Reklama

Reklama

Tomasz Józefacki: Chcieliśmy ugrać coś więcej

Po dwóch przegranych z AZS-em Politechniką Warszawską Effector Kielce zakończył sezon na siódmym miejscu w tabeli siatkarskiej ekstraklasy. Niedosytu związanego z tym wynikiem nie ukrywa Tomasz Józefacki. - Chcieliśmy ugrać coś więcej - podkreślił.

- Siódmą lokatę zajęliśmy także na koniec rundy zasadniczej. Nie odczuwaliśmy przed ostatnim meczem z Politechniką dużej presji, ale sami dla siebie chcieliśmy wywalczyć coś więcej i dlatego nie jesteśmy zadowoleni - powiedział Józefacki.

Reklama

W ćwierćfinałowym starciu z Jastrzębskim Węglem Effector skazywany był na porażkę w trzech meczach. Tymczasem podopieczni Dariusza Daszkiewicza, przegrywając 0-2, doprowadzili do decydującego piątego meczu. W nim lepszy był już jednak zespół prowadzony przez Lorenzo Bernardiego. Jak przyznał 32-letni atakujący, pojedynek ten na długo pozostanie mu w pamięci.

- Straciliśmy szansę na zrobienie czegoś wielkiego. Nikt nie spodziewał się, że wyrównamy stan rywalizacji. Nie da się tak łatwo o tym zapomnieć - zaznaczył.

Jego zdaniem przebieg tych zmagań miał duży wpływ na początek walki o miejsca 5-8 ze stołecznymi akademikami, którzy w pierwszej rundzie play off przegrali 0-3 z Zaksą Kędzierzyn-Koźle.

- Gracze Politechniki mieli więcej czasu na to, aby odpoczęła głównie głowa. Musiało to mieć konsekwencje. W pierwszym spotkaniu z warszawską ekipą byliśmy myślami jeszcze przy ćwierćfinale i przegraliśmy 0:3. Dużo straciliśmy przede wszystkim na tym, że tak łatwo oddaliśmy tamten mecz - analizował Józefacki.

W drugim spotkaniu kielczanie zdołali wygrać tylko jedną partię. Po przegraniu inauguracyjnej odsłony 14:25 doprowadzili do wyrównania, ale w kolejnej kontuzji doznał dobrze spisujący się Adrian Staszewski.

- Nie wydaje mi się, abyśmy przystępowali do tego pojedynku bardzo spięci i myśląc, że może to być nasz ostatni mecz w sezonie. Mimo to gra była bardzo szarpana, było sporo przypadkowych akcji. Możemy mieć do siebie żal, że nie wszystko wyszło tak, jak chcieliśmy. Walczyliśmy jednak i byliśmy bliscy doprowadzenia do tie-breaka. W dużym stopniu osłabiła nas strata Adriana, który był tego dnia naszym najlepszym zawodnikiem. Pechowo się to ułożyło - ocenił były zawodnik m.in. AZS Olsztyn i Asseco Resovii.

Jak dodał jednak, biorąc pod uwagę niepewność przed rozpoczęciem sezonu co do tego, czy drużyna z Kielc w ogóle wystartuje w rozgrywkach, to osiągnięty wynik należy uznać za dobry.

- Zespół był budowany na ostatnią chwilę, co mogło się odbijać na naszej grze nawet po przeprowadzeniu kilkudziesięciu treningów. Niektóre rzeczy wypracowuje się bowiem w pierwszych tygodniach, a my nie mieliśmy wtedy nawet pewności, czy i ewentualnie w jakim składzie będziemy występować. Dawało to o sobie znać - czasem wszystko zaskakiwało, ale niekiedy męczyliśmy się z własną akcją. Byliśmy skazywani na walkę o dziewiąte miejsce. W takim kontekście można uznać, że daliśmy radę - podsumował.

Józefacki, który miał z Effectorem roczną umowę, w przeszłości występował m.in. w Grecji i Francji. Teraz także nie wyklucza ponownego wyjazdu do zagranicznego klubu, choć dalszą grę w PlusLidze określa jako najlepsze rozwiązanie.

- Ważna jest stabilność w sprawach finansowych. W Kielcach pod tym względem jest bardzo dobrze, bo kontrakty są wypłacalne, ale w różnych krajach nie zawsze bywa z tym kolorowo. Nie mam jednak oporów z wyjazdem, rozmawialiśmy już z żoną o tym i mam zielone światło praktycznie na cały świat - powiedział.

Dowiedz się więcej na temat: PlusLiga | Effector Kielce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje