuje w coraz większym stopniu sporty motorowe. Odwołane Grand Prix Kataru, Grand Prix Indonezji ze zmienionym terminem w MotoGP, przełożone E-Prix Sanya i E-Prix Rzymu Formuły E, Grand Prix Bahrajnu Formuły 1 bez publiczności, testy DTM przeniesione z Monzy na Hockenheim to tylko niektóre przykłady z ostatnich dni.

Koronawirus powoduje coraz większe problemy logistyczne. Formuła 1 póki co uparcie stara się, aby wszystkie wyścigi odbyły się w planowanym terminie, z wyjątkiem przełożonego już wcześniej Grand Prix Chin. Co chwila jednak pojawiają się kolejne przeszkody. Wprowadzona we Włoszech "czerwona strefa" odcięła od świata około 16 milionów ludzi. Mogło to poważnie przeszkodzić zarówno Ferrari jak i AlphaTauri, lecz członkowie tej drugiej w ostatniej chwili wylecieli na inaugurację sezonu do Australii, natomiast Ferrari otrzymało stosowne zezwolenia. Przynajmniej przez miesiąc nie będą mogli jednak powrócić do domów, a zakaz spowoduje problemy z dostawami części i wyposażenia na kolejne rundy.

Reklama

Grand Prix Bahrajnu powinno odbyć się zgodnie z planem, lecz nie bez wyjątkowych środków ostrożności. Władze kraju będą sprawdzać historię podróży i pobytu każdego, kto chce przekroczyć granicę. Promotor wyścigu podjął bezprecedensową decyzję o jego organizacji bez publiczności, przy zamkniętych trybunach. Dziwny to będzie wyścig... Do tej pory chyba tylko mecze piłkarskie odbywały się bez widzów, ale zwykle z zupełnie innych powodów.

Wiele wątpliwości budzi Grand Prix Wietnamu, zaplanowane na pierwszą niedzielę kwietnia. Właściciele Formuły 1 zapewniają, że pierwsza edycja wyścigu na ulicach Hanoi dojdzie do skutku, lecz dziennikarze i wszyscy, których obecność na miejscu nie jest niezbędna, wstrzymują się z kupowaniem biletów lotniczych. Na pierwsze trzy wyścigi nie poleci niemiecka ekipa stacji RTL. Węgrzy nie polecą do Wietnamu, podobnie jak ekipa polskiego Eleven Sports.

Nawet jeśli pierwsze trzy wyścigi odbędą się bez poważniejszych przeszkód, pozostaje pytanie - co dalej? Liczba zachorowań zwiększa się z dnia na dzień w wielu krajach i regionach świata. Podróżowanie jest coraz trudniejsze. Linie lotnicze odwołują loty, organizatorzy wyścigów gorączkowo analizują sytuację w porozumieniu z lokalnymi władzami.

Boleśnie przekonała się o tym Formuła E, która straciła już drugi wyścig w kalendarzu, gdy wprowadzono zakaz organizacji imprez masowych we Włoszech. Władze elektrycznej serii rozważały ściganie w Rzymie bez widzów. Ostatecznie porzucono ten pomysł obawiając się, że kolejne restrykcje w podróżach sprawią, że personel utknie na minimum dwa tygodnie w hotelach, co wiązałoby się z ogromnymi kosztami i komplikacjami, bo może chodzić nawet o kilka tysięcy ludzi.

W przypadku obu serii wszystkie decyzje są omawiane i podejmowane za zamkniętymi drzwiami, inaczej, niż w przypadku motocyklowych mistrzostw świata MotoGP, których szef Carmelo Ezpeleta otwarcie komunikuje to, co się dzieje i jakie są możliwe scenariusze. Władze Kataru, gdzie miała się odbyć inauguracyjna runda, w ostatniej chwili wprowadziły regulacje prawne, co spowodowało odwołanie wyścigu królewskiej klasy, a następne w kolejce Grand Prix Tajlandii już zostało przełożone na październik, wymuszając inne zmiany w kalendarzu.

Przepisy międzynarodowej federacji motocyklowej (FIM) wymagają rozegrania 13 punktowanych rund, aby można było przyznać tytuły mistrzowskie. Władze MotoGP są zdeterminowane, aby ocalić mistrzostwa, nawet jeśli zostaną one wydłużone aż do świąt.

A więc same złe wiadomości? Nie, jest przynajmniej jedna dobra. Wszystko wskazuje na to, że Grand Prix Australii F1 odbędzie się w najbliższy weekend bez przeszkód. Ale jak powiedział niedawno polskim dziennikarzom szef zespołu Haas F1 Günther Steiner, wystarczy aby zaraziły się 2 - 3 osoby z padoku, aby trzeba było przerwać ściganie być może na wiele miesięcy. Pytanie, na ile jest on autorytetem w dziedzinie epidemiologii... Sport motorowy nie może sobie na to pozwolić. Zapewne usłyszymy wkrótce o wielu zmianach i decyzjach, przez które pierwotne kalendarze zmienią się radykalnie. Wiele wskazuje na to, że będzie to rok olbrzymich strat dla całego sportu, ale żadne przesłanki biznesowe nie mogą być ważniejsze od bezpieczeństwa i zdrowia ludzi.

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | F1

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje