Reklama

Reklama

Komu ufa Nikola Grbić

Zbliża się siatkarski mundial, a coraz bardziej zacięta walka kibiców o bilety na spotkania w Polsce świadczy, że to już naprawdę niebawem. Jutro w Krakowie zaczyna się ostatni przed mistrzostwami świata poważny sprawdzian kadry Nikoli Grbica - Memoriał im. Huberta Jerzego Wagnera. W tym turnieju zawsze grało się poważnie, więc i tym razem powinno być gorąco na parkiecie. A przeciwnicy w tym roku naprawdę będą godni przedmundialowej gorączki, bo to zawsze silna Serbia, nieobliczalny Iran i solidni Argentyńczycy.

Turniej zacznie się już jutro, wtedy zobaczymy, czy nasz selekcjoner wyciągnął wnioski z męczarni, jaką zafundowali sobie i nam kibicom, nasi kadrowicze w sobotnim sparingu z Ukrainą. Co prawda, po meczu, wszyscy zawodnicy i trenerzy przepytywani przez reporterów Polsatu Sport twierdzili, że w tej fazie przygotowań do mundialu  tak po prostu musi być, bo trening siłowy przynosi takie właśnie charakterystyczne konsekwencje. Byli też tacy, którzy mniej się dziwili niemocą Polaków, a bardziej zachwycali się formą Ukraińców i ich niezwykłymi postępami w grze. 

Reklama

Dużo było w tym politycznej sympatii do dzielnego narodu zza Buga, ale też i realnych ocen sporego sportowego potencjału. Jednak w kuluarach radomskiej hali, tematem numer jeden była decyzja Nikoli Grbicia, który zamykając skład polskiej kadry  na mundial, ostatecznie nie powołał do niej leczącego kontuzję Wilfredo Leona. Spekulacji na ten temat było i wciąż jest sporo, bo to przecież tak, jakby Czesław Michniewicz nie powołał na MŚ w Katarze, na 90% sprawnego fizycznie Roberta Lewandowskiego. Oczywiście Grbić podejmując tak kontrowersyjną decyzję dostał pełne wsparcie nie tylko od swojego sztabu szkoleniowego i medycznego, ale i od samego prezesa PZPS - Sebastiana Świderskiego. 

Ten ostatni wygłosił do kamery Polsatu przekonujące mini przemówienie o trudnych okolicznościach tej decyzji i trosce o zdrowie zawodnika, który Polsce powinien się jeszcze nieraz przydać. Zdziwiłbym się gdyby było inaczej, bo Sebastian, Nikola i połowa naszej kadry to przecież stara paczka z nie tak dawnej drużyny ZAKSY Kędzierzyn Koźle sięgającej po puchar Ligi Mistrzów. To team sprawdzony i mający do siebie nawzajem zaufanie. To pewnie z tego zaufania wynika determinacja Grbić w wystawianiu w pierwszej szóstce Aleksandra Śliwki, choć to przyniosło fatalny skutek w finałach tegorocznej Ligi Narodów w Bolonii. Trenerska cierpliwość jednak nieraz już w przeszłości dała dobre rezultaty i oby tak było i tym razem podczas polsko-słoweńskiego mundialu.

Nikola Grbić nie powołał na mistrzostwa świata kontuzjowanego Wilfredo Leona

Co ciekawe nasze krytyczne nastawienie wobec przygotowań kadry Grbicia do najważniejszej imprezy tego roku jest przez zagranicznych obserwatorów przyjmowane z lekkim zdziwieniem. Nie tak dawno Marcin Lepa zrelacjonował mi swoją towarzyską rozmowę ze znanym brazylijskim dziennikarzem Marcelo Courregem z Telewizji Globo. Ów Marcelo twierdzi, że nasze utyskiwania np. nad trzecim miejscem naszej reprezentacji w tegorocznej Lidze Narodów są znakiem totalnego rozpuszczenia i niedoceniania tego co mamy. Brazylijczyk argumentuje, że "Nie ma teraz takiej drugiej nacji w światowej siatkówce, która po rozstaniu z zawodnikami klasy Michała Kubiaka, Piotra Nowakowskigo, Fabiana Drzyzgi i nieobecności Wilfredo Leona znaczyłaby jeszcze cokolwiek. A Polska - proszę bardzo, talent za talentem co roku dołącza do reprezentacji, dlatego kolejny medal wielkiej imprezy jest w waszych rękach."

I coś jest w tej wypowiedzi sympatycznego Brazylijczyka. Polska siatkówka to wielka i solidna budowla, i pewnie dlatego nasze oczekiwania wobec kolejnych trenerów reprezentacji są bardzo duże, proporcjonalne do tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 25 lat. I nawet mając duże  zaufanie do Nikoli Grbicia, i wierząc, że  jego zaufanie do sztabu szkoleniowego i zawodników, których wybrał nie zostanie wystawione na szwank, mierząc w złoto pamiętajmy, że najbliższy mundial jest pod względem systemu rozgrywek trudniejszy od poprzednich. I w 2014, i w 2018 roku po wyjściu z grupy mogliśmy sobie pozwolić na jedną porażkę. Teraz w fazie pucharowej, przy słabszej dyspozycji dnia, można definitywnie odpaść z turnieju nawet już w 1/8 finału. Trzeba to brać pod uwagę, bo to wciąż  - a może aż... tylko sport.

Czytaj także: Polski siatkarz komentuje decyzje Grbicia. "Przeżywałem to samo"

Reklama

Reklama

Reklama