Barcelona - Real, czyli miliard euro na boisku
Aż 13 mistrzów świata z RPA, plus laureaci "Złotej Piłki" w ostatnich czterech latach spotkają się dzisiaj o godz. 21:30 w Finale Pucharu Króla.

Jeden z portali specjalizujących się w wycenianiu piłkarzy obliczył, że łączna wartość graczy w kadrach obu hiszpańskich klubów przekracza miliard euro. Najdroższy jest Cristiano Ronaldo - Real zapłacił za niego Manchesterowi United 96 mln, ale jeszcze wyżej wyceniane są nogi i głowa Leo Messiego. Wychowanek barcelońskiej szkółki "La Masia" jest właściwie bezcenny, trudno wyobrazić sobie kwotę, która zmusiłaby prezesa klubu do oddania najlepszego piłkarza na świecie. Prędzej kibice wywieźliby na taczkach prezesa.
Od megagwiazd wszystko się zaczyna
Od tych dwóch megagwiazd zaczyna się imponująca lista graczy, którzy wyjdą dziś na boisko, lub nawet nie zmieszczą w podstawowych jedenastkach. Iluzoryczne szanse na grę ma laureat "Złotej Piłki" sprzed ery Messiego i Ronaldo Brazylijczyk Kaka. Choć Real zapłacił za niego aż 65 mln euro, kontuzje i słaba forma nie pozwalają mu zostać w Madrycie piłkarzem pierwszego planu. Los Brazylijczyka dzielą też inni z 13 piłkarzy, którzy na mundialu w RPA zdobywali złoto dla Hiszpanii. W Realu i Barcelonie jest miejsce tylko dla największych, astronomiczne budżety obu klubów, przekraczające 400 mln euro na sezon (w przypadku Realu to nawet rekordowe 460 mln), sprawiają, że lista najlepiej opłacanych graczy na świecie też zaczyna się od gwiazd obu hiszpańskich kolosów.
Romantyk kontra pragmatyk na trenerskiej ławce
Oczy futbolowego świata zwrócone będą dziś także na ławki dla trenerów, bo nie ma w piłce bardziej pasjonującego pojedynku niż romantyka Pepa Guardioli z pragmatycznym Jose Mourinho. Pierwszy był wybitnym piłkarzem, drugi nigdy nie zagrał nawet w I lidze. Szybko zrozumiał jednak swoje ograniczenia i postanowił podbić futbol nie nogami, ale głową. W ostatnich latach Mourinho wywalczył aż 18 trofeów w trzech różnych klubach, w trzech ligach (portugalskiej, angielskiej i włoskiej). W Realu otrzymał przed rokiem rekordową gażę 11 mln euro za sezon, zaraz po tym, jak wygrał z Interem Mediolan Ligę Mistrzów. W półfinale znalazł sposób na Barcelonę, a marzeniem prezesa madryckiego klubu Florentino Pereza jest, by Real zdetronizował Katalończyków. Właśnie w środę, w Walencji Mourinho i jego drużyna mogą zrobić wielki krok w tym kierunku, zdobywając razem pierwsze trofeum.
Na przeszkodzie stoi Guardiola, kiedyś dobry kumpel Mourinho z czasów wspólnej pracy w Katalonii. Trzy lata temu jako absolutny trenerski żółtodziób przejął rozbitą drużynę Barcelony, z marszu zmieniając ją w najjaśniejszą gwiazdę w klubowej piłce. Messi, z Xavim i Iniestą podbili świat i rozkochali go w sobie do tego stopnia, że wielu fanów uważa ich za najlepszy zespół w historii. Ta trójka zajęła całe podium w plebiscycie "France Football" i FIFA na najlepszych graczy 2010 roku. Do deszczu komplementów padającego na Katalończyków dołączył się ostatnio nawet honorowy prezes Realu Alfredo di Stefano. 75-letni legendarny kiedyś piłkarz, którzy zdobył dla klubu z Madrytu pięć Pucharów Europy wyznał, że gra Barcelony najbardziej cieszy jego duszę i oczy.
"Więcej niż klub" reakcją na czasy Generalissimusa
To banalne z pozoru stwierdzenie Di Stefano musiało dotknąć do żywego nie tylko Mourinho, ale też wielu ludzi w madryckim klubie. Barca to największy przeciwnik Realu, ich rywalizacja liczy 109 lat. "Urodziła" się na fiestach koronacyjnych króla Alfonsa XII, przeżyła dyktatury, wojnę domową, i dotrwała do dziś w mniej politycznej, a bardziej komercyjnej formie. Do lat 70. ub.w. wspieranie FC Barcelony było dla Katalończyków przejawem patriotyzmu lokalnego i separatyzmu. W czasach dyktatury generała Franco, kiedy rozgrywki o Puchar Króla nosiły nazwę Pucharu Generalissimusa, powstało słynne barcelońskie hasło: "Więcej niż klub". Barca była jednym z symboli oporu.
Dziś polityka jest już w cieniu futbolu, ale po obu stronach barykady wciąż płonie chęć bycia lepszym od rywali. Przed ligowym meczem obu drużyn, w minioną sobotę zwycięstwa Realowi życzyła pani prezydent miasta Madryt Esperanza Aguirre. Jej życzenia się nie spełniły, Real zremisował na Santiago Bernabeu 1-1, zdobywając jednak wyrównanie, kiedy Katalończycy grali w liczebnej przewadze. Tym samym Mourinho przerwał passę pięciu porażek Realu w hiszpańskim klasyku, ale Barcelona utrzymała przewagę ośmiu punktów w tabeli, która praktycznie gwarantuje jej trzeci z rzędu tytuł mistrza kraju.
Nadal z Alonso chwalą taktykę "Mou"
Mecz był zacięty, ale raczej brzydki - wywołał jednak oczywiście wielkie poruszenie. Część kibiców ze słynnym tenisistą Rafaelem Nadalem i kierowcą Formuły 1 Fernando Alonso chwaliła Mourinho za mądrą taktykę, inni, na czele z Di Stefano uważali, że ustawił zespół zbyt bojaźliwie. Rzeczywiście, Barcelona była przy piłce ponad 75 proc czasu gry, ale portugalski trener nie myślał o estetyce, statystykach, tylko o wyniku. Jeszcze w listopadzie jego Real próbował zagrać z Barcą otwarty mecz na Camp Nou, skończyło się katastrofalnym wynikiem 0-5.
Jak będzie dzisiaj, w finale Pucharu Króla? Emocje znów sięgną zenitu, mecz ma być transmitowany do 140 krajów. Real nie zdobył tego trofeum od 18 lat. Dla najbardziej utytułowanego klubu świata to wieczność. Legendarny bramkarz "Królewskich" Iker Casillas zgromadził wszystkie zaszczyty i tytuły, poza tym jednym. Pucharu Króla nie ma w kolekcji ani jeden piłkarz z kadry Mourinho (łącznie z Polakiem Jerzym Dudkiem, rezerwowym Casillasa). Portugalski trener jest jednak specem od wygrywania takich meczów. Tyle, że trafia na Guardiolę, który w swojej karierze trenerskiej nie przegrał ani jednego finału, a prowadził już Barcelonę w finale Pucharu Króla, finale Ligi Mistrzów i finale klubowych mistrzostw świata.
"Duma Katalonii" z rezerwowym bramkarzem
Oba kluby przystępują do meczu właściwie w optymalnych składach, co w końcówce morderczego sezonu nie jest wcale oczywiste. W Barcelonie zabraknie tylko Erica Abidala, który dochodzi do siebie po operacji nowotworu wątroby. Pep Guardiola postawi do bramki rezerwowego Jose Manuela Pinto. Podstawowy bramkarz Barcy Victor Valdes jest zdrowy, ale Pinto tak zasłużył się w rozgrywkach Pucharu Króla, że tak trener, jak i fani klubu uważają, iż powinien dostać taką życiową szansę. Gdyby z podobnego założenia wyszedł Mourinho, może doczekalibyśmy w bramce Realu Jerzego Dudka, ale na to nie ma nawet cienia szansy.
Miliardy euro na boisku, dziesiątki miliony widzów przed telewizorami, dwaj różni, ale równie genialni trenerzy na czele piłkarskich gwiazd pierwszej wielkości. Czego można żądać więcej od piłkarskiego meczu? Gdyby po finale Pucharu Króla w Walencji ktoś jeszcze nie miał dość, za tydzień oba zespoły zmierzą się w boju o finał Ligi Mistrzów na londyńskim stadionie Wembley.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje