Reklama

Reklama

PGE Ekstraliga sporo ryzykuje

PGE Ekstraliga ustalając terminarz podjęła bardzo ryzykowną decyzję. Kwestia utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej może rozstrzygnąć się już w pierwszej, niezwykle loteryjnej kolejce. Jeśli ZOOLeszcz GKM wygra w Ostrowie Wielkopolskim, to problem będzie mieć nie tylko Arged Malesa, ale także telewizja.

Miniony sezon PGE Ekstraligi był ostatnim, w którym mieliśmy okazję obejrzeć tradycyjną fazę play-off z udziałem najlepszej czwórki zespołów. W 2022 roku do łask wraca system wycofany przed laty. 6 najwyżej sklasyfikowanych po rundzie zasadniczej zespołów spotka się ze sobą w ćwierćfinałach, z których do kolejnej rundy awansują zwycięzcy dwumeczów oraz jeden lucky loser - drużyna, która przegra swoje starcie najmniejszą liczbą punktów.

Grudziądz, Ostrów i cała reszta

Kibice do pomysłu podchodzą sceptycznie, bo wszystko wskazuje na to, iż uczestników fazy play-off poznaliśmy już podczas listopadowego okienka transferowego. Powszechnie uważa się, iż ZOOLeszcz GKM Grudziądz oraz Arged Malesa Ostrów Wielkopolski wyraźnie odstają siłą rażenia od pozostałych 6 rywali, którym do awansu do play-off wystarczy więc uplasowanie się nad tymi dwoma outsiderami. Oznacza to, że aż do rozpoczęcia ćwierćfinałów (czyli 21 sierpnia) kibiców najbardziej pasjonować będzie walka o ligowy byt.

Reklama

Władze PGE Ekstraligi nie chciały czekać i ustawiły terminarz w taki sposób, że ZOOLeszcz GKM uda się do Ostrowa już 10 kwietnia, w ramach inauguracyjnej kolejki. Część kibiców cieszy się, iż na tak ważne starcie nie trzeba będzie czekać zbyt długo, jednak rozwiązanie zastosowane przez włodarzy oznacza spore ryzyko dla całej ligi, a przede wszystkim telewizji.

Kibice przełączą na inny program?

Jeśli ZOOLeszcz GKM zwycięży w Ostrowie Wielkopolskim, to szanse beniaminka na utrzymanie skurczą się do mikroskopijnych rozmiarów. Jedyna pasjonująca kibiców podczas fazy zasadniczej kwestia rozstrzygnie się więc już w kwietniu. O ile nikt z "wielkiej szóstki" nie zaliczy widowiskowej wtopy, to na kolejne emocje trzeba będzie czekać aż do końcówki wakacji. Kibice widząc niski ciężar gatunkowy mogą zaś po prostu chwycić pilota i przełączyć na inny kanał. Konkurencyjne stacje mają wszak sporo do zaoferowania w piątkowe i niedzielne wieczory.

Ryzyko jest tym większe, że pierwsze spotkania sezonu obfitują w niespodzianki. Zawodnicy nie znajdują się jeszcze w najwyższej formie, wielu z nich wciąż nie dogadało się ze swoim nowym sprzętem. Część obserwatorów powątpiewa czy to aby najlepszy moment na decydowanie o kwestiach tak kluczowych dla losów drużyn, jak byt w PGE Ekstralidze. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje