Reklama

Reklama

Martyn Pawelski w ćwierćfinale turnieju tenisowego w Paryżu

12-letni Martyn Pawelski (KS Mostostal Zabrze) awansował do najlepszej ósemki tenisowego turnieju Longines Future Tennis Aces 2017, odbywającego się w Paryżu, równolegle z trwającym French Open na kortach Rolanda Garrosa. W decydującym o awansie meczu reprezentant Polski rozbił Singapurczyka Matthiasa Wonga 3-1, 3-0.

Mecze grupy IV, do której został wylosowany Polak podczas uroczystej ceremonii na Wieży Eiffla, wraz z grupą II i III, odbywały się na terenie kompleksu Tennis Club de la Chataigneraie w Paryżu.

Do rywalizacji na kortach ziemnych, pokrytych dokładnie taką samą czerwoną mączką, jak obiekty Rolanda Garrosa, po raz pierwszy przystąpiło łącznie aż 20 zawodników z całego świata. Zgodnie z regulaminem, mecze toczyły się do dwóch wygranych setów i zdobycia trzech gemów. W ekskluzywnym gronie młodych tenisowych talentów, urodzonych po 4 czerwca 2004 roku, Martyn Pawelski od początki radził sobie bez kompleksów.

Reklama

Urodzony w Niemczech, ale wychowany w Polsce tenisista, rozpoczął zmagania we Francji od pokonania zawodnika z Meksyku Luisa Carlosa Alvareza Valdesa. Wydawało się, że Polak ekspresowo odprawi sporo niższego rówieśnika, bowiem pierwszą partię pewnie wygrał 3-1. W drugim secie nasz talent napotkał na nieoczekiwane problemy. Wprawdzie zdołał wygrać pierwszego gema, ale po chwili zrobiło się niebezpiecznie.

Pawelski zerwał się, by zdążyć do spadającej na środek kortu piłki. Spóźnił się, ale co gorsza, złapał się za kolano i zasygnalizował sędziemu, że potrzebuje krótkiej przerwy. Grymas na twarzy zawodnika nie rokował najlepiej, jego mama zafrasowała się, lecz szczęśliwie skończyło się tylko na strachu. Okazało się, że zawodnik nie nabawił się żadnego urazu. - Po prostu uderzyłem się rakietą w kolano, to wszystko - skwitował po meczu szczęśliwy Martyn, ale ten pojedynek kosztował go sporo sił. W tie-breaku nasz reprezentant roztrwonił prowadzenie 4-1, przeciwnik odrobił wszystkie straty, lecz na finiszu Martyn zdołał przechylić szalę zwycięstwa.

W takiej sytuacji, przy remisie w setach 1-1, konieczny był super tie-break, w którym zawodnik zabrzańskiego klubu nie bez problemów wygrał 7-5.

Zwycięską passę Polak podtrzymał w pojedynku ze swoim nowym kolegą, Tajlandczyk Shisanuphong Pokinsagethasiri (3-1, 3-1), ale rozczarowanie przyszło w trzecim spotkaniu. Naprzeciwko naszego rodaka stanął Hindus Udit Gogol, który był już pewien awansu. Ostatecznie talent z Indii zakończył grupowe zmagania na kortach Tennis Club de la Chataigneraie z najlepszym bilansem setów, z grona wszystkich zawodników.

Pawelski robił, co mógł, ale nie był w stanie powstrzymać silnego i precyzyjnego Gogola. Dość powiedzieć, że pierwszy niewymuszony błąd Azjata popełnił dopiero w tie-breaku drugiego seta, co odnotował nasz tenisista, z niedowierzaniem kręcąc głową. Polak walczył do samego końca, jako jedyny "urwał" Uditowi dwa gemy w meczu, ale po tie-breaku w drugim secie musiał przełknął gorycz porażki. W trakcie tego meczu dał o sobie znać porywczy charakter Martyna, za co między setami otrzymał reprymendę od sędziego. Później, gdy przegrana stała się faktem, długo nie podnosił się z ławki, bardzo przeżywając niepowodzenie w meczu, który potraktował bardzo ambicjonalnie.

- Czy płakałem? To był pot, który jakimś sposobem popłynął mi z oczu - skomentował z uśmiechem Polak, gdy emocje już trochę opadły i w lobby szybko odzyskał rezon. Martyn w kontekście wyjścia z grupy wciąż miał komfortową sytuację, niemniej musiał szybko wziąć się w garść, by samemu rozstrzygnąć losy awansu, zamiast liczyć na szczęście, gdyby o wszystkim miały decydować małe punkty.

Do pełni sukcesu potrzebował zwycięstwa w ostatnim, czwartym meczu grupowym nad Singapurczykiem Matthiasem Wongem, co uczynił w świetnym stylu. Nasz reprezentant, dopingowany m.in. przez znanego komentatora tenisa Tomasza Tomaszewskiego, pozwolił Wongowi ugrać tylko jednego gema, zdecydowanie panując na korcie i dyktując warunki gry z głębi kortu. Może brakowało zejść do siatki, by jeszcze bardziej zaakcentować swoją przewagę, ale dominacja Martyna i tak nie podlegała dyskusji.

- Rzeczywiście miałem pełną kontrolę w tym meczu i czułem się bardzo pewnie. Jest fajnie - skwitował Pawelski, ale nie ukrywa, że awans do najlepszej "8" ma być tylko drogą do upragnionego sukcesu. - Mój cel minimum? Zagrać w finale i wygrać - skwitował bezkompromisowo. Atutami Martyna sa niezły forhend i bekhend, a przede wszystkim mocny serwis.

Dzisiaj, na terenie tego samego kompleksu, odbędą się ćwierćfinały i półfinały, a sobotni finał ma zostać rozegrany na otwartym korcie w paryskiej dzielnicy La Defense. Zwycięzca otrzyma okazały puchar, ale przede wszystkim zapewni sobie specjalne stypendium, ufundowane przez firmę Longines, gwarantowane do 16. roku życia.

Z Paryża Artur Gac


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL