Reklama

Reklama

Piast Gliwice w Płocku był jak Teby w bitwie ze Spartą. Wisła - Piast 0-1

Waldemar Fornalik przypomina mi tebańskiego wodza Epaminondasa. Jego Piast wygrał w Płocku w bardzo chytrym stylu. 1-0 w zupełności wystarcza.

Z uniwersyteckich wykładów historii starożytnej pamiętam, że bitwa niwecząca potęgę Sparty w 371 roku p.n.e. była przełomowa w dziejach. Wtedy pierwszy raz zastosowano zasadę ekonomii sił. Chodziło o to, że jeżeli nie można mieć wystarczającej przewagi na całym froncie należy ją stworzyć kosztem innych odcinków na kierunku, który ma decydujące znaczenie dla zwycięstwa. 

Waldemar Fornalik jak Epaminondas

Teby zastosowały pod Leuktrami szyk ukośny rozbijając falangę Sparty. Piast też podszedł do sprawy taktycznie. Najpierw próbował zdominować Wisłę na całym boisku. Wychodziło to, ale przez całą pierwszą połowę nie przyniosło efektów. Dobra drużyna musi umieć reagować na wydarzenia boiskowa. Zważać jak gra rywal. Piast zareagował. Od początku drugiej pozwolił więc uwierzyć Wiśle Płock, że może coś zdziałać, pozwalając jej na więcej w środku pola. Może nawet wygrać? Wisła ruszyła i prawie natychmiast została perfekcyjnie skontrowana. Świetne podanie z głębi pola na skrzydło do Jakuba Świerczoka, rajd napastnika i płaskie podanie do środka do Rafała Chrapka, który trafia do bramki z... metra. Piłkarze Piasta tak rozklepali rywali, że mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić: "nawet ja bym to strzelił". 

Reklama

Piast biegał mniej niż rywal, a w kolejnym meczu wygląda to tak jakby biegał więcej. Sprawnie przesuwająca się gliwicka wieloczłonowa machina, która wie co chce osiągnąć. Ekonomizacja sił ważna jest także w kontekście kolejnego meczu, tak ważnego dla Piasta czyli półfinału Pucharu Polski.

W Piaście nikt nie występuje za zasługi

Waldemar Fornalik gwarantuje, że w drużynie Piasta Gliwice w danym momencie rzeczywiście grają piłkarz będący w najlepszej dyspozycji. W drugiej linii znalazł miejsce dla piłkarzy między którymi jest 17 lat różnicy a obaj należeli do najlepszych na placu. Między najstarszym wysłanym do gry piłkarzem a najmłodszym jest 16 lat różnicy! Najmłodszy - Arkadiusz Pyrka rozwija się harmonijnie. Był aktywny, kreatywny, grał do przodu, walczył i było go na boisku widać. W pierwszej połowie mógł zdobyć dwa gole - w 36. minucie po centrze Tomasza Jodłowca rozpędzony oddał strzał głową, ale piłka trafiła w poprzeczkę. W 43. minucie Pyrka oddał ostry strzał w górny róg, ale Krzysztof Kamiński po pięknej paradzie zdołał wybić piłkę. Mimo to Fornalik na miejsce Pyrki wypuścił innego młodzieżowca, niewiele starszego Arkadiusza Steczyka a ten wcale nie odstawał. Młodzieżowcy Fornalika nie są "zapchajdziurami" tylko pełnoprawnymi członkami drużyny.

Z kolei 36-letni Tomasz Jodłowiec zapewniał przewagę Piasta w środku. Potrafi najwięcej przebiec, potrafi najwyżej wyskoczyć. Nie chce się wierzyć, że ma już tyle lat. Ciągle daje jakość. Gdyby nie dawał, nie byłoby go w gliwickiej drużynie. Tutaj nikt nie występuje za zasługi. Przekonał się o tym choćby napastnik Wisły Patryk Tuszyński, który nie sprawdził się w Piaście i musiał odejść a teraz nie był w stanie mu zaszkodzić.

Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje